Dział Publicystyka Rob Zombie - The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser...

Rob Zombie – The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

Zacznijmy od tego, jak w ogóle można nazwać się Rob Zombie? Jak umarlak nie wygląda… Poza tym zanim odsłuchamy pierwszego utworu, bierzemy płytę do ręki, a tam okładka jakby wycięta z kilkuset kolorowych gazet, a na jej środku czarno-biały Rob. Trochę się to nie trzyma kupy, jako że krążek, który znajdziemy w środku jest rockiem z lekkimi zacięciami metalowymi. Zapomniałam wspomnieć, że dźwięki mają odpowiadać elektrycznemu czarodziejowi, zgryźliwej czarownicy i satanistycznej orgii. Zapowiada się dość intrygująco prawda?

Płytę rozpoczyna półtoraminutowe intro The Last Of the Demons Defeated. Właściwie tą rolę spełnia idealnie, bo nadaje pewien smaczek, ale nie ukazuje jeszcze wszystkiego, co wybrzmiewa na The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser. Satanic Cyanide! The Killer Rocks On! (tak, ten album nie ma krótkich tytułów) miesza alternatywną gitarę z ciężkim rockiem. Mam tylko wrażenie, że kawałkowi trochę brakuje tempa. The Life And Times Of A Teenage Rock God jest bardzo prostym utworem. Rob śpiewa tam “I’m a teenage rock God” – i szczerze? Jest to idealne określenie tego kawałka. Jeśli jakiś nastolatek chce rozpocząć przygodę z cięższym brzmieniem to poprowadzi go właśnie Rob Zombie. W kolejnym utworze znów pomieszanie z poplątaniem. Refreny z ostrą gitarą, bardzo silną perkusją, natomiast wokal z zwrotkach posiada jakieś zacięcia z country.

A Hearse That Overturns With The Coffin Bursting Open jest zdecydowanie niepasującym do niczego półtoraminutowym przerywnikiem, w którym głównie słychać akustyczną gitarę, dzięki której znów wracamy do alternatywnej strony muzyki. The Hideous Exhibitions Of A Dedicated Gore Whore, czyli drugi singiel z krążka jest moim faworytem. A wszystko przez pojawiające się klawisze, brzmiące jak z filmu o Draculi, szczególnie wyraźne w refrenach. Medication For The Melancholy nie ma z tą melancholią nic wspólnego i jest kolejnym dobrym utworem na tej płycie. Szybka, rockowa gitara, wokal w końcu nie jest zbyt siłowy, a do tego ciekawy refren. Tą czwórkę zamyka In The Age Of The Consecrated Vampire We All Get High z bardzo mocnym refrenem.

Super-Doom-Hex-Gloom Part One to kolejny półtoraminutowy kawałek, tym razem skupiający się na elektronice. Szczerze mówiąc te dwie „pauzy” muzyczne, jakimi są właśnie Super-Doom-Hex Gloom Part One i A Hearse That Overturns With The Coffin Bursting Open można by zastąpić, jedną pełną piosenką. Jeśli któryś z utworów miałby stać się kolejnym singlem to tą rolę spełniłoby In The Bone Pile. Gitara z perkusją chodzą tam bardzo dobrze, lekko „melodyjny” refren i ciekawy jak na tą płytę bridge. Natomiast kwintesencję rocka znajdziemy w Get Your Boots On! That’s The End Of Rock And Roll. I brew tytułowi, nie jest to koniec rock’n’rolla a jego najlepsze na tym krążku odzwierciedlenie. Na koniec wybrzmiewa Wurdalak. Utwór, któremu najbliżej do metalu, zarówno muzycznie jak i wokalnie. Jednak tylko do połowy, gdyż resztę zapełnia spokojne piano, z którym opuszczamy świat Roba Zombie.

Jedno trzeba tej płycie przyznać – jakby kojarzyć słowo Zombie z muzyką to The Electric Warlock Acid Witch Satanic Orgy Celebration Dispenser jest dokładnie takim albumem. Większość kompozycji zlewa się w jedno, takie samo brzmienie, wokal też nie jest najwyższych lotów. Jednak nie przesadzając z krytyką – da się tego posłuchać. Rob Zombie jest na pewno charakterystycznym artystą i tą oryginalność słychać w każdym utworze, ale brakuje tu zdecydowanie powiewu świeżości.

Popularne