Reni Jusis – Ćma (2018), recenzja Pawła Markiewicza

Na polskim rynku muzycznym debiutowała ponad dwadzieścia lat temu. Niektóre jej utwory śmiało można nazwać klasykami, które do dziś wspomina się z uśmiechem na twarzy i na karaoke wybiera się m.in. „Zakręconą” lub „Kiedyś Cię znajdę„. Dwa lata temu pokazała nową twarz na albumie „BANG!„. Dziś powraca z „Ćmą„, która porywa na parkiet.

Gdyby ktoś zapytał mnie, które zwierzę najlepiej opisuje nowy album Reni Jusis, bez zastanowienia odpowiedziałbym, że będzie to właśnie – ćma. I o ile poprzedni krążek – BANG!, nazwałem wężem, bo w nieproszony sposób zapętlał swe wdzięki wokół słuchacza, to „Ćma” stanowczo byłaby ćmą.

Premierowe wydawnictwo od tej zakręconej ekolożki i przeciwniczki konsumpcjonizmu już od pierwszych dźwięków uderza elektronicznymi klimatami z lat 80′, które na koncertach plenerowych i klubowych, będą wprawiały ludzi w trans – niczym jak ćmy, które widzą światło. Taki jest właśnie nowy album Reni Jusis. Pełen przewrotności, eklektyczności i wychodzący naprzeciw temu, co grane jest przez rozgłośnie radiowe.

Reni Jusis za sprawą BANG! nie tylko znowu podbiła wszystkie taneczne parkiety, w których dyskotekowa kula rozprasza swe światło do białego rana, ale także pokazała, że pomimo wieku wciąż włada tym gatunkiem muzycznym w naszym kraju. „Ćma” umocniła jej pozycję i pokazała, że równych sobie w tej kategorii nie ma, więc niech wszyscy będą przygotowani – w przyszłym roku Fryderyk znowu powędruje w ręce tej artystki.

Obawiałem się, że Reni pozwoli się wygładzić specjalnie na potrzeby standardów rozgłośni radiowych, ale ten dynamit ma gdzieś wszelkie reguły. Pomimo, że muzyka elektro/dance, to teksty są ambitne i powiedziałbym, że bardzo życiowe. Refreny są bogate i chwytliwe, ale nie za bardzo. Nie ma tutaj też spopularyzowanych zabiegów, w których domeną jest tzw. „drop”. Z drugiej strony jednak są ustępstwa z wytwórnią, przez co płyta nie składa się tylko z dziewięciu dobrze dopracowanych utworów, gdzie każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego, a z trzynastu, ponieważ na wydawnictwo zostały wciśnięte cztery przeciętne remiksy ostatniego, tytułowego singla.

Bierzcie i dzielcie się
Miłość potrzebna jak powietrze, powietrze
Zanim wokół świat obróci się w popiół
Wypali do cna, wypali do cna

Artystka wraz ze sztabem producentów stworzyła płytę, która na dobrą sprawę sprawdzi się nie tylko na parkietach, ale także zaprosi do głębokich refleksji. Utwory pokażą, że oczywiste wcale nie jest takie oczywiste oraz, że w świecie pełnym zakłamań i skrzywień warto być zwyczajnie sobą.


I na koniec wisienka na torcie. W blisko godzinnym materiale znalazło się miejsce na hołd twórczości Barańczaka i jego wiersza Jeżeli porcelana to wyłącznie taka, gdzie śpiew Reni Jusis wspomaga recytacja obiecującego Kuby Gierszała – chłopaka znanego z dużego ekranu.

Trzeba z całą pewnością stwierdzić, że Reni Jusis nie stoi w miejscu. Wciąż się rozwija, przełamuje kolejne schematy i ulepsza swój warsztat artystyczny. Ćmą nie tylko podkreśliła własną pozycję na polskim rynku muzycznym, ale także pokazała, że to ona znajduje się w czołówce przedstawicieli elektroniki na matczynym podwórku muzycznym.


Ćma
  • Data premiery: 21 09 2018
  • Wytwórnia:Sony Music Entertainment
  • Gatunek:Pop
  • Single: Tyyyle miłości, Ćma
Najlepsze utwory: Jeżeli porcelana to wyłącznie taka, Zabierz Mnie Na Pustynię Bez Postów, Święta Wojna, Tyyyle miłości
Najsłabsze utwory:

Najnowsze wpisy

Popularne

oceny

OCENA KOŃCOWA AUTORA RECENZJI

  • 8/10
    Ocena końcowa - 8/10
8/10

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Paweł Markiewicz
8/10
Łukasz Jaćkiewicz
7.5/10
Łukasz Mantiuk
6.5/10

autor recenzji

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttp://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Sprawdź nasze inne

Recenzje