Dział PublicystykaRecenzje

RAYE – Side Tape EP (2018), recenzja Pawła Markiewicza

Ma zaledwie dwadzieścia lat, a na swoim koncie ma już nominację do nagrody BBC Music Sound Of… 2017. Stworzyła hit „You Don’t Know Me”, „By Your Side” i „Decline”, przez jakiś czas pracowała nad brzmieniem nowego materiału Rity Ory i Ellie Goulding. W międzyczasie napisała kilka piosenek dla znanych gwiazd i równolegle tworzyła w studiu utwory na swoją kolejną EPkę. Rośnie nam nowa, godna reprezentantka nurtu r&b.

Już po zapowiedziach premierowego materiału można było wnioskować, że Side Tape nie tylko będzie wydawnictwem odmiennym do poprzednika – Second, ale także w drastycznym stopniu będzie odstawało od tego, co tworzyła m.in. z Jax Jonasem, Charli XCX i Jonasem Blue. RAYE wciąż poszukuje drogi i widać już pewne postępy w tym kierunku. Pewne ugruntowania na płaszczyźnie lirycznej i muzycznej. Dziewczyna ma głowe na karku i ludzie z wytwórni dobrze Nią kierują.

W muzycznym kontekście RAYE na dobre zerwała z eksperymentalnym, ciemnym i obślizgle tajemnicznym eksperymentalnym r&b, w którym w sprytny sposób wplatała elementy elektroniczne, na rzecz bardziej otwartego i letniego odłamu powszechnie popularnego gatunku muzycznego. Wkradła się tutaj także garść tanecznych przebić i sampli starych utworów, przez co Side Tape jest wydawnictwem jeszcze ciekawszym niż może się wydawać.

Baby, tell me
Where is your crew?
Everbody should know by now
I’m going missing and you go down
I’m here winnin’ life without you
So when you see me at the party, you can watch me whine it – „Crew”

Lirycznie wciąż jest niegrzeczna. Nie tak odważnie i ostro jak jej koleżanki Charlotte Aitchison i Tove Lo, potrafi wypowiedzieć się w kwestii miłości i jakichkolwiek innych uczuć, ale czuć ten ogień i czerwone światło. Zdaje się, że specjalnie na potrzeby potencjału radiowego musiała zrezygnować z agresywnych słów i porównań jak na dotychczasowym materiale, co wprowadziło mnie w lekki dysonans. Choć teksty to jedyna pozostałość po jej starym wcieleniu muzycznym.

I gdyby RAYE umieściła na pierwszym lub drugim mini-albumie tylu gości co na Side Tape, to odbiór jej materiału i jej samej, jako solowej artystki, zostałby cholernie zamazany. Teraz, kiedy znamy ją i wiemy jak zgrabnie porusza się podczas wszelkich bitów i melodii, cechując się niewyobrażalnym feelingiem i wyczuciem dźwięku, to masowa obecnoć gości nie przeraża. Można posunąc się dalej i powiedzieć, że przykładowo RAY BLK, Mr Eazi czy Stefflon Don dodają materiałowi pikanterii i pieprzności. Wraz z RAYE kreują całą atmosferę, która unosi się nad mini-albumem.

I paradoksalnie, wydawnictwo składające się z pięciu utworów pokazało pełną gamę możliwości wokalistki, jej klimat i specyfikę liryki. Ale równolegle uwydatniła wszelkie mankamenty, które powstały w wyniku lekkiego wyciszenia charakteru, zmniejszenia natężenia ostrości i przyduszenia eksperymentalnej duszy na rzecz lekko radiowego potencjału, który w pewnym stopniu pozwolił zawładnąć jej rozgłośniami, przez co przebiła się szerszego grona słuchaczy. Cholernie czuć to lekkie wygładzenie i pójście na kompromis, ale paradoksalnie, RAYE zachowała swoje charakterystyczne smaczki, nieco wyprasowane i stłamszone, ale jednak. Jednak, co trzeba podkreślić, to wciąż bardzo dobre wydawnictwo, które pozwoliło jej zrobić krok we własnej świadomości artystycznej.

Tags
Show More


Paweł Markiewicz

Student III roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *