Rag'n'Bone Man - Human
  • Data premiery:
    10 02 2017
  • Wytwórnia:
    Columbia Records, Sony Music Entertainment
  • Gatunek:
    blues, soul
  • Single:
    Human, Skin
Najlepsze utwory:
Human, Skin, Innocent Man, Arrow
Najsłabsze utwory:

Rag’n’Bone Man zdobył ogromną popularność piosenką Human, która podbiła listy przebojów. Jednak temu artyście przypadła również łatka twórcy tego konkretnego utworu. Fakt, stał się rozpoznawalny i na pewno promocja debiutanckiego albumu jest teraz łatwiejsza. Ale czy na jego pierwszy studyjny longplay warto zwrócić uwagę? Czy znajdziemy na nim hity na miarę wspomnianego Human?

Ten niepozorny Brytyjczyk piosenką Human rozbił bank i zdobył wielu fanów, którzy niecierpliwie wyczekiwali albumu. Mimo trzech EPek dopiero niedawno nastało jego przysłowiowe pięć minut, które jednak może się wydłużyć. Dobry tekst, świetny głos i wrażliwość – czy to przepis na sukces tego wokalisty? Kim w ogóle jest ten Rag’n’Bone Man i skąd się wziął? Pod tym pseudonimem ukrywa się Rory Graham – artysta łączący w swojej twórczości takie muzyczne gatunki jak blues i soul. Muzyką zaczął się pasjonować już w szkole, dołączał do pierwszych zespołów. W 2012 roku Graham wydał pierwszą EPkę zatytułowaną Bluestown. W ubiegłym roku ukazała się jego trzecia EPka Disfigured i właśnie wtedy BBC Radio 1 zwróciło na niego uwagę. Rag’n’Bone Man jest bez wątpienia wspierany w swoim kraju, a po Human stał się kimś w rodzaju Sama Smitha czy Eda Sheerana za czasów ich debiutów. Świadczy o tym na przykład to, że album w Wielkiej Brytanii od razu po premierze znalazł się na pierwszym miejscu UK Charts. Przyjrzyjmy się więc podstawowej wersji pierwszego długogrającego krążka wokalisty.

Po takiej zapowiedzi krążka, oczekiwania w stosunku do wokalisty były duże, to oczywiste. Nie jestem pewna, czy Graham sprostał temu wyzwaniu. Owszem, są piosenki, których słucha się świetnie i do radia pasują idealnie. Jednak największą wadą tego albumu jest to, że większość brzmi bardzo podobnie. Po charakterystycznych słowach jakoś je odróżniam, ale zdecydowanie tych podobieństw jest więcej niż piosenek, które się wyróżniają. Mimo to, debiutancki album Rag’n’Bone Mana ma też kilka zalet, a jedną z nich jest na pewno to, że do większości piosenek tworzył lub współtworzył teksty. Mocną stroną piosenek z Human są słowa, jak choćby w przypadku tytułowego przeboju. Łatwe do zapamiętania, ale jednak nie zupełnie banalne i pozbawione sensu. Kolejna ważna rzecz to muzyka, która nadaje krążkowi interesującego klimatu. Na szczęście nie jest to czysty pop, a mieszanka soulu i bluesa, co chyba bardziej mi odpowiada. W niektórych momentach dorzuciłabym jakieś małe gospelowe akcenty, mogłoby być ciekawie. Na następnej płycie oczekiwałabym jeszcze jakiegoś duetu, bo tu pusto, żadnych gości. Dobrze, że barwa głosu Grahama jest tak mocna i dobra, że nie potrzebuje kombinacji. To kolejny duży plus. Z takim głosem wokalista może zdziałać wiele. I może nim pięknie przekazywać emocje, co zresztą zrobił na płycie.

Jak na każdym albumie są tu i perełki, i te nieco mniej atrakcyjne dla słuchacza kompozycje. Szczególnie mocny jest początek płyty i trio następujących utworów: znanego już Human, Skin oraz Innocent Man. Druga z tych piosenek została wybrana na singiel (i był to bardzo dobry wybór), a ostatnia mam nadzieję, że też trafi do radia, bo ma do tego predyspozycje. Utwór z charakterem, jest w nim też trochę energii – warto posłuchać. Zapamiętałam też ciekawe Arrow ze świetnym refrenem. Bardzo przyjemnie słucha się też balladowego As You Are. W tych kilku piosenkach Rag’n’Bone Man zaprezentował wachlarz emocji, co mi się podoba. Podstawową wersję krążka kończy krótkie wykonanie Die Easy w wersji a cappella, na które też warto zwrócić uwagę. Nie wszystkie piosenki z tych dwunastu zapadły mi w pamięć, choć nie są złe, ale te które podałam wyżej to te z listy obowiązkowej do przesłuchania. Poza tym, jeśli ktoś chce więcej, to wersja deluxe obejmuje siedem dodatkowych piosenek, a to całkiem dużo.

Human nie będzie moją ulubioną płytą i nie będę jej słuchać zbyt często, bo jako 19 podobnych piosenek to naprawdę może nudzić. Jednak znalazłam tu kilka utworów naprawdę wartych uwagi, a i Rag’n’Bone Mana jako artystę polubiłam. Gdyby trafił się jakiś jego koncert w Polsce, z chęcią bym się wybrała, bo taki głos na żywo musi brzmieć jeszcze lepiej niż w wersji studyjnej. Jako artyście będę mu na pewno kibicowała. Pozostaje czekać na następną, mam nadzieję, że bardziej urozmaiconą płytę.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 117)
Następny artykułNowy singiel grupy Mitch & Mitch & Kassin
  • Ta płyta nie jest dobra. Zrezygnowałem z odsłuchu jej po kilku piosenkach, bo po prostu się nie dało przebrnąć dalej. Jak widać nagroda Brit Critics Choice została przyznana niesłusznie. :D

  • Aylieen

    A propos koncertu Rag’n’Bone Mana, to o ile dobrze pamiętam, odbędzie się 2 kwietnia w Warszawie :)