Dział PublicystykaRecenzje

PRZEDPREMIEROWO: Barbara Wrońska – Dom z ognia (2018), recenzja Konrada Pruszyńskiego

Płyta niezwykle różnorodna

To, jaka jest ta płyta, nie da się opowiedzieć słowami. Nie dlatego, żeby była tak idealna, co to, to nie. Chodzi bardziej o to, że jest tak zmysłowo ulotna i nieuchwytna. Nieuchwytna najbardziej dla jakichkolwiek reguł, zasad czy określeń. Ja nie podejmę się nazwania gatunku, w którym jest ona utrzymana. To zadanie ponad moje siły. Cieszę się jednak, że dzięki Barbarze Wrońskiej zyskałem nowe życiowe motto, które również w tej recenzji będę chciał uskutecznić: „Pełen spontan. Krok za krokiem. Bo nie ważny cel, tylko ważny styl”. No więc, do dzieła.

Dom z ognia to kolejny już debiut Barbary Wrońskiej. Wiem, taki lekki oksymoron mi wyszedł, ale skonstruowałem go jak najbardziej umyślnie. Może nie każdy z Was wie, ale mimo iż album ten jest pierwszym solowym dziełem Wrońskiej, to możecie tę wokalistkę już znać chociażby z takich zespołów, jak Pustki czy Ballady i romanse, w którym wokalny duet Wrońska tworzyła ze swoją siostrą – Zuzanną.  Artystka ma na swoim koncie już nie jedno doświadczenie i przede wszystkim nie jedną płytę (tylko w dwóch wspomnianych wyżej zespołach wydała już dziewięć krążków). Jak podkreśla jednak sama wokalistka, wydanie albumu solowego, to zupełnie inna bajka. Nie bez przyczyny Wrońska wiele lat się przed tym broniła. W zespole odpowiedzialność za muzyczny materiał spada jednak  na większą grupę ludzi, niż w przypadku płyty solowej. Niemniej, przyszedł w końcu ten moment, kiedy artystka postanowiła pokazać światu coś zupełnie nowego i przede wszystkim w stu procentach autorskiego.

O tym, jakie emocje towarzyszyły Wrońskiej podczas powstawania tej płyty, a może nawet przed ostateczną decyzją o jej nagraniu, mówi przede wszystkim singiel promujący Dom z ognia, czyli Nie czekaj. Jest to przebojowy, big-beatowy kawałek, w którym wokalistka śpiewa: „Czego boisz się? Od krawędzi dzieli cię krok. Skoczysz teraz, czy nie?” Wrońska zdecydowała się skoczyć i bardzo dobrze, bo choć płyta nie jest łatwa w odbiorze (kilka utworów jest dla mnie do chwili obecnej sporym orzechem do zgryzienia – mówię tu chociażby o Abstrakcji), to całość mogę ocenić zupełnie przyzwoicie.

Na moje szczególne uznanie zasłużyły trzy ostatnie numery z tej płyty. Obok Nie czekaj są to najpogodniejsze utwory zgromadzone na krążku. Co prawda klimat ballady zamykającej  płytę, ma się nijak do rześkiego i słonecznego kawałka Nieustraszeni, ale mimo wszystko,  w porównaniu do utworów zgromadzonych w pierwszej części płyty, to Blask  oparty  głównie o wokal Wrońskiej i towarzyszący jej fortepian ma dla mnie wydźwięk jak najbardziej pozytywny.

Dom z ognia, jak wspomniałem, wymyka się jakiejkolwiek próbie klasyfikacji. Oczywiście, można byłoby się pokusić o nazywanie gatunków poszczególnych utworów – sam to częściowo zrobiłem przy okazji Nie czekaj. Wydaje mi się jednak, że płyta ta uświadamia nam ważną prawdę, która w dzisiejszej muzyce coraz częściej znajduje swoje zastosowanie. Muzyka nie polega na przyklejaniu łatek, nazywaniu na siłę czegoś, co wymyka się z ram. Album Wrońskiej jest tak różnorodny, że aż czasem można się zastanawiać czy owa rozmaitość  nie szkodzi spójności tego materiału. Kompozycje wokalistki nie są banalne i proste. Smaczków można w nich szukać niemalże w nieskończoność. Niekiedy mamy też prawo stwierdzić, że czegoś jest za dużo, że wkrada się jakiś przesyt, bo przecież wszyscy wiemy, że co za dużo to nie zdrowo. Odwołuję się tu znowu do feralnej Abstrakcji. Przyznam natomiast, że wolę takie muzyczne eksperymenty i próby znalezienia czegoś, czego inni nie mają, niż chodzenie na łatwiznę i powielanie schematów.

Dom z ognia, to zdecydowanie taka płyta, której trzeba doświadczyć osobiście. Żadna recenzja nie zastąpi Wam odsłuchania albumu. W gruncie rzeczy najcenniejsze są zawsze wnioski płynące z własnych umysłów, dlatego zachęcam Was do tego, byście ocenili ją na podstawie swoich wrażeń.

Tags
Show More

Podobne artykuły

1 thought on “PRZEDPREMIEROWO: Barbara Wrońska – Dom z ognia (2018), recenzja Konrada Pruszyńskiego”

  1. Takich artystów brakuje. Baśka robi robotę, siedziała bidna rok nad zabawkami i popełniła dzieło, naprawdę są momenty, dla szanujących się uszów mózgów i serc niezbędnik na tę zimo2018Wiosnę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close