Dział PublicystykaRecenzje

P!nk – Beautiful Trauma (2017), recenzja Łukasza Mantiuka

I pięknie, i trauma

Kilkanaście lat na rynku, siódmy album przed nami, a P!nk nadal szuka siebie. A ja wciąż w sumie nie wiem, kim ona jest i kim chce być. Kolejny krążek, gdzie Pani Różowa prezentuje i wysoki poziom, i brak sensu.

Z P!nk zawsze było mi trochę nie po drodze. Z jednej strony wielbię jej niektóre kawałki, większość singli, cudowne Just Give Me a Reason, Try czy Family Portrait, z drugiej strony tak naprawdę jedynym albumem, który lubię w całości jest Funhouse. Pozostałe wydają mi się trochę zbieraniną bez sensu. Beautiful Trauma w tym fakcie nie zmienia niczego. P!nk nadal stoi na rozdrożu i nie wie, gdzie chce iść.

O co tak naprawdę mi chodzi i dlaczego mam taki problem z P!nk wytłumaczę na przykładzie dwóch innych artystek, które wielbię. Pierwsze trzy płyty Beyoncé były ukierunkowane na dobrą muzykę i podbijanie list przebojów. Albumem I Am… Sasha Fierce Pani Knowles sięgnęła po status legendy, a kolejnymi albumami przypieczętowała go. Wydawnictwo Beyoncé z 2013 roku nadało zupełnie nowy tor jej karierze, a także wpłynęło na cały show-biznes muzyczny. Od tej pory Beyoncé miała w nosie wszystko, i wszystkich. Ceniony i ugruntowany status, sprawiał że nic nikomu udowadniać nie musiała, a wydawać może to co chce, jak chce i kiedy chce. Alicia Keys początkowo również wydawała piosenki radiowe, przeboje, same hity. Następnie, gdy „swoje” już osiągnęła skupiła się na muzyce, na tekstach, a nie na promocji i tym wszystkim dookoła. Wydaje się, że teraz Keys bardziej zaangażowana jest w działalność charytatywną, społeczną, a muzyka jest tylko dopełnieniem jej duszy. Może nagrywać piosenki jakie chce i o czym chce. I nie szuka już radiowego hitu, super sprzedaży i nie wiadomo czego. Robi to, co chce.

I tu dochodzimy do P!nk. Wydaje się, że z jednej strony Alicia Moore (prawdziwe imię i nazwisko P!nk) chciałaby mieć kolejny hit w radio, super sprzedaż albumu, a z drugiej strony ciekawie by było nagrać coś bardziej autentycznego, zaangażowanego i ważnego. I taki właśnie jest album Beautiful Trauma. Obok piosenek, które mają ciekawe, ważne teksty (What About Us, Barbies) mamy totalnie głupie i niejakie (Better Life, Revenge). Obok pięknie wyeksponowanego wokalu w balladach (Wild Hearts Can’t Be Broken, You Get My Love) mamy taką papkę, która ewidentnie jest ukierunkowana po to, by odnieść sukces w radio (Where We Go, I Am Here). Jest tu mnóstwo przeciwieństw, totalny misz-masz. A na domiar złego, to wszystko promowane jest singlem What About Us, który wskazywał, że będzie to album ważny, mądry i przemyślany. Tak się nie stało.

Słuchając Beautiful Trauma można dostać zawrotów głowy. Wielbię singlowe What About Us i na taki krążek liczyłem. Okazało się, że jest tu wszystko. Uwielbiam Where We Go i I Am Here (I Am Here powinno być pierwszym singlem, albo chociaż singlem numer dwa), bo są przebojowe, fajnie się je nuci i śpiewa. No, ale jakieś wybitne nie są. Za to wybitnie dobre są dwie ostatnie ballady (Wild Hearts Can’t Be Broken, You Get My Love), gdzie P!nk trochę celuje w target Adele, a trochę koresponduje z albumem rose ave., który wydała wraz z Dallasem Greenem pod pseudonimem you+me w 2014 roku. W tych klimatach mamy jeszcze Barbies, But We Lost It i For Now. To własnie te pięć utworów oraz What About Us powinno być głównym i najważniejszym brzmieniem tego albumu: dojrzałe, ważne, z pięknie podkreślonym wokalem artystki. Tymczasem wydawnictwo to jest zachowawcze i bezpieczne. Próbujące dogodzić każdemu, celujące w przeróżne targety i różnych słuchaczy. Ja tego nie lubię.

Totalnym nieporozumieniem jest piosenka Revenge. Określiłbym ją nie tylko jako najgorszą na płycie, ale może i najgorszą w karierze P!nk. Kompletne nieporozumienie niepasujące do niczego, wulgarne, nijakie. Utwór tego typu mogłaby wydać zadziorna i niegrzeczna P!nk z pierwszych albumów i początku kariery, ale nie 38-letnia artystka z jakimś już tam dorobkiem na karku. I nie na albumie, gdzie obok Revenge mamy chociażby What About Us. To właśnie to jest mój główny minus tego krążka – przeciwieństwa, które nie tyle co się gryzą, one wręcz walczą ze sobą.

P!nk powinna pójść w stronę dojrzałego popu, wydawać piosenki typu What About Us czy Barbies, powinna eksponować swój wokal i nie zwracać uwagi na to, co dzieje się na listach przebojów. Aktualnie nie jest już to takie ważne, jakość się sama obroni. Tymczasem Beautiful Trauma to wciąż album, który jest trochę nijaki, pogmatwany, pomieszany i bez wyraźnego, konkretnego kierunku. Nie mniej jednak nadal warta odsłuchu i to nie jednokrotnego. Artystka wciąż stoi na rozdrożu i nie wie: czy pójść drogą wiecznie podążającej za sukcesem i popularnością Madonny czy ścieżką jakości, przekazu i dojrzałości, w którą to skręciły Beyoncé czy Alicia Keys. Może też również obrać zupełnie nową, własną ścieżkę (jak Lady Gaga czy Nelly Furtado). Problem w tym, że musi być w tym konsekwentna tzn. nie musi, ale wypadałoby. Chyba nie chce popaść w karykaturę jak wspomniana już tu Madonna i w wieku stu lat śpiewać „Bitch, I’m P!nk”?

PS. A może w ten sposób powinniśmy odczytywać tytuł albumu? I pięknie, i trauma.

Ocena końcowa - 6.5

6.5

User Rating: Be the first one !
Tags

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Łukasz Mantiuk
6.5/10
Dariusz Kozera
7/10
Zuzanna Janicka
6.8/10
Łukasz Jaćkiewicz
5.5/10
Show More

Łukasz Mantiuk

Wydawca i redaktor naczelny All About Music, na stałe (i z miłości) osiedlony w najpiękniejszym mieście Polski, Gdańsku. Miłośnik mainstremu oraz wszystkiego, co niemainstremowe. Lubi proste rzeczy i eksperymentalne, ciekawe i nudne, nowe i stare. Beyoncé i Marylę Rodowicz, Years & Years ale i Evanescence. Popowo i rockowo, soulowo i elektronicznie.

Podobne artykuły

10 thoughts on “P!nk – Beautiful Trauma (2017), recenzja Łukasza Mantiuka”

  1. Dla mnie płyta jest świetna, każdy dla siebie coś znajdzie. Revange nie można postrzegać w kategorii najgorszej piosenki, a według mnie piosenki dla śmiechu. Sądzę, że to swoisty eksperyment, coś kontrowersyjnego w swojej śmieszności. Fajnie się tego słucha, jest zabawnie po prostu. Perełki w mojej ocenie to przede wszystkim: For Now, Beautiful Trauma, But We Lost It, I Am Here, Secrets i Barbies. Płyta różni się od poprzednich, ale to własnie o to chodzi, aby zrobić coś, co nie będzie powieleniem. I dobrze. P!nk to P!nk, raz pazurek raz na słodko, albo nawet dwa w jednym.

  2. Better Life ma bezsensowny tekst? Przecież ta piosenka ma niesamowity przekaz. Zgodzę się, że albumem rządzi mała spójność, ale wydaje mi się, że taki był cel i wsłuchując się w teksty piosenek zdają się tylko to potwierdzać.

  3. Dlaczego nawet w recenzji albumu Pink jest wielbienie Beyonce? Serio, to jakaś umysłowa nieobiektywna papka, określanie, że utwory są „głupie” i na tym kończenie wywodu, i że powinna zrobić to co Bejonse, która „ma status legendy”. Trauma to jest, ale po przeczytaniu tego tekstu.

  4. Z całym szacunkiem, ale co ma porównywanie innych artystów do Pink, kiedy w artykule tematem na tapecie jest nowa płyta Różowej? Rozumiem, że każdy może mieć swoje upodobania, a recenzja jest raczej subiektywna, ale są tego granice. To, że Beyoncé zrobiła coś w „taki”, nie znaczy, że to jedyna, właściwa droga. Czasami proces odkrywania siebie jest lepszy, niż pewna pozycja w muzyce, która rodzi rutynę. Pink stworzyła relatywnie dobry album na o wiele mniejsza skalę niż Beyoncé czy Alicia, a jednak znalazła uznanie słuchaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close