Dział Publicystyka PJ Harvey - The Hope Six Demolition Project (2016), recenzja Michała Szuma

PJ Harvey – The Hope Six Demolition Project (2016), recenzja Michała Szuma

Ze słuchaniem muzyki bywa tak, że sporo albumów wymaga od nas odpowiedniego przygotowania – stworzenia klimatu – do którego należy dobranie pory dnia, miejsca czy nastroju. Kolejną grupą płyt są te z możliwością słuchania ich zawsze, wszędzie i niezależnie od humoru (z reguły są to klasyki albo nasze prywatne TOPy). Jest natomiast jeszcze jedna grupa, od zawsze wzbudzająca u mnie najwięcej emocji – krążki tworzące klimat. I taki właśnie jest najnowsze dzieło PJ Harvey. Podkreślam: dzieło.

Do tańca i do… sejmu.

„Wyjścia na papierosa już nigdy nie będą takie same” – osobiście nie palę, ale taka właśnie myśl przeszła mi przez głowę gdy pierwszy raz zetknąłem się z tym materiałem. Nigdy nie byłem zwolennikiem „dymka”, ale od zawsze uwielbiałem rozmowy towarzyszące paleniu fajek. Splot o tyle ciekawy, że byłem tuż po długim wybieganiu i chciałem wykorzystać moc endorfin na chwilę kreatywnego myślenia. I kiedy tak dumałem, doszedłem do wniosku, że coś w tym musi być. Wiecie: nie chodzi o sam fakt czynności jarania, ale o specyficzny klimat jej sprzyjający. Dobra impreza, ciekawi ludzie, chwila „oddechu” i przeniesienie wątku do wąskiego grona.

Każdy ma w głowie takie obrazy, które wspomina z uśmiechem na buzi. Jeżeli moja teoria byłaby prawdziwa, to w innych warunkach mój „klimat” odsłuchu byłby inny. Tak też się stało – najnowsza PJ Harvey w sobotni poranek smakuje (przynajmniej wg mnie) jak świeży chleb, jajecznica i zielona herbata. Wraz z biegiem dnia sytuacja zmieniała się wielokrotnie, ale nigdy nie wychodziła poza ramy „dobrego klimatu”. Być może nadużywam tego słowa, lecz jest ono kluczem do rozwiązania zagadki związanej z  The Hope Six Demolition Project.

A wszystko to za sprawą specyficznego charakteru płyty, bowiem jest ona pełna, wręcz najeżona niedopowiedzeniami. Zacznę od tych związanych stricte z muzyką, bo są chyba najłatwiejsze do wychwycenia. Minimalizm dźwiękowy krążka jest tak oczywisty, że w tej kwestii nie ma zbyt dużego pola manewru, ale piękno tego minimalizmu to już temat wart uwagi. Nie jest to typowe, chamskie wręcz przepychanie pustych kilobajtów danych pozbawionych sensu: tutaj działa to na zasadzie kontrastów. Sam początek jest co prawda mylny, bo The Community of Hope jest piosenką kompletną, lecz ciekawie zaczyna się robić w utworze numer dwa – The Ministry of Defence.

Mocna gitara zestawiona jest właśnie z taką pustką, do której początkowo każdy może dopisać swoją bajkę. Później czyni to jednak sama Harvey, obwieszczając nazwę miejsca w którym się znajdujemy. W dalszej części materiału wątek ten się powtarza, a surowość linii melodycznej świetnie współgra z poszarganą szatą liryczną. Zabieg prosty, aczkolwiek genialnie użyty.

Różnorodnych rozwiązań pokroju powyższego przykładu jest na tym krążku od groma, a żeby się o tym przekonać wystarczy jedynie przejść do kawałka A Line In The Sand. Tutaj tekst jest bardziej konkretny i mniej abstrakcyjny, a dodatkowo jego gęstość wzrasta przynajmniej dziesięciokrotnie w porównaniu z poprzednikiem. Melodycznie jest to z jednej strony odniesienie do wojskowych marszów, natomiast z drugiej – czuć tam sporo swingu. Zestawienie dość kontrowersyjne, ale taka własnie ta płyta jest. Ma budzić, prowokować, wsadzać kij w mrowisko.

No dobra, ale jak to się ma do wspomnianego we wstępie „dobrego klimatu” (a ten znowu o tym…) – nijak? Właśnie nie! Tutaj mamy ukryty największy paradoks. The Hope Six Demolition Project, pomimo swej jasnej i konkretnej treści, pozostawia wiele znaków zapytania i możliwości do ruszenia głową. Stąd właśnie skojarzenia z wyjściem na papierosa czy świeżym chlebem. W świecie pełnym kiepskich decyzji i wzajemnej agresji, mówienie o tym jak bardzo jest źle niewiele zmieni. Pierwszym krokiem jest pozytywne myślenie i nie danie się zwariować. Ale to tylko moje niedopowiedzenie – mam nadzieję, że każdy z Was ma swoje, niekoniecznie tak optymistyczne.

Michał Szum
Pasjonat muzyki, wielbiciel sportu, miłośnik nauki, kucharz amator. W wolnych chwilach publicysta na All About Music :)

Popularne