Dział PublicystykaRecenzje

Paramore – After Laughter (2017), recenzja Piotra Krajewskiego


Paramore - After Laughter
  • Data premiery:
    12 05 2017
  • Wytwórnia:
    Fueled by Ramen / Warner Music Poland
  • Gatunek:
    new wave, synth pop, pop rock
  • Single:
    Hard Times, Told You So
Najlepsze utwory: Hard Times, No Friend, Idle Worship, Told You So
Najsłabsze utwory: Forgiveness, Grudges

Kariera tego zespołu to niezły rollercoaster. Założony jeszcze przez nastolatków musiał prędzej czy później napotkać na swojej drodze problemy. Zaczęły się zgrzyty, odmienne zdania, aż w końcu pożegnania. Zmiany w składzie bandów to coś normalnego. Grupa z Hayley Williams na czele takich zmian przeżyła sporo. Mimo że wielu zwiastowało ich koniec, Paramore powraca z piątym albumem After Laughter.

Wszyscy dobrze wiemy, że Paramore zaprzestało z mocniejszym graniem. Zespół słynący kiedyś z mieszania rocka, pop punku i muzyki emo zdecydował pójść w nieco inną stronę. Pokazał to już przy wcześniejszym albumie Paramore z 2013 roku, na którym grupa zaczęła mocniej flirtować z popem. Nie wyszli na tym jednak źle. Wielu fanów doceniło ich przemianę, a kapitalny singiel Ain’t It Fun przyniósł im pierwszą nagrodę Grammy.

Po dużym sukcesie ostatniej płyty przyszedł zdecydowanie gorszy czas. Jeremy Davis, wieloletni członek kapeli i przyjaciel Williams, postanowił opuścić zespół pod koniec 2015 roku. Niedługo później wniósł do sądu akt oskarżenia przeciwko Paramore. Były basista grupy domagał się od dobrej znajomej więcej pieniędzy za wykonywaną pracę. Czek okazał się być ważniejszy niż przyjaźń. Sądowa batalia zakończyła się porozumieniem dopiero w maju 2017 roku.

Takie wydarzenia nie mogły nie odbić się na Hayley i Taylorze. Z ostatnich udzielonych przez nich wywiadów możemy wywnioskować, że oboje byli niejednokrotnie bliscy rozwiązania grupy. Ostatecznie nie zrobili tego, zaczęli pisać nowe teksty, szukali kolejnych inspiracji. Coś drgnęło, a najwięksi fani przeżyli niemałe zdziwienie, kiedy do składu powrócił Zac Farro.

After Laughter to kolejny rozdział w historii kapeli. Takiego Paramore jeszcze nie słyszeliśmy. Czy ktokolwiek pomyślałby kiedyś, słuchając chociażby Ignorance czy Misery Business, że Amerykanie zaserwują nam album inspirowany latami osiemdziesiątymi, kiedy w muzyce królowały syntezatory? Chyba nie.

Zespół podjął jeszcze większe ryzyko niż w przypadku ostatniego krążka i totalnie zanurkował w synth popowych oraz new wave’owych melodiach. Jedno wciąż się nie zmieniło – grupa nadal lubi uderzyć mocniej, zagrać ostrzej i napędzać swoje utwory gitarą. Wystarczy posłuchać Fake Happy, Pool czy Idle Worship, które przywołują na myśl chociażby czasy rockowego Brand New Eyes. Akustyczne 26 wzdycha za to nieśmiało do ich najsłynniejszej ballady The Only Exception, a nieco przerażające No Friend pretenduje do miana jednej z najdziwniejszych piosenek Paramore w historii.

Czystego rocka na After Laughter nie ma, ale band szuka siebie w zupełnie innych klimatach. Williams nadal potrafi zahipnotyzować słuchacza swoim wokalem i sprawić, że refreny na długo pozostają w głowie. Wspomniane już Fake Happy, chwytliwe, ale przeciętne Caught In The Middle czy dyskotekowe Rose-Colored Boy. Te melodie po prostu wpadają w ucho.

Trudno też oprzeć się utworom singlowym. Funk popowe Hard Times oraz flirtujące z latami osiemdziesiątymi Told You So robią swoją robotę. Przyciągają, intrygują i świetnie reprezentują rdzeń nowego muzycznego kierunku grupy.

To pewne, że ostateczny koniec rockowej formuły u Amerykanów nie spodoba się wszystkim. Paramore bez wątpienia złagodniało dźwiękowo, ale na pewno nie tekstowo. Najnowsza płyta jest niczym porządna terapia. Teksty przepełnia rezygnacja, depresja, przygnębienie i ból. Słychać, że w głowie Hayley Williams działo się dużo niedobrego. Co ciekawe, zespół opanował wręcz do perfekcji tworzenie melodii niezwykle przyjemnych dla ucha, ale bardzo gorzkich lirycznie. To chyba uśmiech przez łzy.

Wydaje się, że każdy ich kolejny album jest jak wyczerpująca bitwa, po której zwycięsko staje się na nogi. Paramore zafundowało sobie wraz z After Laughter solidne katharsis. Nie wszystko gra tu idealnie, zdarzają się momenty przeciętne, ale zespół idzie do przodu i nie wstydzi się harcować z popem. Oni wciąż mają to coś! Grajcie więc nadal, błagam.

Ocena końcowa - 7.5

7.5

User Rating: Be the first one !
Tags
Show More

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Piotr Krajewski
7.5/10
Aleksandra Żeleźnik
5.5/10
Paweł Markiewicz
4/10


Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.