Organek - Czarna Madonna
  • Data premiery:
    04 11 2016
  • Wytwórnia:
    Mystic Production
  • Gatunek:
    rock, blues, punk
  • Single:
    Mississippi w ogniu
Najlepsze utwory:
Wiosna, Ki Czort, Mississippi w ogniu, Czarna Madonna
Najsłabsze utwory:
brak

Oh jak ja długo na ten album czekałam… tak okropnie długo. Debiutem Organka byłam wręcz zachwycona, dlatego też jak gąbka chłonęłam każde drobne doniesienie dotyczące drugiego longplaya zespołu. I oto nadszedł ten dzień, kiedy ta toruńska grupa uraczyła nas nowym materiałem. I oto nadszedł ten dzień, kiedy zespół Organek potwierdził swoją wielkość, a wszystko za sprawą Czarnej Madonny.

Organek to polski zespół pochodzący z Torunia. Grupa działa od 2013 roku, a w jej skład wchodzą: Tomasz Organek (wokal), Adam Staszewski (gitara basowa), Robert Markiewicz (perkusja) oraz Tomasz Lewandowski (klawisze). Panowie na swoim koncie mają rewelacyjny debiut w postaci krążka Głupi z 2014 roku. Album osiągnął status platynowej płyty. Krążek swoją oryginalnością zachwycił dosłownie wszystkich, pokazując, że rock alternatywny w Polsce ma się nieźle. By promować płytę zespół Organek wyruszył w trasę koncertową, która objęła chyba cały kraj – tak wiele tych koncertów było. Później przyszedł okres, kiedy to muzycy angażowali się w różne projekty np. Męskie Granie. Fani ciągle dopytywali o drugą płytę, a zespół spokojnie nagrywał w studio. Aż pewnego dnia huknęła krótka informacja w social media w postaci wymownego filmiku – Organek, nowy album, 4.11.16.

Czarna Madonna – taki tytuł nosi właśnie drugi krążek tej toruńskiej grupy. Wydawnictwo światło dzienne ujrzało dzięki wytwórni Mystic Production. Do tej pory promował go tylko jeden (ale za to jaki!) singiel – Missisipi w ogniu. Na albumie znajdziemy 12 premierowych utworów. Każdy z nich to istna perełka.

Po kolei. Krążek otwiera piosenka Introdukcja. Zaczyna się mocnym gitarowym riffem, w tle grają klawisze, które z sekundy na sekundę przybierają na sile. Dodatkowo w pewnym momencie dołącza się perkusja – to całe trio brzmi tak spójnie, przemyślanie… i wybucha. W połowie utworu (w którym nie ma tekstu, prym wiedzie sama warstwa instrumentalna) przeobraża się w istną petardę – prawdziwą definicje rockowego grania. Potem zwalnia, ukazuje swoje delikatne oblicze. Dalej Organek raczy nas mocnym brzmieniem takim typowym dla swojego stylu. Taki sam zabieg zastosował na końcu płyty, bowiem zamyka ją cudowny utwór Warszawa, 17.11. Pierwsze dźwięki przynoszą na myśl syreny strażackie. Dźwięki gitary upodabniają się zaś do lamentu. Sentymentalne i równocześnie na swój sposób mocne zamknięcie albumu.

By tradycji stało się za dość, oficjalnie dzielę płytę na dwie części – tą po polsku i tą po angielsku. Od razu chciałam zaznaczyć, że proporcje zostały pięknie zachowane, bowiem grupa raczy nas tylko dwoma utworami w „obcym” języku. I bardzo dobrze, bo polskojęzyczne teksty u Organka to temat na pracę co najmniej magisterską – im ich więcej tym lepiej. Dobrze, do drugiej kategorii zaliczamy piosenki Get It Right oraz Son of a Gun. Obie z dynamicznym początkiem, obie rockowe, obie reprezentujące mocne granie. Dużo gitary, mnóstwo perkusji i ten wokal – coś cudownego. Rock’n’roll pierwsza klasa.

Dalej mamy kategorię polską, która dosłownie wbija w fotel. Przynajmniej mnie, bo w tych piosenkach zakochałam się od pierwszego przesłuchania. Rilke, wyżej wspomniane Mississippi w ogniu, Hkdk, czy Psychopomp są dosłownie kwintesencją tego, co poznaliśmy na pierwszym albumie. Tak, te kompozycję potwierdzają tezę, że Organek na Czarnej Madonnie wiernie podąża wyznaczoną przez siebie ścieżką. Konsekwentnie trzyma się tego, co robi najlepiej, czyli łączy różne gatunki, dorzuca do tego genialne teksty, dzieli się z nami swoimi przeżyciami i wszystko ubiera w melodie, które nie mogą wyjść z pamięci przez następne stulecie.

Chciałam zwrócić waszą uwagę na kilka kompozycji, o których postanowiłam wspomnieć osobno. Chodzi mi konkretnie o cztery kompozycje: Wiosna, Ki Czort, Ultimo oraz tytułową Czarną Madonnę. Pierwsza urzeka dosłownie wszystkim. Wyróżnia się. Jest kwintesencją punka z idealnie wpadającym w ucho refrenem. I historią opowiedzianą pięknymi słowami. Gitara powala, perkusja powala, wokal powala – choćbym chciała nie mam się do czego przyczepić. Ki Czort z kolei zaczyna się melodią rodem z jakiegoś niemego filmu. Od pierwszej linijki tekstu słychać nawiązanie do utworu Nazywam się Organek z debiutu zespołu. Co zaskakuje to udział Nergala w roli tytułowego Czorta. Szatańskie połączenie? A i owszem, ale jakie cudowne i oryginalne! Bez wątpienia usłyszymy o Ki Czorcie jeszcze nie raz. Piosenka zdecydowanie wiedzie prym na albumie swoim personalnym wydźwiękiem. W końcu dowiadujemy się o wokaliście to i owo. Ultimo oraz Czarna Madonna to bardzo spokojne kompozycje. Można rzecz, że jedne z niewielu wolnych piosenek. Te dwa utwory powoli zbliżają nas do końca. Są przepięknymi balladami, które zostawiają po sobie nostalgię, ból i swego rodzaju pustkę. Są bardzo intymne, skierowane do konkretnych osób. Niosą za sobą historię. Główną rolę odgrywają w tym wypadku instrumenty klawiszowe z mocno zarysowaną gitarą. Czarna Madonna jest z kolei w moim odczuciu majstersztykiem, a co za tym idzie – idealnym zakończeniem albumu. Tomasz jak zwykle pokazał swoim wokalem klasę.

Podsumowując, drugi album zespołu Organek to cudowny krążek. Pod każdym względem. Po pierwsze tekstowo – z każdej piosenki bije autentyczność przeżyć, opisanych emocji. Pomysły na teksty zapewne czerpane były z doświadczenia, co tylko podkreśla wrażliwość artystów oraz realizm tętniący z każdego wyśpiewanego słowa. Po drugie zespół konsekwentnie trzyma się obranej przez siebie drogi. Śmiem twierdzić, że pod pewnymi względami Czarna Madonna przebiła album Głupi. Jest ostrzejszy, panowie nie boją się eksperymentować z mocnym rockowym brzmieniem. Łączą różne gatunki. Bawią się konwencją. Nawiązując do tego, co już pokazali uświadamiają nam swój dystans i pewność swojej twórczości. Każda z piosenek na drugim albumie jest przemyślana, dopracowana do samego końca. Organek pokazał nam to, czego pragnął i nie ograniczając się w procesie twórczym potwierdził tylko swoją klasę. Brawo!

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Aleksandra Żeleźnik
9/10
Karolina Karkowska
9.5/10
Dominika Mrówczyńska
9/10
Łukasz Tworzewski
8.5/10
Łukasz Jaćkiewicz
8.5/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 103)
Następny artykułPosłuchaj w całości: Hamilton Mixtape [ODSŁUCH]
Aleksandra Żeleźnik
Lat 21, studentka III roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Miłośniczka dobrej muzyki. Słucha wszystkiego co wydaje jej się interesujące i godne uwagi. Fanka Adama Lamberta, Arctic Monkeys oraz Royal Blood.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here