Trik to pierwszy, autorski album nowego zespołu muzycznego o tajemniczej nazwie Nash, który tworzy duet Anna Gadt i Miłosz Wośko. Mogliście już przeczytać recenzję tego albumu, a dzisiaj zapraszamy na rozmowę z artystami. Poznajcie duet Nash.

Marta Mrowiec: Jesteście nowym duetem na polskiej scenie muzycznej. Jak się poznaliście?

Miłosz: Mamy na ten temat pewną różnicę zdań, ale muzycznie spotkaliśmy się podczas nagrania demówki, gdzie ja występowałem w roli realizatora. Na pewno było to już kilkanaście lat temu i mieliśmy okazję pracować wspólnie nad płytą Ani – „Na mojej drodze”.

Ania: Znamy się niemal od 15 lat, pierwszy zespół, w którym razem graliśmy nazywał się Fizz the Fire. To tam de facto się poznaliśmy, choć jak się okazuje wielokrotnie wcześniej mijaliśmy się w Katowicach lub w jazzowych klubach Warszawy. Były to ciekawe czasy eksperymentów muzycznych, szukaliśmy i graliśmy właściwie wszystko, co nas bawiło. Praca z Fizz the Fire uświadomiła nam, że w muzyce nie ma granic i że możemy mieszać ze sobą style a najważniejsza jest autentyczność. To chyba spodobało się zespołowi The Brand New Heavies, który zaprosił nas jako support koncertu w Sali Kongresowej, to była świetna sprawa.

Marta Mrowiec: Skąd pomysł, aby wspólnie nagrać album?

Ania: Trik to w pewien sposób kontynuacja płyty na mojej drodze z roku 2008. Tym razem jednak postanowiliśmy działać jako Nash. Chyba zatęskniliśmy za wspólną pracą. Po wielu latach grania i zbierania doświadczenia w innych zespołach m.in.  z Melą Koteluk, Markiem Dyjakiem, Leskim, zaczęło nam brakować wspólnego pisania piosenek. Na początku po prostu siadaliśmy i wspólnie graliśmy. Z czasem melodie, grane bez pośpiechu i przymusu, okazywały się układać w całość. Jeden po drugim powstawały kolejne utwory, początkowo tylko do szuflady, graliśmy dla siebie. W międzyczasie swoje teksty podsyłał nam Darek Lewandowski. Mandalay, Astrożona, są tak napisane, że melodia sama się układała. Wszystko sobie leżało spokojnie, czekało jak dobre wino. Po jakimś czasie okazało się, że właściwie mamy cały materiał, potrzebowaliśmy jedynie człowieka, który mógłby całą naszą kreatywność złożyć i nadać jej ostateczny spójny kształt, stąd obecność Andrzeja Izdebskiego w roli producenta.

Miłosz: Mieliśmy już od jakiegoś czasu trochę gotowych piosenek, niezobowiązująco je tworzyliśmy. Pomysł, by nagrać wspólnie materiał był już w nas od dłuższego czasu, ale zaangażowanie w inne przedsięwzięcia utrudniało nam zajęcie się tym na poważnie. W końcu jednak się udało i podczas pracy nagraniowej pierwotne założenia nabrały innego kształtu, co było dla nas mocno inspirujące – na końcowym etapie powstało jeszcze kilka zupełnie nowych piosenek, które – dziś tak to oceniam – definiują płytę najmocniej.

Marta Mrowiec: Co w odniesieniu do tematyki albumu oznacza tytułowy Trik?

Miłosz: Sztuczka, zamiana słów na dźwięki. Szukaliśmy krótkiego słowa z pogranicza bajki, marzeń, snu – trik to pewna forma pokazania treści, taki nie wprost skrót do słuchacza.

Ania: Trik jest sztuczką, pewną formą, którą przyjmujemy, aby mówić o rzeczach istotnych dla nas. Trochę jak Witkacy, Gombrowicz czy Białoszewski, sztuka jest dla mnie przyjęciem pewnej konwencji, takim mrugnięciem oka do słuchaczy lub widzów w teatrze. Teraz umawiamy się, że reguły gry wyglądają tak i tak. Życie jest podobną sceną, odgrywamy pewne role, mieszamy natury. O tym wszystkim opowiadają piosenki. Przeplatają się różne nasze osobowości. Ja w kontekście życia, fatum, Boga. Moje role jako matki, partnerki, córki… Konfrontując siebie w relacjach z innymi, ale także w zetknięciu ze śmiercią lub życiem, okazuje się, że nie znamy dokładnie roli, którą gramy. Piosenki, stają się bardziej znakami zapytania niż czymś co daje odpowiedź, ale ja lubię taki rodzaj sztuki. Nurtującej, nie dającej spokoju i stawiającej wyzwania, jednocześnie wyciszającej wewnętrznie.

Marta Mrowiec: Jak przebiegały prace nad tworzeniem Triku? Od razu się zrozumieliście, czy raczej zajęło to trochę czasu zanim„zaczęliście nadawać na tych samych falach”?

Ania: Całość materiału powstała na przestrzeni 7 lat. Nie planowaliśmy płyty, pisaliśmy z potrzeby komponowania. Coś nas ciągnęło do wspólnej pracy. Jednocześnie otrzymywaliśmy wiele sygnałów od ludzi, że czekają na nasze piosenki i że dla wielu są one bardzo ważne.

Miłosz: Minęło trochę czasu, zanim znaleźliśmy satysfakcjonujące nas obydwoje brzmienie tych utworów. Kluczową postacią był tu Izi, który pomógł nam znaleźć to, co uważamy za wspólne, a jednocześnie zainspirował nas do poszukiwań, do włączenia w nagrania instrumentów, które mieliśmy niemal pod ręką.

Ania: Różnimy się diametralnie z Miłoszem. Mamy różne temperamenty, słuchamy kompletnie innej muzyki. Bardzo nam zależało na współpracy z Andrzejem Izdebskim, który połączył nasze skrajne wrażliwości w jedno.

Marta Mrowiec: Ile trwał cały proces przygotowania albumu?

Miłosz: Nagrywaliśmy z pewnymi przerwami głównie w 2015 roku, część piosenek powstało już wcześniej, ale ich wydźwięk muzyczny był inny.

Ania: Nagrywaliśmy w Szczecinie, w studiu Andrzeja w Warszawie, w naszym mieszkaniu a także w domku na wsi, gdzie mieści się drugie studio Andrzeja. Jak widać wszystko przebiegało bardzo nieśpiesznie.

Marta Mrowiec: Który etap podczas pracy nad materiałem lubicie najbardziej?

Ania: Ja najbardziej lubię pisanie, mierzenie się z materią. Trochę jak rzeźbienie w marmurze, spośród miliona kształtów i dźwięków wybierasz tylko te, które pasują do słów. I odwrotnie, słowa, które poszukują melodii. Ciężko czasem idzie, ale to etap, w którym wszystko może się wydarzyć.

Miłosz: Ja lubię każdy etap, od powstawania piosenek, przez nadawanie im formy, szukanie tekstu lub muzyki do tekstu już napisanego, proces realizacji, produkcji i to , co się dzieje po nagraniu – dotarcie z płytą do słuchacza.

Marta Mrowiec: Z przyjemnością posłucham Was na żywo. Czy planujecie trasę koncertową promującą Trik?

Miłosz: Planujemy koncerty na jesieni, gdyż sezon klubowy praktycznie się już skończył. Chcielibyśmy jednak wcześniej zagrać koncert w Warszawie, gdzie mieszkamy.

Ania: Wiosną zagramy zaledwie kilka koncertów, będzie to natomiast czas intensywnej pracy promocyjnej. Za nami koncert w łódzkiej Wytwórni, gdzie zagraliśmy na zaproszenie Rykardy Parasol.

Marta Mrowiec: Gdzie szukacie inspiracji?

Ania: Właściwie wszędzie. Oczywiście głównie w muzyce, ale także w innych gatunkach sztuki, filmie, malarstwie. Bardzo lubię czytać, obecnie zajmują mnie najnowsze książki Mariusza Szczygła i Hugo Badera. Najwięcej inspiracji dają jednak podróże, ludzie i intensywne relacje z nimi.

Miłosz: Lubię przejawy działalności artystycznej, które mną trochę potrząsają – z tego powodu inspirujący dla mnie jest współczesny, teatr, film, to co jest wielowymiarowe. W muzyce takie opisywanie świata jest trudniejsze. Lubię podróże, zetknięcia z inną kulturą, przyrodą.

Marta Mrowiec: Ostatnio często dyskutuje się nad programami talent show. Co myślicie o takiej próbie zaistnienia?

Miłosz: Dla wielu osób to bardzo dobra i czasem jedyna forma zaprezentowania się szerzej. Każde z nas osobno już trochę muzycznie osiągnęło i byłoby to w naszym przypadku dość dziwne iść do takiego programu i występować przed kolegami, czy koleżankami którzy zasiadają w jury.

Ania: Nie widzę w tym nic złego. Wiele zależy od typu osobowości, czy lubisz tego rodzaju zmagania i co właściwie znaczy dla Ciebie udział w takim show. Myślę, że udział ma sens, gdy jesteś określony artystycznie, wiesz czego chcesz i masz gotowy materiał na płytę.

Marta Mrowiec: Sami po jakie albumy sięgacie? Kto należy do Waszych ulubionych artystów?

Ania: Moi ulubieni artyści to muzycy jazzowi: Keith Jarrett, Wayne Shorter. Lubię granie free- Barry Guy, Kowald. Specjalne miejsce zajmują: David Bowie, Prince, Peter Gabriel. Jest jeszcze Fink i muzyka klasyczna, Carlo Gesualdo da Venosa, Bach, Lutosławski. Z polskich artystów bardzo szanuję Skubasa i Fismola. Bezpretensjonalne sedno sprawy.

Miłosz: Lubię albumy z dobrymi piosenkami i jakimś oryginalnym podejściem do ich wykonywania, nagrywania. Mamy kilku wspólnych artystów ulubionych z Anią – Bon Iver, Ben Howard, Dawid Bowie,Fink, Joni Mitchell, norweski zespól Highasakite. Warsztatowo lubię posłuchać dobrze zrobionego electro, a z racji moich zainteresowań muzyką orkiestrową słucham też trochę tak zwanej muzyki „poważnej”(choć samo to określenie dla mnie nie przystaje do rzeczywistości) z XX – tego wieku i współczesnej.

Marta Mrowiec: Jak z perspektywy debiutujących artystów oceniacie polski rynek muzyczny? Co jest najtrudniejsze w wydaniu albumu?

Miłosz: Samo wydanie nie jest aż tak bardzo trudne, bo można też zrobić to samemu. Największym wyzwaniem jest funkcjonowanie po wydaniu, trzeba zapytać siebie, czemu wydanie płyty ma służyć.

Ania: To co wydaje się zbawienne jest jednocześnie przekleństwem, mam tu na myśli możliwość dotarcia do słuchaczy. W dobie internetu łatwo jest dotrzeć do muzyki z najodleglejszego miejsca na świecie. Z punktu widzenia słuchacza, problemem jest umiejętność wyboru, kategoryzacja i weryfikacja. Nie sposób jest posłuchać i skupić na wszystkim, stąd problem artystów, którzy muszą się jakoś wyróżnić. TRIK to moja czwarta płyta. Wbrew tytułowi nie chcę mamić słuchaczy tanimi sztuczkami ;-) Wszystkie płyty są dla mnie odrębnymi opowieściami, nienachalnymi i nienarzucającymi się. Jako Nash chcemy docierać do ludzi, którzy pragną się zatrzymać. Wierzę w takich słuchaczy, ufam im, że nie odejdą wraz ze zmieniającą się modą.

Marta Mrowiec: Czego zatem powinnam życzyć początkującym artystom? Czego sami sobie życzycie?

Miłosz: By się nie zniechęcali – jeśli wierzą, że mają coś ciekawego do powiedzenia, to warto pracować, działać. Sami sobie możemy życzyć tego, by w naszej pracy dalej towarzyszyło nam tyle pozytywnie zakręconych ludzi, co do tej pory.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNowy teledysk: Macklemore & Ryan Lewis – Dance Off
Następny artykułThrowback Thursday #36: Urszula – Konik na biegunach
Marta Mrowiec
Gdyby nie muzyka zapewne więcej pisałaby o książkach. Gdyby nie książki pewnie więcej pisałaby o muzyce. Słucha głównie rapu, ale jest też otwarta na to co dziwne, eksperymentalne i odkrywcze. Unika przeciętności i tego co akurat modne, chyba że jest dobre. Często wraca do starszych,polskich kawałków, które mają swój specyficzny klimat.