Przyszedł czas na kontynuację poprzedniego artykułu. Przed Wami kolejna lista występów, które bez wątpienia zapadły nam w pamięć po tegorocznej edycji Czad Festiwal. Sprawdźcie zatem artystów, dla których publiczność tak licznie gromadziła się pod sceną!

Big Cyc

Kto jak kto, ale Big Cyc wie jak przyciągnąć publiczność! Takich tłumów pod Monster Stage jeszcze nie było! Panowie wykonywali swoje największe hity. Co ciekawe, nie omieszkali podzielić swojego występu na kilka części. Pierwsza związana była bezpośrednio z polityką – w wykonywanych przez siebie piosenkach kpili z obecnie rządzącej władzy ku uciesze zebranej publiczności. Druga część, jak sam Skiba powiedział, składała się już tylko i wyłącznie z najbardziej znanych piosenek grupy, a zatytułowany został, cytując: „kto jaja myje, ten dłużej żyje”. Rudy się żeni, Facet to świnia, Słoneczny Patrol czy Moherowe Berety – podczas tych piosenek publiczność szalała! Bez wątpienia muzycy dali jeden z lepszych koncertów dnia drugiego!

The Offspring

Main Stage dnia drugiego zamykał zespół The Offspring. Po złym wrażeniu jakie wywarli na publiczności Czad Festiwal 2015, przyszedł czas na odkupienie swych win. I tak też było. Panowie do koncertu podeszli z dużym entuzjazmem serwując już na samym początku jeden ze swoich hitów – You’re Gonna Go Far, Kid. Nie zabrakło również coveru piosenki Seven Nation Army grupy The White Stripes. Ale to na co czekała publiczność miało dopiero nadejść. Utwory Why Don’t You Get a Job?, Pretty Fly (For a White Guy) czy Hit That wprawiły publiczność w istne szaleństwo! Pogo pod sceną było czystą formalnością. Widać i słychać było, że zespół daje z siebie wszystko. Chociaż czas odcisnął na nich swoje piętno i nie byli oni tak żwawi jak ich piosenki, to występ przyciągnął ogromną ilość fanów i na dodatek zamazał złe wrażenie sprzed dwóch lat.

Alestorm

Ten szkocki zespół folkowo-metalowy poświęcony tematyce piractwa gościł już na Czad Festiwal w 2015 roku. Zaprezentowali się wtedy świetnie i taka sama sytuacja miała miejsce podczas tegorocznej edycji festiwalu. Artyści zagrali nie tylko dobrze znane już utwory, ale także dali pokaz kawałków z ich najnowszego krążka No Grave but the Sea. Zgromadzona pod sceną publiczność z pełnym oddaniem bawiła się do takich tytułów jak: Keelhauled, Drink, Hangover – czyli coveru utworu Taio Cruza, czy zamykającego cały koncert Fucked with an Anchor, po którym artyści wygłosili, że z chęcią powrócą do naszego kraju, najlepiej w przyszłym roku. Nie ma co ukrywać, że Alestorm to klasa sama w sobie, a połączenie tego z sobotnim wieczorem owocowało naprawdę wysoką frekwencją festiwalowiczów.

Totentanz

Ten zespół z Tarnowa potrafi dać czadu! Totentanz na swoim koncie ma cztery albumy studyjne. Na Czad Festiwal wystąpili już czwarty raz. Jedynie w 2016 roku publiczność zgromadzona w Straszęcinie nie miała okazji wysłuchać repertuaru grupy. Panowie na czele z wokalistą Rafałem Huszno dali ponad godzinny koncert na Monster Stage idealnie rozgrzewając tym samym publiczność przed headlinerem dnia trzeciego. Totentanz wykonali swoje największe hity na czele z kultową już Paranoją. Publiczność żywo reagowała na występ grupy – nie dziwi zatem nieodzowne pogo i entuzjastyczne tańce. Dla takich występów warto chodzić na festiwale. Brawo!

Edguy

Ostatnim headlinerem dnia czwartego na Main Stage był niemiecki zespół grający power metal – Edguy. Trzeba przyznać – power był! I to jaki! Chociaż na co dzień nie słuchamy tego typu muzyki, musimy przyznać, że to co działo się pod sceną przerosło nasze oczekiwania! Publiczność miała okazję bawić się do takich utworów jak: Out of Control, King of Fools (które zamykało cały występ) czy Ministry of Saints. Bardzo miłym akcentem uraczył zebraną publiczność wokalista grupy – Tobias Sammet, który bez wahania zabrał polską flagę i powiesił ją na statywie mikrofonu. Cały koncert upłynął w mgnieniu oka! Nic dziwnego, bo widać było, że muzycy dali z siebie wszystko. Po reakcji publiczności na każdą interakcje wokalisty da się wywnioskować, że koncert był więcej niż udany.

Ky-Mani Marley

Ostatni dzień festiwalu na Main Stage rozpoczął jamajski piosenkarz reggae – Ky-Mani Marley. Kiedy tylko z głośników rozbrzmiała muzyka publiczność zgromadzona pod sceną momentalnie wyczuła rytm. Z kolei ci, którzy znajdowali się nieco dalej postanowili oddać się relaksującemu nastrojowi wylegując się na trawie. Oczywiście cały występ nie przebiegł w tak błogim nastroju. Muzyk zaprezentował kilka utworów z gatunku ska, w tym jeden jeszcze nienagrany w studio. Kompozycja nosiła nazwę Love Ska. Nie zabrakło również dobrze znanych wszystkim utworów Boba Marleya, do których Ky-Mani jako jego syn ma pełne prawa. Na osobą wzmiankę zasługuje również chórek towarzyszący artyście. Panie w cudowny sposób wzbogaciły całe show swoimi delikatnymi wokalami.

Power of Trinity

Panowie z Power of Trinity bez wątpienia pokazali na co ich stać! Był ogień! I chociaż publika nie była jakoś bardzo liczna to nie przeszkadzało to nikomu w znakomitej zabawie. Muzycy na Monster Stage zaprezentowali kilka piosenek z nadchodzącej płyty. Nie zabrakło również kompozycji dobrze znanych fanom. Utwory takie jakie jak: Chodź ze mną, Oko, Gorzki Ja czy Poniedziałek wybrzmiały z niesamowitą energią! Nie będzie przesadą jeśli zaznaczymy, że był to jeden z lepszych występów ostatniego dnia Czad Festiwal. Na wspomnienie zasługuje również cudowna interakcja zespołu z publicznością, ten luz z jakim muzycy poruszali się na scenie, a przede wszystkim wokal Jakuba Koźby! Coś niesamowitego! Na sam koniec grupa przygotowała niespodziankę w postaci dwóch piosenek na bis. Panowie wykonali utwór Ulice Słońca oraz cover zespołu Pixies w postaci kawałka Where is my Mind.

Kensington

Dobra, jedna rzecz na początek – jakim cudem tak mało osób było na koncercie Kensington?! Toż to zakrawa o zbrodnie! Panowie z tego holenderskiego zespołu dali niesamowity popis swoich umiejętności. Na Main Stage zaprezentowali utwory takie jak: Riddles, Bridges, Fiji, Streets czy Home Again. Cały koncert okraszony był niesamowitymi efektami specjalnymi. Jednak to o czym chcieliśmy tak naprawdę wspomnieć to bez wątpienia epickie zakończenie koncertu! Z ręką na sercu stwierdzamy, że końcówka show holendrów była najlepszym momentem całego festiwalu! To co wydarzyło się podczas wykonywania piosenki St. Helena w połączeniu z całą oprawą pirotechniczną, niesamowicie brzmiącym wokalem Eloi Youssefa i zaangażowaniem pozostałych muzyków wywołało ciarki i gęsią skórkę! Owacje na stojąco i gromkie brawa były jak najbardziej wskazane! Cudowny występ, a ten kto nie był niech żałuje!

Coma

Piotr Rogucki z ekipą zamknęli cały festiwal na scenie Monster Stage. Jak sam wokalista wspomniał, w następnym roku grupa obchodzi 20-lecie swojego istnienia – możemy zatem spodziewać się wyjątkowego świętowania! Wracając jednak do występu Comy na Czad Festiwal – nie zabrakło nowszych jak i starszych hitów. Kompozycja Angela czy utwór Spadam spotkały się z ogromnym entuzjazmem publiczności. Dodatkowo, niesamowity klimat podkręcały światła, które zmieniając kolorystykę nadawały całemu występowi dynamizmu. Piotr Rogucki po raz kolejny udowodnił jakim charyzmatycznym artystą jest. Przyjemnością było słuchanie jego wykonań okraszonych oryginalną interpretacją. Najlepszą recenzją show Comy bez wątpienia może być fakt, że na długo po zakończeniu ich występu najwierniejsi fani śpiewali wspólnie ich piosenki.

Bassjackers

Samo zakończenie występów na Main Stage postanowiono oddać w ręce Bassjackers – holenderskiego duetu DJ-ów, w skład którego wchodzą Marlon Flohr oraz Ralph van Hilst. Na scenie za konsoletą, dane nam jednak było zobaczyć tylko pierwszego z wymienionych panów, bowiem Ralph odpowiada w dużej mierze za to, co dzieje się za kulisami. W ten sposób oddał on całą scenę Marlonowi. Artyści w pełni utwierdzili zgromadzoną publiczność, że ich nazwa nie wzięła się znikąd, wyciskając tym samym z głośników co tylko się dało. Płynnie przechodzili z utworu na utwór nie zostawiając cienia szansy na wtargnięcie nudy czy powtarzalności. Dodatkową atrakcją znaną już publiczności były pokazy pirotechniczne oraz latające serpentyny. Wprawienie w taniec ludzi zgromadzonych pod sceną to była czysta formalność.