Dział PublicystykaFelietony

Muzyka bazuje na na tym, co już powstało. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Kiedy zaczynałem uczyć się gry na gitarze, mój nauczyciel powiedział mi słowa, które będę pamiętał do końca życia: W muzyce zawsze będzie można stworzyć coś nowego, odkrywczego. Wspominam je nadal, ponieważ już wtedy uważałem, że są one strasznie utopijne. Nawet będąc trzynastoletnim adeptem sześciostrunowego instrumentu czułem, że odkrywanie gitary na nowo jest niemożliwe.

Im dłużej grałem na gitarze, tym coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, jak wiele utworów jest bardzo do siebie podobnych. Prawda jest taka, że większość piosenek sprowadza się do kilku sekwencji czterech akordów. Zawsze lubię patrzeć na zdziwienie moich uczniów (po godzinach uczę gry na gitarze), kiedy widzą, że piosenka, którą tak bardzo lubią, jest zbudowana z najprostszych na świecie akordów. Może poza muzyką metalową, jazzową i typowo elektroniczną, w której praktycznie nie można mówić o jakiejkolwiek melodii, piosenki z kręgu muzyki popularnej są zbudowane z maksymalnie 12 akordów. Zmienia się tylko ich sekwencja, tonacja i… w sumie tyle. Reszta to już sprawy czysto techniczne, takie jak rytm, tempo, itp.

Ten przydługawy wstęp miał jeden cel. Chciałem pokazać, że podobieństwa w muzyce są zjawiskiem, którego nie da się uniknąć. Gitara jest najczęściej tym instrumentem, na którym komponuje się piosenki. Standardowa gitara ma sześć strun i około 17 progów, na których można wydobyć sensowne dźwięki. Te wyższe nadają się już tylko do solówek. Sami widzicie, że instrument ten nie ma nieograniczonego wachlarza możliwości tworzenia. Na początku akapitu celowo nie użyłem słowa plagiat, tylko „podobieństwa”. Dlaczego? Bo plagiat to już pejoratywne słowo, określające celowe przywłaszczenie sobie czyjegoś utworu. Użyję nawet mocniejszego sformułowania – to po prostu kradzież.

No właśnie, jeżeli ktoś celowo skopiuje sobie fragment jakiegoś utworu, to nie ma o czym dyskutować. To tak, jakby wszedł do czyjegoś mieszkania i wyniósł pralkę. Problem w tym, że w muzyce „wyniesienie komuś pralki z domu” nie jest wcale takie trudne. Tak jak już pisałem – żywe instrumenty nie są studnią bez dna. W którymś momencie wyeksploatujemy ich dźwiękowe możliwości na maksa.

Pretekstem do napisania dzisiejszego felietonu była sytuacja zespołu Led Zeppelin. W 2014 roku pewien nieznany szerszej widowni zespół Taurus złożył w sądzie sprawę. Twierdzi, że w kultowym utworze Stairway To Heaven skradziono fragmenty ich piosenki Spirit. W zeszłym tygodniu Jimmy Page, współautor kompozycji, tłumaczył się z tej sprawy w sądzie. Przekonywał, że w utworze tym nie znajdują się żadne splagiatowane fragmenty.

Żeby się o tym przekonać, trzeba porównać obydwa utwory. I jeżeli mam być szczery, to twierdzenie, że piosenki te są do siebie podobne porównałbym do przekonywania, że człowiek i banan są do siebie podobni. Fakt, są elementy wspólne (człowiek i banan mają podobny kod DNA), ale jednak wiele z nich nie jest takich samych.

Dlatego uważam, że w wielu przypadkach zgłaszanie podejrzenia plagiatu w muzyce jest jedynie chęcią łatwego zarobku. Podany wyżej przykład jest chyba tego idealnym przykładem. Czemu? Bo od momentu pojawienia się piosenki Stairway To Heaven, do złożenia papierów w kalifornijskim sądzie minęło… 40 lat. Nagle sobie muzycy Taurus przypomnieli, że klasyk Led Zeppelin brzmi podobnie do ich piosenki? No właśnie, podobnie, a nie identycznie. Dlatego nie wróżę przedstawicielom grupy sukcesu w tej batalii. Podejrzewam, że ich planem było porozumienie finansowe poza salą sądową, ale Jimmy Page nie ma zamiaru się poddawać i wynajął już Helene Freeman, specjalistkę w kwestii praw autorskich.

Co najistotniejsze w tym temacie, żeby w ogóle ruszyła sprawa o plagiat, musi zostać złożone zawiadomienie w sądzie. To nie jest tak, że nagle prokurator naśle na danego artystę policję. Cała procedura jest wszczynana po… donosie na innego wykonawcę. Taka jest niestety prawda.

Tego typu sytuacje będą się pojawiać w muzyce zawsze. Teraz tylko zależy, jak strony takiego konfliktu będą chciały go rozwiązać. Ja uważam, że inspiracje były, są i będą. Nie da się tworzyć muzyki bez tego, co już kiedyś powstało. Ważne, żeby nie przesadzić.

Tags
Show More

Kuba Koziołkiewicz

W swoim życiu posiada 3 pasje: muzykę, sport i film. Niespełniony muzyk, spełniający się w dziennikarstwie muzycznym.

Podobne artykuły

1 thought on “Muzyka bazuje na na tym, co już powstało. Felieton Kuby Koziołkiewicza”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close