Monika Lewczuk - #1
  • Data premiery:
    17 06 2016
  • Wytwórnia:
    Universal Music Polska
  • Gatunek:
    pop, electropop
  • Single:
    #TAM TAM, Zabiorę Cię Stąd, Ty i Ja
Najlepsze utwory:
Zabiorę Cię Stąd, Ty i Ja, Tysiące Mil, Móc Zatrzymać Się
Najsłabsze utwory:
#Tam #Tam, Pięknie Jest

Pomimo, że Monika Lewczuk po programie Voice of Poland zapadła mi w pamięci na długo, to jej karierę traktowałem z dystansem i przymrużeniem oka. Zdawałem sobie sprawę, że jej targetem jest gimnazjum bądź liceum. Okładka z charakterystycznym paskiem Snapchata nie zachęciła mnie, a zniechęciła do odsłuchania krążka. Tak, oceniam książkę po okładce.

Na szczęście Moniki i moich uszu płyta jest dobra. Brakuje jej dużo do perfekcji, ale ja widzę w niej ogromny potencjał – niewykorzystany, ale jednak. Brawo za to, że ingeruje w to, co śpiewa. Nie dostaje na tacy tekstu i skomponowanej muzyki, tylko tworzy wszystko sama. Do słów mam zastrzeżenia. Taka sama sytuacja jak u Meghan Trainor. Teksty są bardzo płytkie, lekkie, czasami zbyt banalne, chociaż niektóre się bronią. Największy problem leży w tym, że piosenki zawarte na #1 mógłby zaśpiewać każdy. Ellie Goulding czy Lanberry, to nie robi żadnej różnicy. Brak im czegoś charakterystycznego, czegoś, co sprawiłoby, że gdybym usłyszał jakiś numer w radiu, to bez chwili zastanowienia wiedziałbym, że śpiewa to Monika Lewczuk.

Wokalistka chyba nie do końca wie czy chce śpiewać pop czy elektropop. Monika zgrabnie oscyluje pomiędzy tymi dwoma gatunkami, z tym, że ten drugi wychodzi jej zdecydowanie lepiej. Pierwszy singiel to typowa popowa sieczka, ale chociaż teledysk ma fajny. Drugi Zabiorę Cię Stąd jest sto razy lepszy. Super produkcja i muzyka. Po prostu dobry elektropop, który zakotwicza się długo w głowie. Klip też ekstra, a singiel osiągnął mniejszy sukces. Jakim cudem? Tego nie wiem. Zostało mi tylko trzymać kciuki za Ty i Ja, bo to najlepszy utwór na płycie. Idealne posunięcie wydania go na piosenkę promującą wydawnictwo. Energetyczna bomba, którą z pewnością można by było puszczać w klubach. Posunę się dalej i powiem, że jeżeli zmienić tekst na angielski i dać go do zaśpiewania jakiejś światowej artystce, to taki numer mógłby podbić cały świat.

Monika potrafiła mnie zaskoczyć podczas odsłuchiwania płyty. Kiedy myślisz, że zaserwuje ci balladę, to piosenka ta po chwili, dzięki rytmicznemu klaskaniu, zmienia tempo na dynamiczne. Pomimo banalnego, motywującego tekstu, to refren się cholernie wkręca. A chyba o to chodzi? Wkrada się też trochę syntezatora. Mowa oczywiście o Móc zatrzymać się.

Ten toast, wznieśmy do gwiazd, za wszystko co masz. I pijmy życie do dna, pijmy je do dna. Nie bój się iść tam gdzie inni nie idą, zobacz to coś, czego oni nie widzą. Nie bój się zmian, zrób plan idź do celu. Nie hamuj się, gdy na drodze zastaniesz trud.

Zawsze będę bronił Moniki, jeżeli ktoś powie, że nie potrafi śpiewać. Lewczuk ma piękny głos. Czysty, bez manier i z poprawną dykcją. Wystarczy, że obejrzycie jej występ z blindów w The Voice of Poland. Rysa na szkle w jej wykonaniu była fenomenalna. Szkoda, że ten piękny wokal nie rozwija swoich skrzydeł na płycie i jest ograniczany przez produkcję. Jedynie w dwóch utworach (na 12!) artystka daje pokaz swoich możliwości. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że są to ballady: Zaplanuj mój świat i Tysiące Mil. Wszystko ładnie, pięknie gdyby znowu nie te teksty. Uczepiłem się, ale to największa kula u nogi. Chociaż muszę powiedzieć, że słowa do Tysiące Mil są całkiem całkiem. Produkcja znowu nie zawiodła, podobnie jak muzyka. Może po trzech  dynamicznych singlach przyszedł czas na balladę? Jeśli tak, to ja poproszę TM.

Płytę kończy nijaka kompozycja Pięknie Jest. No niestety nie jest. Typowa radiowa sieczka, która swoim brakiem poziomu dorównuje do #Tam #Tam. Jeżeli lubicie połączenie Honoraty Skarbek i Antka Smykiewicza, to utwór przypadnie Wam do gustu. Przesłodki pop, który prowadzi do mdłości. Zakończenie dobrej płyty słabą piosenką nie jest dobre.

Krążek jest dobry, ale bardzo niespójny. Monika potrzebuje chyba chwili zastanowienia czy chce brnąć w kierunku „uroczego” popu czy dobrego elektropopu. Powinna też podrasować swoje umiejętności pisarskie. Artystka ma potencjał i tego nie da się ukryć. Mam nadzieję, że wokalistka nie spocznie na jednej płycie i jeszcze nie raz nas zaskoczy.

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Paweł Markiewicz
7.6/10
Beata Prętnicka
5/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 84)
Następny artykułRuszyła przedsprzedaż soundtrack’u do filmu Legion Samobójców

Student II roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.