Dział News MoMo rozgrzało Nową Jerozolimę! - relacja Sergiusza Królaka

MoMo rozgrzało Nową Jerozolimę! – relacja Sergiusza Królaka

Kilka tygodni po koncercie Fismolla w Nowej Jerozolimie, który mocno zawiódł mnie od strony akustycznej, byłem ciekawy jakości dźwięku na gigu jednego z najbardziej obiecujących, urzekającego mnie zespołu MoMo. Trzeba przyznać, że czwartkowy występ grupy bardzo długo pozostanie mi w głowie, pomimo dość słabego początku..

Samo rozpoczęcie koncertu trochę mnie zadziwiło, by nie napisać – podirytowało. Aż 40 minut opóźnienia sprawiło, że coraz bardziej nie mogłem się doczekać wejścia na scenę Ani Ołdak, wokalistki MoMo, oraz członków zespołu, w tym Tomasza „Harry’ego” Waldowskiego, który zachwycił mnie swoją grą na perkusji już podczas występu grupy LemOn w warszawskiej Stodole. Kiedy wreszcie artyści zaczęli prezentację utworów ze swojego debiutanckiego albumu pt. MoMO, przebieg całego koncertu śledziłem oniemiały.

Pierwszy numer z set-listy, a zarazem mój ulubiony kawałek z płyty, czyli Film, rozgrzał mnie i mało liczną (niestety) zgromadzoną publiczność, a to głównie za sprawą wokalu samej Ani, ale także perkusji Tomka, mocnych, chociaż nieco niesłyszalnych, basów Jacka Szafrańca i Jacka Perkowskiego oraz ciekawych wstawek na instrumentach klawiszowych Michała Mareckiego. Po wykonaniu pierwszej piosenki, wokalistka zdradziła, że obchodzi dzisiaj urodziny i podziękowała wszystkim za przybycie.

Wraz z kolejnymi utworami było jeszcze lepiej. Kawałek Wiocha, początkowo nagrany w wersji anglojęzycznej, jednak potem przetłumaczony na polski, zaczął się potężnymi brzmieniami na perkusji. A to, co „Harry” zagrał w połowie numeru, spowodowało, że szczęka (dosłownie) opadła mi na samej ziemi, a oczy wyszły z orbit. Tak energicznej i dynamicznej wstawki nie słyszałem dawno, a sam muzyk udowodnił, że nie bez podstawy jest nazywany jednym z najlepszych perkusistów w Polsce. Kilka minut później, w trakcie kolejnej świetnej propozycji, czyli Obietnicy, swoją grą oraz chórkami wprowadził z Anią Ołdak niezwykle liryczny i spokojny klimat, którym niemalże doprowadził łzy do moich oczu. Na wyróżnienie zasługują tutaj miłe dla ucha brzmienia klawiszy oraz delikatnych basów. 

Mała zmiana instrumentarium i zamiana jednego z basów na gitarę akustyczną przy utworze Milczymy dodała koncertowi różnorodności, podobnie jak gościnnie występujący na scenie wokaliści. Najpierw usłyszeliśmy „jeden z najlepszych prezentów, jakie sprawiła sobie Ania”, czyli Pablopavo w utworze Nie robić nic, którego występ nie wywołał we mnie żadnych emocji. Przyznać trzeba jednak, że całości słuchało się z przyjemnością, chociaż usłyszałem brzmienia reggae, za którymi nie przepadam.

Zupełnie inne wrażenia miałem po wejściu Basii Derlak z formacji Chłopcy Kontra Basia, która przez cały koncert szalała na parkiecie do muzyki MoMo, a na scenie zaprezentowała dwa utwory. Pierwszy z nich, jej ulubiony numer z całego albumu zespołu, czyli Żona, został wykonany przez nią w charakterystyczny, bardzo uroczy i niewinny sposób. Chociaż kilkukrotnie dźwięk się sprzężał, wystarczyło popatrzeć tylko na wokalistkę, by zapomnieć o wszystkim i podziwiać jej talent, urodę oraz całkowity luz. Drugi, pochodzący z albumu Chłopcy Kontra Basia kawałek Oj tak, jak zawsze zaczynał się (powiedzmy krótko) przesłodkim intro, by potem rozwinąć się w ciekawą propozycję. O ile pierwszą zwrotkę śpiewała Derlak, pozostałe dwie należały do Ołdak, świetnie brzmiącej nie tylko w swoim repertuarze. Fragment, kiedy wokalistki śpiewały jedynie pod brzmienia perkusji, urzekły mnie całkowicie, podobnie jak nieco agresywny sposób śpiewania na koniec.

Na osobny akapit zasługują także dwa ostatnie utwory wykonane podczas wczorajszego koncertu, w tym singiel Od dzisiaj. Wszyscy zgromadzeni w Nowej Jerozolimie, jak jeden mąż (lub bardziej Żona, chciałoby się powiedzieć) zaczęli wtórować wokalistce w śpiewaniu refrenu, co zrobiło na mnie wrażenie i spowodowało, że śpiewałem razem z nimi. Wszystko zaakcentowane bardzo rytmicznymi i urzekającymi dźwiękami perkusji, basów i klawiszy oraz wzruszającą, liryczną wstawką w połowie. I to po wykonaniu tego numeru zespół zdobył największe, zasłużone brawa. Po jedynym anglojęzycznym Sky było podobnie, a na największe uznanie zasługuje niebanalnie, świetnie zagrana partia instrumentalna oraz genialna końcówka, w której usłyszeliśmy tylko wokal oraz perkusję, a mnie nasunęła małe skojarzenia z muzyką Erasure i ich wersjami przebojów zespołu ABBA.

Po podziękowaniu za przybycie, fani sprawili Ani Ołdak kolejną niespodziankę, głośno śpiewając jej „Sto lat” i nagradzając ją głośnym aplauzem. Do życzeń dołączyli także muzycy, akompaniując nam w wykonaniu piosenki. Co więcej, publiczność nie dała jednak artystom odpocząć, prosząc ich o bis i żartobliwie „bucząc”, kiedy początkowo cała grupa zeszła za kulisy. Na szczęście, szybko wrócili na swoje miejsca i ponownie zaprezentowali singiel Od dzisiaj, wybrany przez nas samych.

Parafrazując tekst singla Od dzisiaj, „zamarynowałem te najlepsze chwile koncertu” i jeszcze długo będę o nim pamiętał, polecając wszystkim znajomym nie tylko pójście na koncert zespołu, ale także kupno ich debiutanckiego albumu. I już teraz pozostaje mi czekać na ich kolejne wydawnictwo, które (jak się dowiedziałem) już niebawem.

Sergiusz Królak
20-letni tancerz, dziennikarz muzyczny od zawsze zafascynowany muzyką. Interesuje się szeroko pojętą muzyką - od popu, soulu, R&B, aż po jazz. Nie zamyka się w jednym gatunku, pragnie ciągle się rozwijać.

Popularne