Dział Publicystyka MoMo - MoMo (2013), recenzja Marty Mrowiec

MoMo – MoMo (2013), recenzja Marty Mrowiec

Bardzo ciężko jest oceniać debiuty. Chyba, że mamy do czynienia z mocnym uderzeniem. Mimo tego, że o MoMo nie rozpisuje się prasa a ich singiel nie jest non stop puszczany w radio to ich debiutancki album to mocne wejście na rynek. Ich krążek to dawka pozytywnej energii, dobrej mieszanki elektroniki z popem, lekkich i zabawnych tekstów a przede wszystkim niepowtarzalności wyjątkowości. Przesadzam? Posłuchajcie sami.

MoMo – polska grupa muzyczna wykonująca eklektyczno-romantyczny-elektro-pop z elementami antykomercyjnymi. Nazwa MoMo nawiązuje do słowotwórczo-logopedycznych zainteresowań wokalistki, która z wykształcenia jest między innym logopedą i lektorem. Zespół powstał wiosną 2011 roku w Warszawie z inicjatywy wokalistki Anny „MoMo” Ołdak i klawiszowca Michała Mareckiego. Pierwszy rok działalności muzycy poświęcili na komponowanie utworów oraz pisaniu i szukaniu tekstów. Ostatecznie słowa do piosenek zespołu MoMo zostały napisane przez takich uznanych polskich autorów jak Anna Saraniecka, Radosław Łukasiewicz, Jan Piętka, Igor Spolski, a także przez liderkę. Na początku 2012 roku do składu dołączyli gitarzysta Jacek Perkowski, basista Jacek Szafaniec oraz perkusista Tomasz Waldowski. W grudniu grupa zakończyła pracę nad płytą w studio S7 w Piasecznie z realizatorem Marcinem Gajko.

Tego możemy się dowiedzieć z Facebookowego profilu zespołu. Wpisując w wyszukiwarkę słowo „Momo” możemy natrafić na automatyczną stację paliw, tytuł powieści czy pierożki tybetańskie. Zdecydowanie od dzisiaj Momo będzie mi się kojarzyło wyłącznie z muzyką. Z muzyką na wysokim poziomie. Czego zatem możemy dowiedzieć się słuchając ich debiutanckiego albumu?

Na pewno tego, iż Momo to nieszablonowy zespól, lubiący eksperymentować a przy tym posiadający niezwykłą lekkość w tworzeniu. Ich debiutancki album mimo, że zawiera tylko 10 piosenek, jest pełny i kompletny od a do z. Słucha się go wyśmienicie a każda kolejna kompozycja smakuje jeszcze lepiej. W każdym z utworów możemy znaleźć coś ciekawego i innego. Co ciekawe za każdym kolejnym odsłuchem odkrywamy coś nowego. Momo proponuje nam ciekawą zabawę muzyczną. Odsłuchując ich album wiedziałam, że mam do czynienia z czymś świeżym i nowym. Jak dla mnie podobny debiut w tym roku zaliczył Dawid Podsiadło, który od kilkunastu tygodni okupuje 2. pozycję zestawienia OLiS czy niedawno Lilly Hates Roses (jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście to zachęcam do przeczytania recenzji ich albumu Something to Happen i zapoznania się z ich twórczością) Dowodzi to temu, że nasz rodzimy rynek nie pada na twarz zalewając nas masą takich samych, miałkich i nijakich artystów. Daje mi to nadzieję, że Polska może wydać na prawdę wielką gwiazdę, za którą nie będziemy musieli się wstydzić. Wracając jednak do debiutu Momo.

Drugim singlem promującym album był, utwór o dosyć przekornym tytule – Milczymy. Nic bardziej mylnego. Momo swoją płytą bardzo dużo mówi o sobie i dużo pokazuje. Słuchając singla mogliśmy się spodziewać delikatnej płyty okraszonej lekko electropopem. Serio? Na albumie znajdziemy kilka petard z dawką energii, która za każdym razem nas porywa. Takimi numerami na pewno jest pierwszy utwór Od dzisiaj, Film czy Sweet Dream.

Album otwiera wspomniany numer Od dzisiaj, który jest bardzo rytmiczny. Dalej dostajemy Obietnice, które przypominają piosenki wycięte z końca lat ’80. z życiowym tekstem (Obietnice tak niewiele znacząc więc wcale się nie liczy co usłyszeć chcę) ,dalej jest jeszcze wpadający w nurt reggae Nie muszę nic. I jest to dla mnie zdecydowany numer jeden na debiucie Momo. Nie tylko ze względu na tekst ;) Kompozycja jest lekka, zwiewna, a połączenie śpiewu wokalistki z męskim wokalem bardziej żywym i przyspieszonym świetnie brzmi. Aż sama noga podrywa się przy tym numerze. Dobra dawka pozytywnego szaleństwa.

Mimo tego, że album jest bardzo, ale to bardzo różnorodny to wszystko jest zapięte w klamry electropopu.  Krążek jest przemyślany i dojrzały. Wydawać by się mogło, że to kolejna płyta zespołu z dużym stażem a to przecież dopiero debiut! Tekstowo album również się broni. Momo w lekkiej formie poddaje nam nie raz trudne tematy. Teksty w głównej mierze dotyczą typowych relacji międzyludzkich, uczuć, przyszłości. Wyróżnia się tutaj metaforyczny tekst w Szafie, życiowe wersy w Obietnicach czy ciekawie ujęty problem miłości i przywiązania w Czasie.

Jest kraina, gdzie królewna może z królewną być / Szafa

Jak dobrze, że jestem całym kontekstem, zimą, latem, jedynym światem zrozum ja to ty / Czas

Niebanalne teksty, dobrze skrojone, ujęte w trafne metafory to główne zalety tego debiutu. Miejscami jest prosto, ale to również jest urok Momo. Album nie jest przekombinowany ani muzycznie, ani tekstowo.

Wszystkie kompozycje stanowią świeży powiew w muzyce a po ich wysłuchaniu zostają w pamięci, co więcej chce się do nich wrócić. Czuć, że duet Momo się uzupełnia. Połączenie delikatności, wdzięku, subtelności kobiety z mocnym, bardziej ostrym i wyrazistym wizerunkiem mężczyzny. Wokal to również mieszanka wybuchowa. Miejscami przypomina mi Marię Peszek (Od Dzisiaj), czasem brzmi jak Brodka czasem wręcz jak Nosowska (Czas). Wokalistka Momo niewątpliwie ma  bogaty warsztat, którym świetnie operuje. Jej głos jest bardzo plastyczny, ciekawie go moduluje dzięki czemu uzyskuje świetne efekty. Produkcja albumu to również wysoka półka. Odpowiada za nią Michał Marecki, znany z zespołów T. Love czy Sidney Polak. Właśnie dzięki niemu krążek ten jest zbiorem tylu przeróżnych brzmień. Połączenie żywych instrumentów z komputerowym brzmieniem jest odpowiednio wyważone dzięki czemu brzmi bardzo dobrze. Feeria dźwięków jaką nam proponuje sprawią, iż płyta nie jest monotonna i flegmatyczna. Wprost przeciwnie kipi z niej życie i energia.

Krążek jest przepełniony bardzo wielką ilością dźwięków, na szczęście nie gryzie się to ze sobą. Wręcz przeciwnie, każdy dźwięk podkreśla daną kompozycję. Momo to swoistego rodzaju muzyczny wielopak. Każdy może znaleźć coś dla siebie od zabawnych tekstów, poprzez bogactwo brzmień aż po melancholijne ballady czy muzyczne petardy.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że po takim debiucie Momo nie zgasną. Z drugiej strony mam nadzieję, że zachowają swoją unikatowość i nieszablonowość na kolejnych albumach i nie wpadną w sidła komercji wydając kolejne muzyczne papki. Nieszablonowość, innowacyjność, oryginalność, świeżość to tylko, niektóre epitety jakimi mogę określić ten debiut. Oby takich więcej!

momo

Marta Mrowiec
Gdyby nie muzyka zapewne więcej pisałaby o książkach. Gdyby nie książki pewnie więcej pisałaby o muzyce. Słucha głównie rapu, ale jest też otwarta na to co dziwne, eksperymentalne i odkrywcze. Unika przeciętności i tego co akurat modne, chyba że jest dobre. Często wraca do starszych,polskich kawałków, które mają swój specyficzny klimat.

Popularne