Dział PublicystykaRecenzje

MGMT – Little Dark Age (2018), recenzja Karoliny Babik

Nastawienie do nowej płyty MGMT było bardzo różne. Jedni nie wróżyli grupie sukcesu, inni po cichu liczyli na powrót do korzeni i materiał choć po części tak dobry, jak ich debiutanckie wydawnictwo. Wyszło naprawdę dobrze, syntezatorowo, klimatycznie, zdecydowanie lepiej niż na poprzednich dwóch albumach.

Po wydaniu w 2008 roku debiutanckiego albumu Oracular Spectacular poprzeczka jaką postawili sobie członkowie amerykańskiego zespołu MGMT była wysoka. Hity takie jak Kids czy Electric Feel nuciły miliony fanów na całym świecie. Niestety podczas pracy nad kolejnymi dwoma albumami coś poszło nie tak. Panom nie udało się spełnić oczekiwań swoich wielbicieli, co może zmienić się za sprawą ich najnowszego albumu- Little Dark Age.

Płytę otwiera intrygująca kompozycja She Works Out Too Much nawiązująca do popularnej aplikacji randkowej- tindera. Kobieca narracja w tle, syntezatory, saksofon- to główne elementy sprawiające, że utwór budzi wyraźne zainteresowanie u słuchacza. Kawałek może wydać się początkowo nieco chaotyczny, ale to i tak nie przeszkadza nam w całkowitym zatraceniu się w jego dźwiękach. W Little Dark Age czujemy dość wyraźnie klimat lat 80-tych, który zresztą w mniejszym/większym stopniu pojawia się w każdy numerze na albumie. Panowie serwują nam bardzo ciekawy tekst o ukrywaniu czegoś, a czego dokładnie, to już zostaje pozostawione wolnej interpretacji. Warstwę liryczną dodatkowo urozmaicają zmieniające się słowa refrenu. Wszystko podane zostaje w towarzystwie świetnej linii melodycznej z niesamowicie wciągającą linią basu na czele.

Dalej jest już tylko lepiej. When You Die to piosenka, która doskonale pokazuje na co stać panów z grupy MGMT. Tekst z fragmentami takimi jak: „We’ll all be laughing with you when you die” w połączeniu z wręcz hipnotyzującą muzyką, wprowadzają nieco psychodeliczny, niesamowicie pochłaniający klimat. To jedna z tych piosenek na albumie, które można zapętlać w nieskończoność. Następny numer- Me and Michael- to wyraźne syntezatory i świetnie brzmiąca perkusja. To utwór, który śmiało mógłby pojawić się w trakcie napisów końcowych filmu wyprodukowanego w latach 80- tych.

W TSLAMP ponownie pojawia się nawiązanie do współczesnych pochłaniaczy czasu. Po wcześniejszym wspomnieniu o tinderze panowie mówią o samych telefonach, które obecnie często stanowią główne źródło komunikacji między ludźmi. Muzyka ma w przypadku tego kawałku charakter lekko nostalgiczny, który może/powinien zmusić niejednego słuchacza do refleksji nad (ponownie) znakomitym tekstem. Pozostając przy tym nieco melancholijnym klimacie dostajemy kawałek James w którym bez wątpienia największą uwagę przykuwa Andrew i jego niski wokal. Następny utwór- Days That Got Away– to przyjemne dla ucha jam session, w którym królują oczywiście syntezatory. Chwilowe oderwanie od znakomitych, niebanalnych tekstów było dobrze przemyślanym zabiegiem. Piosenka doskonale relaksuje i nastraja nas na trzy ostatnie kompozycje na albumie.

One Thing Left to Try pomimo dość pozytywnej, chwytliwej melodii, w warstwie tekstowej nie niesie za sobą równie pozytywnych emocji. Panowie śpiewają bowiem o myślach samobójczych. Wprowadzenie tego rodzaju kontrastu pomiędzy melodią a tekstem czyni album jeszcze bardziej intrygującym i nadaje mu jeszcze więcej z psychodelicznego charakteru. When You’re Small to z kolei emocjonalna piosenka opowiadająca o lepszych i gorszych momentach w życiu człowieka. Przepiękny utwór wyśpiewywany jest w oprawie między innymi instrumentów smyczkowych, które czynią jego klimat jeszcze bardziej niepowtarzalnym i wyróżniają go w pewien sposób na tle innych utworów na albumie. Ostatnia kompozycja- Hand It Over w znakomitym stylu kończy zachwycającą podróż po nieco mrocznym świecie amerykańskiej grupy. Delikatny wokal wspomagany w pewnych momentach przez chórki brzmi wzruszająco, magicznie. Jestem pewna, że w trakcie wysłuchiwania „Hey, it’s time to hand it over” niejeden słuchacz uronił łzę. Stopniowe wyciszanie kawałka stanowi jego dodatkowy atut i w wyśmienity sposób kończy album amerykańskiej grupy.

Little Dark Age to płyta, która z pewnością zaskoczyła wiele osób, szczególnie tych, które nie wróżyły jej sukcesu. Psychodeliczny klimat, w połączeniu z dźwiękami lat 80-tych i znakomitymi tekstami wyśpiewanymi przez doskonale do nich pasujące, szczere wokale, ujęły mnie całkowicie. Mocno liczyłam na to, że panowie jeszcze pokażą na co ich stać. Zdecydowanie się nie zawiodłam! Najnowsza płyta grupy MGMT to wydawnictwo kompletne, które mówi „o czymś”, pochłania słuchacza zarówno muzycznie, jak i lirycznie. Brawo panowie! Właśnie na to czekaliśmy przez ostatnie 10 lat!

 

Tags
Show More

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close