Dział PublicystykaFelietony

Melanie Martinez – gwiazda pośród gwiazdek. Felieton Christiana Cieślaka

Byli idole. Były faktory. Były też i głosy. Programy dla młodych piosenkarzy i piosenkarek z pierwotnego założenia, a przynajmniej tak mi się wydaje, miały dawać możliwość pojawienia się w nich osób, które mają ogromny muzyczny talent oraz tak zwany „pomysł na siebie”. Poza tym, nie mających też zbyt dużych szans na wejście na ten bardzo wymagający rynek od tak, bo, na przykład, mieszkają w wiosce na Kujawach czy innych Warmiach. Niestety, ale jak to zwykle bywa ktoś musiał coś popsuć. Zamiast gwiazd na dekady, znanych z ich osobowości, zarówno tej muzycznej, jak i scenicznej, zrodziły się gwiazdy sprzedaży singli, których miłość do muzyki została wymieniona na zielone papierki, a potem przeminęła wraz z kolejnymi butami od Christiana Louboutina czy czerwonym jak podeszwy owych butów Lamborghini. W panteonie gwiazd takich jak One Direction czy Kelly Clarkson swoje skromne, acz zasłużone miejsce zajmuje zaledwie dwudziestodwuletnia uczestniczka trzeciej amerykańskiej edycji „The Voice” oraz najbardziej wyróżniająca się debiutantka ostatnich kilku lat, Melanie Martinez.

W tych czasach, wszystko zaczyna się od castingu. Tak samo było i w przypadku Melanie. Jeśli ktoś nie wie, w programie The Voice pierwszym zadaniem uczestnika jest skuszenie co najmniej jednego z jurorów, lub jak to określają sami jego twórcy, trenerów, aby nacisnął guzik i odwrócił swój czerwony trenerski tron. Melanie swoim wykonaniem piosenki Toxic Britney Spears, grając na gitarze oraz na tamburynie trzymanym między swoimi stopami, zaintrygowała trzech z nich, notabene samych mężczyzn (pewnie Christina Aguilera już w tym momencie wiedziała, że niedługo ta młoda dama dobije jej już wtedy dogorywającą karierę). Potem bitwa, nokaut i programy na żywo. Martinez zdołała dotrwać do najlepszej szóstki, co można uznać za całkiem spory sukces. I zwykle w tym momencie, czyli w chwili gdy gasną telewizyjne kamery oraz odbiorniki w amerykańskich domach, gaśnie też światełko gwiazdki telewizyjnego show. Niezliczone są kadłubki karier młodych wokalistów, zarówno tych polskich jak i zagranicznych, którzy nie wiedzieli co dalej zrobić ze swoim doświadczeniem zdobytym w trakcie programu lub po prostu trafiając na nieodpowiednich ludzi, którzy przeszkodzili im w sięgnięciu po #1 na listach przebojów. Jednak w przypadku Melanie Martinez tak się na nasze szczęście nie stało.

Wraz z zakończeniem trzeciej edycji The Voice, Melanie zaczęła pracować nad swoim materiałem i po nieco ponad roku zaprezentowała światu swoją pierwszą piosenkę oraz teledysk do niej pod tytułem Dollhouse. Na początku utwór nie wzbudził zbyt wielkiego zainteresowania, choć pod koniec roku 2014 mógł się już poszczycić ponad 10 milionami wyświetleń. Konsekwencją debiutanckiej piosenki, była epka wokalistki pod tym samym tytułem co singiel, która zawierała jeszcze trzy utwory.

Drugim singlem Melanie stał się utwór Carousel, który również nie został hitem listy Billboardu. Jednakże twórcy, dla mnie jednego z najważniejszych seriali XXI wieku -American Horror Story, postanowili wykorzystać piosenkę Martinez, aby posłużyła im jako utwór towarzyszący niektórym filmikom zapowiadającym czwarty sezon serialu, który tym razem nosił nazwę Freak Show. To właśnie ten moment w jej karierze można uznać za przełomowy. Nie tylko przedstawiła się bardziej międzynarodowej publiczności, niż prości Amerykanie słuchający muzyki country i wybierających z tegoż gatunku muzyki wykonawców, jako zwycięzców takich programów jak właśnie The Voice, ale wydała również fantastyczny utwór, który może zwiastować równie dobry krążek.

Przez kolejne miesiące próżno było oczekiwać jakichkolwiek nowych wieści na temat Martinez, dopóki wokalistka nie opublikowała zupełnie nowego teledysku do piosenki Pity Party, który luźno nawiązuje do utworu Lesley Gore It’s My Party, zapożyczając dwie linijki oryginału, które w obu piosenkach posłużyły jako ich refren. Trzy tygodnie później świat oficjalnie poznał tytuł, tracklistę oraz datę wydania pierwszego długogrającego albumu Melanie Martinez, który został nazwany Cry Baby. Zanim jednak płyta trafiła do dystrybucji, wydane zostały jeszcze dwa single Soap oraz Sippy Cup, które oczywiście zostały opatrzone kolorowymi i fantazyjnymi teledyskami.

Wraz z dniem 14 sierpnia 2015 roku debiutancki album Martinez ujrzał światło dzienne. Płyta w wersji podstawowej zawierała 13 utworów, zaś rozszerzona, dodatkowe trzy. Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem teledysk do Dollhouse bałem się o przyszłość Melanie Martinez. Piosenka była dla mnie dość przecięta, choć zapadała w pamięć, a jej fantazyjnie dwukolorowe włosy, bardzo wyrazisty makijaż oraz bardzo specyficzna stylistka, mogły przytłoczyć to co najważniejsze, czyli muzykę. Jednak po pierwszym przesłuchaniu całego albumu, wiedziałem, że nie muszę się już bać. Album został przedstawiony jako fantazja Melanie Martinez na temat swojego dzieciństwa, gdzie tytułowe dziecko, Cry Baby, doświadcza „dorosłych” rzeczy. W istocie taki pomysł, kwalifikuje krążek jako album koncepcyjny, czyli taki, który nie jest tylko zbiorem luźno związanych ze sobą piosenek, a spójną całością, tworząc dzieło zupełne. Jeśli miałbym opisać ten krążek w kilku słowach, to zrobiłbym to następująco. Dojrzała, choć z dziecięcą świeżością. Kolorowa, choć dość mroczna i niepokojąca. Wyrazista, choć wbrew pozorom, stosunkowo uniwersalna i prosta. Jasnym jest, że to nie jest muzyka dla każdego, tak jak typowe gwiazdki pop, ale gdyby odjąć wszystko to co na około, czyli styl, teledyski i dziecięcą otoczkę, mamy do czynienia ze świetnie wyprodukowanymi utworami z dobrym bitem oraz świetnie napisanymi tekstami, które w żadnym wypadku nie przytłaczają słuchacza swoją zamierzoną cukierkowością i infantylnością. Taki stan rzeczy, zawdzięczamy duetowi Kinetics & One Love, który w dużej mierze stworzył ów krążek. Rok temu był to dla mnie album na który czekałem od zawsze, który nie tylko zaintryguje mnie swoimi unikatowymi dźwiękami, ale także unikalną oprawą wizualną od której nie będę chciał odwrócić swojego wzroku. Co warte dodania, Melanie planuje stworzyć do każdej z piosenek teledysk, które połączone w całość mają stworzyć prawdziwą audiowizualną opowieść.

Jednak, co mnie nadal niezwykle dziwi, to pewna ignorancja wobec twórczości Melanie Martinez. Od premiery jej krążka niewiele można było usłyszeć od jej działalności w standardowych czy nawet internetowych mediach, co w pewnym stopniu przeczy jej osiągnięciom właśnie na polach Internetu. Prawie dwa miliony fanów na Facebooku, ponad pięć milionów subskrypcji jej kanału YouTube, którego filmy wyświetlono już blisko miliard razy, z średnią oglądalnością głównych teledysków ponad 70 milinów wyświetleń. Profil na platformie Spotify śledzi również nieco ponad milion fanów, lecz to wyniki słuchalności pojedynczych piosenek robią na mnie największe wrażenie. Każdą piosenkę z albumu wysłuchano przynajmniej trzydzieści milionów razy, a średnią słuchalność można określić na poziomie ponad 55 milinów. By jeszcze tego było mało, debiutancki album Melanie Martinez, zapewne za sprawą swojej internetowej popularności, utrzymywał się na liście Billboard 200 nieustannie od dnia jego premiery, co stanowi 104 tygodnie na liście, nie mając żadnej piosenki, która wylądowałaby na liście Billboard 100. W tej sytuacji, rodzi się dość banalne pytanie: jak to możliwe, że tak fantastyczna artystka, nawet pomimo takich wyników oglądalności w Internecie jak i miliona sprzedanych albumów, nie jest szerzej rozpoznawalną gwiazdą, a przynajmniej nie bije na głowę popularnością Charli XCX, Troye’a Siviana czy inne gwiazdy młodego pokolenia? Niestety, próżno szukać odpowiedzi na to pytanie…

Z jednej strony każdy młody wokalista marzy o sławie, zachowując przy tym swoje ambicje i pomysły na to jak chce się kreować. Z drugiej zaś, taka postawa to w praktyce czysta utopia. Jak widać, pomimo fenomenalnych liczb stojących za Melanie Martinez, jej postać może pozostać w cieniu tych, którzy z bliżej nieznanych powodów są bardziej znani, niż ona.

Tags
Show More

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close