W 2012 roku do sprzedaży trafił muzyczny debiut Meli Koteluk. Spadochron to krążek wyjątkowy, który niezwykle ciepło został przyjęty przez recenzentów oraz słuchaczy – płyta pokryła się platyną. Wokalistka podczas ubiegłorocznych Fryderyków zdobyła dwie statuetki w kategoriach Debiut roku oraz Artysta roku. Niejeden artysta po tak wielu wyróżnieniach i pozytywnych recenzjach spocząłby na laurach, ale nie Mela. Artystka ta nie odcina kuponów od debiutu, lecz stara się zachwycać fanów tworząc muzykę coraz bardziej doskonałą z każdym dźwiękiem. Po dwóch latach od premiery debiutu, możemy zapoznać się z kolejnym wydawnictwem artystki. Czy na Migracje warto było czekać?

Mela Koteluk z każdym następnym utworem udowadnia, że wie po co tworzy. Jej kolejne propozycje nie są zwykłą szarą masą, która jest serwowana przez najpopularniejsze stacje radiowe. Artystka stara się odbiegać od muzycznych standardów i robi to doskonale. Miło jest widzieć osobę, którą zaczynała swoją muzyczną karierę jako chórzystka a kilka lat później zdobyła popularność i zachwyca solowymi numerami. Przed premierą Migracji Koteluk zapowiadała, że słuchacz zetknie się muzyką wyjątkową.

Udało nam się połączyć minimalizm z muzycznym bogactwem, czyli poniekąd ogień z wodą. To album pełen kontrastów, tak jak czas i okoliczności, w których powstawał. Dla mnie Migracje są zapisem etapu, na którym byliśmy z zespołem od czasu wydania pierwszego albumu, bez wątpienia jednego z wielu przyszłych.

Nie lubię, gdy człowiek rzuca słowa na wiatr i obiecuje coś czego nie spełni, w tym przypadku jednak nie zostaliśmy okłamani. Nowy materiał piosenkarki to utwory niezwykłe, łączą w sobie wiele przeciwstawnych elementów, które na pierwszy rzut oka nie powinny ze sobą współgrać. Bardzo widoczne jest to w sferze muzycznej. Tutaj możemy zauważyć łączenie ze sobą dźwięków akustycznych z syntetycznymi, zauważalne też są ekstremalne zmiany tempa w poszczególnych numerach. Niektóre numery są spokojne i stonowane, natomiast po nich następują kawałki bardziej żywiołowe, które eksplodują pełną paletą dźwięków.

Wokalistka przed premierą albumu podkreślała, że niezwykle ważna w nowych utworach będzie warstwa literacka, której będą towarzyszyć podkłady skłaniające się ku eksperymentom. Muzyka na tym krążku jest przepiękna, ale bez dobrych tekstów byłaby niczym. Nie musimy się jednak o to martwić, bo teksty są zjawiskowe w swojej formie. Znowu napotykamy się na dwa przeciwstawne zjawiska. Mela łączy ze sobą realizm z abstrakcją, idealnie je ze sobą łączy i śpiewanym słowem opowiada niezwykłe historie, które są ukryte pod natłokiem różnorodnych metafor. Jednym to się spodoba, drugim nie – ja należę do tej pierwszej grupy.

Fastrygi to pierwszy singiel z jakim mogliśmy zapoznać się przed premierą płyty. Wiele osób zarzucało jej wtedy, że za bardzo inspiruje się Nosowską, że słowa utworu jak i teledysk to typowa wydmuszka – ładna na zewnątrz, ale pusta w środku. Nie mogę zgodzić z tymi opiniami, wystarczy wsłuchać się w to co wyśpiewuje Koteluk i obejrzeć dokładnie teledysk i z pewnością niedowiarki zrozumieją jaki zamysł miała artystka. Kolejnym singlem z jakim mogliśmy się zetknąć to Żurawie origami, który w idealny sposób przedstawia to o czym wcześniej wspominałem. W genialny sposób zostały połączone przepiękny podkład z niesamowitym tekstem, szczególnie w pamięć zapadł mi przesycony metaforami refren, jest po prostu cudowny.

Na Migracjach takich małych arcydzieł jest znacznie więcej, każdy numer ma do przedstawienia coś wyjątkowego. Tragikomedia jest idealnym wprowadzeniem do całości, zachęca do dalszej podróży po tej niesamowitej krainie dźwięków, a dalej jest jeszcze lepiej! Urzeka spokojne pod względem warstwy muzycznej Tango katana, przeciwstawianiem stonowanej muzyki jest piękny, emocjonalny tekst. Tytułowy kawałek powinien być wizytówką całego albumu i tak jest w tym przypadku. Migracje to wyjątkowe i zachwycające trzy i pół minuty.

Dla każdego wykonawcy wydanie drugiego wydawnictwa to bardzo trudne zadani. To tym krążkiem muszą udowodnić, czy są pełnoprawnymi artystami. Mela zdała ten egzamin celująco. Na Migracje warto było czekać. Może się wydawać, że wokalistka chciała złapać dwie sroki za ogon umieszczając na recenzowanym za dużo elementów, które na pierwszy rzut oka nie pasują do siebie. Jednakże Koteluk to artystka świadoma, która połączyła wszystko w odpowiednich proporcjach i brzmi to po prosty perfekcyjnie. Wokalistka nie może już dostać Fryderyka za najlepszy debiut, ale mam nadzieję, że będzie triumfowała w pozostałych kategoriach, bo po prostu na to zasłużyła.

Mela_Koteluk_Migracje

  • Genialne teksty, przepiękne dźwięki. Nic dodać nic ująć :3

  • jasiu216 .

    Nie pamiętam, aby kiedykolwiek redakcja AAM tak wysoko oceniła płytę. Bardzo dobrze,płyta świetna mam edycje deluxe. :D Tango katana, na wróble czy jak w obyczajowym filmie sa wspaniałe :3