O karierze poza granicami Polski marzy wielu wykonawców. Ważny jest nie tylko talent, ale i cierpliwość, pokora i odpowiedni repertuar. To wszystko ma bohaterka dzisiejszej recenzji – Margaret. Jej przebój Thank You Very Much odbił się szerokim echem po Europie. Spora w tym wprawdzie zasługa kontrowersyjnego teledysku, ale nie można nie docenić i samej piosenki. Dziś przed Margaret ciężki sprawdzian. Debiutancka płyta, która zdecyduje o jej być albo nie być.

Margaret ma ten komfort, że może śpiewać po angielsku. Nie chodzi mi tu tylko o to, że włada biegle tym językiem. Udało jej się zrobić coś, o czym wiele innych polskich gwiazd może tylko pomarzyć – jej anglojęzyczne piosenki grane są przez stacje radiowe. Często bowiem spotykamy się z sytuacją, że krajowi wykonawcy na single wybierają jedynie polskojęzyczne utwory, by przypodobać się rodakom i nie zostać zlekceważonymi.

Po angielsku śpiewane były wszystkie piosenki z debiutanckiej epki Margaret, All I Need, która ukazała się w ubiegłym roku, będąc zapowiedzią longplay’a Polki. Często spotykam się u dopiero debiutujących artystów z tendencją do wrzucania na pierwszą płytę znanych nam już piosenek z mini albumów (Imagine Dragons, BANKS, Charli XCX). Nie inaczej postąpiła Margaret, która na Add the Blonde przeniosła całą epkę All I Need. Nie będę więc poświęcać zbyt dużo miejsca starszym utworom, bo moje zdanie o nich od poprzedniego roku za bardzo się nie zmieniło. Wciąż cenię sympatyczne i brzmiące świeżo Thank You Very Much oraz kompozycję Click. Lubię też spokojniejsze piosenki w postaci All I Need i Get Away. Jednak na tle nowszych nagrań polskiej wokalistki utwory z epki wypadają dość blado.

Nagrania Margaret krążą gdzieś między popowymi, radiowymi klimatami, zahaczają o świat muzyki tanecznej, czerpią inspiracje zarówno z electropopu jak i brzmień kolorowych lat 80. Wokalistkę porównać możemy do takich gwiazd jak Rita Ora, Cher Lloyd, (nowa) Lily Allen, Cheryl Cole czy Nicola Roberts. A z polskich gwiazd? Myślę, że nie ma takiej, która tworzyłaby popową muzykę na takim poziomie, co Margaret. Add the Blonde naprawdę brzmi światowo. Ten przymiotnik nie załatwia jednak wszystkiego. Ważne jest też, by piosenki były po prostu dobre i zachęcały do dalszego wsłuchiwania się w nie.

Z premierowych piosenek wokalistki najbardziej do gustu przypadła mi singlowa kompozycja Wasted, z zapożyczonym z utworu Nash Sosed Rosjanki Edyty Piechy motywem. To porządny, popowy numer, szybko wpadający w ucho. Nieźle prezentuje się także imprezowy banger Heartbeat z prostym, słodkim refrenem i świetnymi, zadziornymi zwrotkami. Warto sięgnąć również po spokojniejsze Too Little of Love, podszyte delikatnym tanecznym bitem, oraz L.O.L, będące najciekawszym utworem na Add the Blonde, dzięki odważnemu połączeniu orkiestrowych partii z przewijającą się co jakiś czas komputerową wstawką. Lubię również przywołujące klimat lat 80., dyskotekowe (ale ze smakiem) Dance For 2, w którego bridge’u usłyszeć możemy… saksofon.

Żeby nie było już tak kolorowo… . Są na Add the Blonde piosenki, które zwyczajnie pomijam, słuchając tej płyty. Należy do nich przede wszystkim znany nam z epki przebój Tell Me How Are Ya. Jakże mnie ten utwór irytuje! Jednak bardziej nie lubię kompozycji Start a Fire, która powstała z myślą o Mistrzostwach Świata w siatkówce, odbywających się w Polsce. Piosenki promujące sportowe wydarzenia rządzą się swoimi prawami. Ma być chwytliwie, niezbyt skomplikowanie, niesamowicie energetycznie. Kawałek Margaret spełnia jedynie drugie kryterium. Banalna, elektroniczna muzyka powstać mogła w jedno popołudnie. Piosence brakuje tytułowego ognia, a samo nagranie wygląda bardzo tanio w porównaniu z piłkarskim hymnem We Are Ole (Ole Ola) Pitbulla i Jennifer Lopez. Nie przekonują mnie również dwie inne piosenki: pozytywne, choć nieco przekombinowane Broke But Happy oraz banalne As Good As You.

Mając do pomocy szwedzkich producentów Margaret nagrała płytę, jakiej w Polsce chyba jeszcze nie było – nowoczesną, przebojową, a przede wszystkim nie odstającą od płyt najpopularniejszych popowych gwiazd. Jej piosenki są nagromadzeniem młodzieńczej energii, choć, muszę przyznać, mnie takie klimaty zbytnio nie kręcą, ani nie inspirują. Dlatego też słuchając kompozycji Polki zdarzało mi się na początku w połowie je przełączać. Mimo to życzę Margaret szczęścia w podbijaniu kolejnych europejskich państw.

margaret add the blonde 2014

  • Tell Me How Are Ya to jedna z NAJLEPSZYCH piosenek, oczywiście MOIM zdaniem :D