Lukas Graham – 3 (The Purple Album) (2018), recenzja Sebastiana Torbicza

Najbardziej rozpoznawalna duńska grupa w ostatnim czasie, powraca z nowym materiałem. Znamy ich z takiego hitu jak 7 Years, który został sprzedany aż w 23 milionach egzemplarzy na całym świecie, a także Mama Said, czy Happy Home. Formacja Lukas Graham, prezentuje fanom swój trzeci studyjny album o tytule 3 (The Purple Album). Wydawnictwo wydane zostało przez Copenhagen Records oraz Warner Bros Records. Promują je 2 single: Love Someone oraz Not A Damn Thing Changed.

Podobny obraz

Grupę obecnie tworzą trzy osoby, charyzmatyczny wokalista Lukas Graham Forchhammer, basista Magnus Larsson oraz perkusista Mark Falgren. Liczba „3” w tytule albumu nie jest przypadkowa. Po pierwsze jest to trzecie wydawnictwo studyjne, a po drugie tyle właśnie lat ma córka Grahama. Podobnie jak na poprzednich płytach, mamy tu do czynienia z mieszaniem soulu, popu oraz elementami hip-hopu. Jak mówi artysta, piosenki znajdujące się na albumie opowiadają o dorastaniu i ruszeniu na przód.

Płytę otwiera singiel Not A Damn Thing Changed. Już po pierwszych dźwiękach możemy wyczuć charakterystyczną barwę głosu artysty. Tło tworzy zapętlony motyw grany na pianie, który jest bardzo hipnotyzujący. W zasadzie, cały utwór utrzymany jest w jednym tempie, niewiele się w nim dzieje. Jednak za sprawą wokalisty, można wyczuć w nim emocje. Drugi z utworów to Lullaby. Podobnie jak poprzedni, zaczyna się motywem granym przez pianino, jednak jest już odrobinę żywszy. Spokojnie poprowadzona linia basu, mało dynamiki,generalnie rytmika bez szaleństw. Dopiero pod koniec delikatnie się rozkręca. Kolejne na liście jest You’re Not The Only One (Redemption Song). Jeszcze spokojniejsza od poprzednich. Jak mówi tytuł, piosenka odkupienia, a dokładniej potrzeba posiadania takiego utworu. Bardzo emocjonalna. W refrenach możemy usłyszeć chór.

Pora na drugi z singli promujących płytę, czyli Love Someone. Osobista kompozycja, mówiąca o miłości jakiej artysta nigdy wcześniej nie doświadczył. Przyjemna linia gitary. Klimatyczna kompozycja. Wybija się na tle poprzednich utworów. Pojawiają się nawet instrumenty smyczkowe. Promise to zdecydowanie soulowa kompozycja, w połączeniu z R&B, podchodząca nawet trochę pod gospel. Fajne brzmienie pianina, momentami typowo gospelowe, od początku również obecność chóru. Jednostajna linia rytmiczna perkusji. Stick Around, to kolejna spokojna ballada. W refrenach delikatny udział chóru. Stylem podobny do pierwszego utworu z płyty. Unhappy, to zdecydowanie żywsza propozycja od poprzednich. Ciekawe brzmienie pianina. Choć na pozór się tak nie wydaje, to jest bardzo rytmiczna. W linię basową przemycono trochę funku. W późniejszej częśći dołącza jeszcze gitara akustyczna. 

Everything That Isn’t Me, to melancholijna kompozycja. Mówiąca o – życiu. O tym jakie błędy popełnił podmiot liryczny tekstu. O tym, że mógł być lepszym człowiekiem, bratem, synem. Jednak nie żałuje tego co zrobił, by ruszyć na przód. O ruszaniu na przód i dorastaniu jest przecież właśnie ten album. Przedostatnia kompozycja na płycie – Hold My Hand utrzymana jest w soulowym klimacie. Po pierwszych dźwiękach, styl utworu przypomina trochę HumanRag’n’Bone Man’a. Zdecydowanie na plus. Album zamyka Say Yes (Church Ballad). W tle słyszymy utrzymujące się brzmienie organów. W refrenach rozkręca się. Bardzo rytmiczny, znów obecność chóru. Delikatne wstawki gitary dodają smaku.

Album ten z pewnością nie trafi swoją treścią do wszystkich. Dużo tu melancholii, mało rozrywki. Jednak takie było założenie artysty. Jak już wcześniej wspominałem, utwory miały opowiadać o dorastaniu i ruszaniu na przód. Co przekłada się na muzykę. Wydaje mi się, że nie ma tu utworów na miarę 7 Years, które mogłyby osiągnąć taką popularność i sukces marketingowy. Nie jest to album, który nadaje się do słuchania np. podczas jazdy samochodem. Zdecydowanie pasuje on bardziej na klimatyczny wieczór. Nie ma tu  też jakiejś jednej, zdecydowanie wybijającej się kompozycji ponad innymi. Wszystkie utrzymane w miarę w  podobnym klimacie. Brakuje mi tutaj czegoś wyjątkowego, jakiegoś dużego zaskoczenia.

Podsumowując, wydawnictwo mogę polecić osobom zdecydowanie lubiącym spokojniejsze klimaty muzyczne. Soul z lekkim, popowym brzmieniem na dobrym poziomie.

3 (The Purple Ambum)
  • Data premiery:
  • Wytwórnia:Copenhagen Records, Warner Bros Records
  • Gatunek:Soul, Pop
  • Single: Love Someone, Not A Damn Thing Changed
Najlepsze utwory: Unhappy, Hold My Hand
Najsłabsze utwory: You're Not The Only One (Dedemption Song), Stick Around

Popularne

oceny

  • 5.5/10
    Ocena końcowa - 5.5/10
5.5/10
Sending
User Review
0/10 (0 votes)

autor recenzji

Sebastian Torbicz
Student 5 roku Muzykologii na KULu w Lublinie. Lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, Maroon 5, Bruno Marsa i wielu innych wykonawców. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Sprawdź nasze inne

Recenzje