W ciągu ostatnich siedmiu lat Like Moths To Flames zdążyli uplasować się w czołówce zespołów grających tzw. metalcore. Z dwiema epkami i trzema krążkami panowie dosłownie podbili metalowy świat. Teraz uraczyli nas swoim czwartym już w karierze albumem – Dark Divine. Jak wypada on na tle całej dyskografii grupy i czy umocni ich pozycję na światowej scenie?

Like Moths To Flames grają razem od 2010 roku, kiedy to wokalista Chris Roetter założył zespół z Aaronem Evansem, Zachem Hustonem, Aaronem Douglasem i Jordanem Matz’em. Od tego czasu wiele się pozmieniało, zarówno w składzie grupy (ostali się tylko Roetter i Evans z oryginalnego składu), jak i w stylu grania. Muzyka przez nich tworzona stała się dojrzalsza, bardziej świadoma. I kwintesencją tego jest właśnie ich najnowszy album – Dark Divine.

Podobny obraz

Płytę otwierają mocne New Plagues i Nowhere Left To Sink. Oba są bardzo dynamiczne i energiczne. Dynamiczny to również bardzo dobre określenie całego krążka, który łączy w sobie spokojniejsze i mocniejsze momenty – zarówno jako całość, jak i w poszczególnych kawałkach. Oba utwory swoją świeżością zachęcają do dalszego wsłuchania się w album. I dobrze, bo naprawdę warto.

Dalej jest podobnie – Shallow Truths For Shallow Minds, tytułowe Dark Divinie, From The Dust ReturnedInstinctive Intuition czy zamykające False Idol to kawałki na bardzo wysokim poziomie z genialnymi liniami melodycznymi i tekstami, które są wielką siłą tego albumu. Bo Dark Divine to niezwykła i piękna opowieść o różnych stronach życia – zarówno tych dobrych jak i złych.

Warto zwrócić uwagę na trzy, według mnie najlepsze utwory na płycie – Empty the Same, Even God Has A Hell i The Skeletons I Keep. Jest to nieco lżejszy metal, wchodzący bardziej w hard rock (zawsze preferowałam takie kawałki). Wszystkie kompozycje mają jednak mocniejsze – „typowo metalowe” momenty, które dopełniają je i dodają spójności. Wśród licznych bardzo ostrych utworów, te wyróżniają się swoją delikatnością (choć to słowo tu nie pasuje, bo piosenki te zdecydowanie nie są delikatne) i po prostu chwytają mnie za serce zarówno melodiami jak i tekstami.

Jeśli chodzi natomiast o słabsze momenty to jako jedyny nie przemawia do mnie Mischief Managed. Trudno mi też sprecyzować, co dokładnie nie gra w tym utworze, ale po przesłuchaniu go (kilkakrotnie!), za każdym razem czułam się przytłoczona. Jest bardzo chaotyczny i mimo kilku świetnych momentów, całość zupełnie mi nie podchodzi.

Like Moths To Flames stworzyli bardzo dojrzałe wydawnictwo, z wieloma świetnymi utworami i zostającymi w głowie tekstami. Co jeszcze szczególnie mnie ujęło to wystawiony na pierwszy plan, genialny wokal Chrisa Roettera. Płyta jest spójna, świetnie zrealizowana i przemyślana – wszystko tu gra, mimo paru słabszych momentów. I mimo że metal nie należy do najpopularniejszych gatunków muzycznych (niewiele osób jest w stanie docenić jego piękno) to Like Moths To Flames udowadniają, że nawet najwięksi metalowi sceptycy mogą zakochać się w tym krążku (potwierdzone info). Jedyne czego mogę im życzyć to więcej takich albumów jak Dark Divine.

Like Moths to Flames - Dark Divine
  • Data premiery:
    03 11 2017
  • Wytwórnia:
    Rise Records, Nuclear Blast
  • Gatunek:
    metalcore, post-hardcore
  • Single:
    Nowhere Left to Sink, Dark Divine, Empty the Same, Shallow Truths for Shallow Minds, From the Dust Returned
Najlepsze utwory:
Empty the Same, Even God Has A Hell, The Skeletons I Keep
Najsłabsze utwory:
Mischief Managed
Poprzedni artykułKiedyś prestiżowa nagroda – dziś przestrzeń do pośmiewiska. Kilka słów o Grammy
Następny artykułNothing But Thieves wystąpili w krakowskim klubie Studio. Relacja Aleksandry Żeleźnik