Dział PublicystykaRecenzje

Like Moths to Flames – Dark Divine (2017), recenzja Zuzanny Rubaszewskiej

W ciągu ostatnich siedmiu lat Like Moths To Flames zdążyli uplasować się w czołówce zespołów grających tzw. metalcore. Z dwiema epkami i trzema krążkami panowie dosłownie podbili metalowy świat. Teraz uraczyli nas swoim czwartym już w karierze albumem – Dark Divine. Jak wypada on na tle całej dyskografii grupy i czy umocni ich pozycję na światowej scenie?

Like Moths To Flames grają razem od 2010 roku, kiedy to wokalista Chris Roetter założył zespół z Aaronem Evansem, Zachem Hustonem, Aaronem Douglasem i Jordanem Matz’em. Od tego czasu wiele się pozmieniało, zarówno w składzie grupy (ostali się tylko Roetter i Evans z oryginalnego składu), jak i w stylu grania. Muzyka przez nich tworzona stała się dojrzalsza, bardziej świadoma. I kwintesencją tego jest właśnie ich najnowszy album – Dark Divine.

Podobny obraz

Płytę otwierają mocne New Plagues i Nowhere Left To Sink. Oba są bardzo dynamiczne i energiczne. Dynamiczny to również bardzo dobre określenie całego krążka, który łączy w sobie spokojniejsze i mocniejsze momenty – zarówno jako całość, jak i w poszczególnych kawałkach. Oba utwory swoją świeżością zachęcają do dalszego wsłuchania się w album. I dobrze, bo naprawdę warto.

Dalej jest podobnie – Shallow Truths For Shallow Minds, tytułowe Dark Divinie, From The Dust ReturnedInstinctive Intuition czy zamykające False Idol to kawałki na bardzo wysokim poziomie z genialnymi liniami melodycznymi i tekstami, które są wielką siłą tego albumu. Bo Dark Divine to niezwykła i piękna opowieść o różnych stronach życia – zarówno tych dobrych jak i złych.

Warto zwrócić uwagę na trzy, według mnie najlepsze utwory na płycie – Empty the Same, Even God Has A Hell i The Skeletons I Keep. Jest to nieco lżejszy metal, wchodzący bardziej w hard rock (zawsze preferowałam takie kawałki). Wszystkie kompozycje mają jednak mocniejsze – „typowo metalowe” momenty, które dopełniają je i dodają spójności. Wśród licznych bardzo ostrych utworów, te wyróżniają się swoją delikatnością (choć to słowo tu nie pasuje, bo piosenki te zdecydowanie nie są delikatne) i po prostu chwytają mnie za serce zarówno melodiami jak i tekstami.

Jeśli chodzi natomiast o słabsze momenty to jako jedyny nie przemawia do mnie Mischief Managed. Trudno mi też sprecyzować, co dokładnie nie gra w tym utworze, ale po przesłuchaniu go (kilkakrotnie!), za każdym razem czułam się przytłoczona. Jest bardzo chaotyczny i mimo kilku świetnych momentów, całość zupełnie mi nie podchodzi.

Like Moths To Flames stworzyli bardzo dojrzałe wydawnictwo, z wieloma świetnymi utworami i zostającymi w głowie tekstami. Co jeszcze szczególnie mnie ujęło to wystawiony na pierwszy plan, genialny wokal Chrisa Roettera. Płyta jest spójna, świetnie zrealizowana i przemyślana – wszystko tu gra, mimo paru słabszych momentów. I mimo że metal nie należy do najpopularniejszych gatunków muzycznych (niewiele osób jest w stanie docenić jego piękno) to Like Moths To Flames udowadniają, że nawet najwięksi metalowi sceptycy mogą zakochać się w tym krążku (potwierdzone info). Jedyne czego mogę im życzyć to więcej takich albumów jak Dark Divine.

Tags
Show More


Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *