Takich legend jak grupa Oasis mamy dość mało. Szczególnie, kiedy w tej grupie pojawia się jeden z najbardziej nietuzinkowych wokali. Mowa o Liamie Gallagherze, który właśnie pokazał światu swój pierwszy solowy album. 

Jednak wróćmy na chwilę do historii, gdy w 2009 roku Oasis kończą swoją karierę. Wtedy właśnie formuje się band Beady Eye, gdzie Liam również ma swój wokalny udział. Wspólnie wydają dwa krążki. Pierwszy z nich Different Gear, Still Spending ukazuje się w 2011 roku. Dwa lata później długogrający album BE. Co dalej?… No właśnie – cisza. Jednak jak to bywa w przypadku takich muzyków, ich kariera nie mogła zakończyć się zbyt wcześnie. Artysta jak się okazało, nie potrafi zostawić muzyki i przerwać swojego procesu twórczego. I tak oto powstał krążek As You Were, stworzony już jedynie pod szyldem Gallaghera.

Czy fanów Oasis zadowoli taki obrót sprawy? Myślę, że miło będzie, nawet z czystej ciekawości, wysłuchać tego, czym zajmuje się teraz jeden z tych głosów muzyki, które lubimy najbardziej. W czasach, kiedy brzmienie brytyjskiego rocka coraz częściej pojawia się w radiostacjach, staje się tym, które bez problemu dociera do coraz większej ilości słuchaczy. Zabieg zamierzony, że akurat w tym momencie Gallagher zdecydował się wydać solowy krążek? Może. Ważne, że pozwoli nam to przypomnieć sobie jedną z postaci brytyjskiego rocka.

Na płycie znajdziemy 12 autorskich utworów, przy których Liam współpracował z Gregiem Kurstinem oraz Grech-Margueratem. Większość utworów należy do twórczości wykonanej wyłącznie przez samego Gallaghera, do którego momentami dołączają również Andrew Wyatt, Andrew Sidney Fox oraz Michael Tighe. Jednak, co ważne, cała warstwa tekstowa należy faktycznie do Gallaghera. Co otrzymujemy w efekcie? Przystępny krążek. Umówmy się jednak, że Oasis nie była nigdy nad wyraz wybitną grupą. Wszystko, co robili było także przystępne. Te kilka singli, jak jedyne w swoim rodzaju Wonderwall, czy Don’t Look Back in Anger niewątpliwie przejdą do historii. W całości dyskografia Oasis trochę zatapia się w podobnych brzmieniach.

Dokładnie to samo otrzymujemy na As You Were. Każdy z utworów jest po prostu przyjemny dla ucha. Melodyjny, lekko zahaczający o beatlesowe brzmienie, z jedną rzeczą nie do podrobienia, którą jest właśnie wokal Liama. Rozpoczynając od singla Wall of Glass, przez rozpędzone w rytm country Greedy Soul, czy brytyjsko brzmiące You Better Run, do nieco bardziej popowego Come Back To Me. Całkiem przyjemnie słucha się również ballad. Na czele wysuwa się tutaj For What It’s Worth, a przede wszystkim Paper Crown, czyli jedna z ciekawszych kompozycji, jakie pojawiły się na płycie. Kolejną, ciekawą, jednak zdecydowanie popową propozycją jest drugi singiel Chinatown. Spokojna, ale tym samym naprawdę wyróżniająca się melodia.

Problem tego krążka polega właśnie na przewidywalności. Każdy z utworów jest przyjazny. Tak, po prostu przyjazny. Jeśli trafimy na osobę, której brzmienie rocka rodem z Wielkiej Brytanii nie przeszkadza, album możemy uruchomić równie dobrze w tle, dla stłumienia ciszy. Nic szczególnego z niego nie wynika, poza tym, że faktycznie jest to kolejny krążek w dorobku Gallaghera. Tego Gallaghera z Oasis. Jeśli ktoś nie jest wielkim fanem ich muzyki, nic nie straci na tym, że płytki po prostu nie przesłucha.