Dział Publicystyka Leona Lewis - I Am (2015), recenzja Łukasza Mantiuka

Leona Lewis – I Am (2015), recenzja Łukasza Mantiuka

Jestem ogromnym fanem Leony Lewis, ale ona mnie nie lubi. Od kilku lat śledzę jej karierę i piszę w recenzjach, co powinna nagrywać. A ona i tak dalej swoje. I tak oto dostajemy po raz kolejny krążek, którego połowa powaliła mnie na kolana, a druga połowa spowodowała ból głowy.

Atmosfera od samego początku była gorąca. Leona Lewis opuściła wytwórnię-matkę, Simona Cowella i poszła na własne poletko. Podpisała kontakt z kimś innym i obrała zupełnie nową drogę. Odcięła się od Xfactora, „tego złego” Cowella i tak dalej. I wydała Fire Under Me Feet. Oszalałem. Ten utwór jest niesamowity i sprawił, że moje oczekiwania co do tego krążka poszybowały w górę. Później pojawiły się kolejne single – I Am czy Thunder. Była naprawdę, naprawdę dobrze.

Jednak problem pojawił się wraz z kolejnymi utworami. Pojawiły się Another Love Song, Power czy Ladders. Potem w końcu w moje ręce trafił cały album, odsłuchałem go od deski do deski. Raz, dwa razy, trzy razy. I zapłakałem (w sobie).

Coming Back With the Thunder

To nie jest zły album, żebyśmy dobrze się zrozumieli. To jest album, który może nagrać jakaś tam młoda, początkująca artystka. To po raz kolejny (po Glassheart) album, który Leonie po prostu nie przystoi. Co do niej mam oczekiwania potężne, a ona z krążka na krążka nie potrafi im sprostać. Znów mamy to samo, obok utworów, które robią piorunujące wrażenie, mamy koszmarki takie jak np. Another Love Song. Obok przepięknego, potężnego i znaczącego (tekst!) I Am jest Ladders (z żenująco złym tekstem). Obok tak znakomitej produkcji jak Fire Under Me Feet czy I Got You mamy porażająco źle zmontowane, poskładane i wyprodukowane Power czy Another Love Song.

Ten krążek jest po prostu niedopracowany. Brakowało mu kogoś, kto by spiął wsystko od początku do końca. Kto by czuwał nad każdym utworem. Początek krążka jest fenomnalny. Thunder, Fire Under Me Feet, You Knew Me When i I Am. To wielka czwórka, dla której mimo wszystko warto zapoznać się z tym wydawnictwem. A potem mamy już tylko tendencję spadkową. Produkcja w Essence of Me i Power jest słaba, teksty w Another Love Song i Ladders bolą.

Dokładnie te same argumenty miałem przy poprzednim albumie Leony, Glassheart. Tam mieliśmy znakomite utwory jak Un Love Me, Glassheart, Come Alve czy I to You. Ale obok nich koszmary jak Shake You Up, Stop the Clocks czy Favourite Scar.

Dlaczego Leona nie potrafi stworzyć dobrego albumu od a do z? Dlaczego każdy utwór nie może być dopracowany tak jak Fire Under Me Feet, tak emocjonalny i prawdziwy jak I Am, tak przebojowy jak I Got You czy tak piękny jak You Knew Me When? Przecież widać, że Leona potrafi. Tekst I Am to naprawdę jeden z lepszych tekstów tego roku. To on winduje ocenę tego albumu w górę. Podobnie jak You Knew Me When czy Thunder. Jednak Another Love Song z kolei obniża ocenę (tak, to kolejna głupia piosenka o miłości). I tak w kółko.

I am free without you
I am stronger without you
Thought I would never rise again
But I am, I am

I Am



And I won’t wait any longer
When you left me down, I got stronger
If you want to wait for lightning
I’m on the horizon
Well, I’m coming back with the thunder
Well, I’m coming back with the thunder Thunder



This May Not Be, Not Be Perfect But I’m Happy and I’ve Earned It

Coś, co zdecydowanie zasługuje na oddzielny akapit i jest nienaganne w każdej piosence – nawet tej najgorszej – to wokal artystki. Leona Lewis ma glos i mogłaby być drugą Adele. Nawet utwór Fire Under Me Feet jest trochę takim Rolling in the Deep light. Nie można jej niczego zarzucić. Nie ma się do czego przyczepić. Jest się po prostu pod wrażeniem.

Kończąc moje wywody – ten krążek mógłby być doskonałym albumem w klimatach samoakceptacji, zgody z samym sobą, pogodzenia się z losem i tym podobne. I po trochu taki jest, utwór I Am czy Thunder doskonale wpisują się w tę tematykę. Dlaczego cały krążek nie poszedł w tym kierunku? Dlaczego powstało (tak, czepiać się tego utworu będą przy każdej możliwej okazji) Another Love Song? Standardowa edycja zawiera zaledwie dziesięć utworów, to mogłoby być naprawdę dziesięć najlepszych piosenek w karierze Leony Lewis. Niestety, jedynie cztery z nich powodują moje zachwyty. Piąty mi się podoba, kolejne ujdą, ale kilku nie zdzierżę. Edycja Deluxe również nie zachwyca. Mimo wszystko jednak, zapoznajcie się z nim. Włączcie od początku do końca. W końcu to Leona.

Łukasz Mantiukhttp://allaboutmusic.pl
Wydawca i redaktor naczelny All About Music, na stałe (i z miłości) osiedlony w najpiękniejszym mieście Polski, Gdańsku. Miłośnik mainstremu oraz wszystkiego, co niemainstremowe. Lubi proste rzeczy i eksperymentalne, ciekawe i nudne, nowe i stare. Beyoncé i Marylę Rodowicz, Years & Years ale i Evanescence. Popowo i rockowo, soulowo i elektronicznie.

Popularne