Ta Obdarzona ogromnym wachlarzem umiejętności wokalnych artystka nie zwyciężyła programu The Voice UK, ale podpisała kontrakt z wytwórnią Capitol Records. Leah McFall, bo o niej mowa, szybko wydała lead singiel, który zapowiadał jej debiutancki album. Chwilę później zrezygnowała z tego pomysłu i zdecydowała się zacząć niezależną karierę, którą otwiera minialbum Ink.

Dość długo musieliśmy czekać na jakikolwiek materiał od pani McFall. Dopiero po trzech latach wydała swoją długo wyczekiwaną epkę, która jest mieszanką współczesnej muzyki pop z domieszką r&b i soulu. Zwiastowały ją: klimatyczny i pięknie liryczny Wolf Deen, który pokazuje pełną gamę możliwości wokalnych artystki oraz mocno popowy Happy Human. Ta druga piosenka stanowi niezbyt dobrą odskocznie od nostalgicznego i spokojnego albumu.

Dlatego też wydawnictwo to nie trafi do każdego, a grono odbiorców jest zawężone. Jeżeli jesteście fanami bopów i muzyki dynamicznej, to zapewne minialbum nie trafi w Wasze gusta. Natomiast jeżeli jesteście fanami muzyki popularnej, lecz tej bardziej spokojnej i tej bardziej wymagającej, to zapewniam, że pokochacie to wydawnictwo.

Produkcja całego albumu, jak i poszczególnych utworów imponuje. Leah wszystko dopięła na ostatni guzik. Każda piosenka osobno brzmi dobrze i razem tworzy spójną całość. Dobrym posunięciem było dać też dynamiczne Happy Human na początek, ponieważ umieszczenie go w dalszej części, mogłoby wybić z rytmu odsłuchiwania epki.

I thought love was going to be beautiful
Feel like I wore colour to a funeral
We’re born and we died
I know I’ll be alright
It’s just that I thought love was gonna be beautiful
I wore colour to a funeral

Jednak nie produkcja jest tutaj najlepsza. Otóż największym atutem, który miażdży wszystkie pozostałe kryteria płyty jest wokal. Głosem Leah można się zachwycać w każdym utworze. To właśnie jej zdolności wokalne sprawiają, że wydawnictwo zyskuje na klimacie. Pani McFall maluje głosem i często sama nadaje melodyjności utworom, jak w Wolf Den czy Ink. Wydawnictwo skonstruowane jest tak, żeby na pierwszy plan wysuwał się wokal, a cała reszta stanowiła wysublimowane tło.

Warstwa liryczna też nie odstaje od całej reszty, choć tu już muszę być bardziej krytyczny. Bo o ile Leah napisała świetny tekst do np. Ink czy Colours At a Funeral, to powstał również dziecinny, lekki w odbiorze do Happy Human. Ta ostatnia to zdecydowanie kula u nogi całego minialbumu. Przy tak wymagającej epce dostajemy tak słaby i prosty utwór.

Powinniśmy się cieszyć, że Leah obrała własną ścieżkę i postawiła na solową, niezależną karierę, ponieważ epka Ink jest dobra i dość oryginalna ze względu na produkcję i głos. Widać, że czasem warto być artystą, który jest zależny od siebie, a nie od dużych wytwórni. Jestem ciekaw czym Pani McFall zaskoczy nas w przyszłości i czy w ogóle jeszcze będzie w stanie nas zaskoczyć, ponieważ niektórzy artyści wypalają się już przy debiucie.

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Paweł Markiewicz
7.5/10
Dariusz Kozera
7/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Odgadnąć przyszłość” – Wywiad z Katie Stelmanis, wokalistką zespołu Austra
Następny artykułNowy teledysk: Mateusz Grędziński – Obietnice
Student II roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.