Dział Publicystyka Lady Pank - Miłość i Władza (2016), recenzja Michała Szuma

Lady Pank – Miłość i Władza (2016), recenzja Michała Szuma

W ostatnim czasie przechodzimy w Polsce okres pewnej wymiany pokoleń. Starsi wykonawcy ustępują miejsca młodym wilkom, które wyrastają niczym grzyby po deszczu. Nie znaczy to jednak, że od tej reguły nie ma wyjątków, gdyż jednym z nich jest Lady Pank. Premiera ich najnowszego dzieła, Miłość i Władza, przypada własnie dziś – niemal 35 lat po założeniu zespołu.

Nostress! To Lady Pank!

Popieram stwierdzenie, że wiek to tylko cyferka, a każdy przejaw tzw. starości traktuję raczej w kategoriach nabycia nowego doświadczenia niż powodu do wmawiania sobie, że coś się przedawnia. Podobne mechanizmy działają w muzyce, o czym przekonuje nas Lady Pank swoją najnowszą płytą. Nie jest to bowiem album ani przełomowy, ani odkrywczy. Jest on raczej czymś co wszyscy już słyszeli, tyle że pod nieco inną banderą. Tym razem hasłem przewodnim jest Miłość i Władza, więc tematy bliskie ludziom.

Taka też jest muzyka na tym krążku, bo to własnie od niej zacznę. Brzmienie grupy jest tak charakterystyczne, że nie da się go pomylić z żadnym innym zespołem. Jest to suma gitary akustycznej, elektryka z ograniczoną liczbą efektów i rytmicznych bębnów, wpadających w ucho z prędkością światła. To powoduje, że muzycznie odnotowujemy constans. Najlepszym tego przykładem (a raczej pierwszym lepszym z brzegu) jest utwór numer jeden – Miłość. Kto z Was, słysząc pierwsze dźwięki tej kompozycji, od razu pomyślał o Stacji Warszawa?

[pro_ad_display_adzone id=”112511″]

Abstrahując jednak od braku progresu, skupmy się na samej wartości „merytorycznej”. Czasy Kryzysowej Narzeczonej i Tańcz Głupia Tańcz już dawno minęły, więc teraz rozpatrywałbym tę płytę raczej przez pryzmat muzyki pop aniżeli rock (ew. hybrydy zwanej pop rockiem, ale nie w smak mi takie stwierdzenia). Jeżeli taka jest prawda, to trzeba przyznać jedno: plan udał się w stu procentach. Płyta pełna jest energicznych numerów, ale – dla równowagi – znajdziemy też na niej piosenki takie jak Trochę Niepamięci czy Mogę Sobie Pójść, wprowadzające do całokształtu nieco melancholii i romantyzmu.

Wspomniana przeze mnie teoria popowego charakteru byłaby jednak trochę krzywdząca, gdyż teksty mają w sobie coś z dawnego ducha Lady Pank. Już sam tytuł płyty narzuca pewną drogę, realizowaną konsekwentnie w warstwie lirycznej, co oczywiście wiąże się z takimi a nie innymi zwrotkami. Do pierwszego członu, czyli miłości, nawiązuje tytułowa Miłość, a także Mogę Sobie Pójść czy Dowód. Druga fraza, czyli władza, to już popis lirycznego buntu, bo oprócz tytułowej Władzy mamy takie utwory jak Lizusy i Droga. W kwestii tekstów jest zatem dobrze, a nawet bardzo dobrze.
[pro_ad_display_adzone id=”112511″]
Co do samej koncepcji tej płyty, to wydawnictwa ukazujące się po tak długim czasie od założenia kapeli, są w 99% powieleniem tego, co znane i lubiane. Jedni to akceptują, inni tego nienawidzą, lecz suma summarum takie rzeczy po prostu się dzieją. Osobiście jestem zwolennikiem akcji pokroju tej z 2012 roku, kiedy to Lady Pank wydało płytę Symfonicznie. Inne aranże, inny klimat, a przy tym zachowane piękno mijających lat. Nie zrozumcie mnie źle – album Miłość i Władza jest naprawdę dobry i zapewne odniesie on sukces komercyjny, ale czasem w przypadku takich projektów może dojść przez to do przerostu formy nad treścią. Tym razem tak się nie stało i zespół spokojnie może ruszać w Polskę z nowym materiałem. Fakt – w plenery pełne popcornu i waty cukrowej, ale ostatecznie liczy się muzyka, prawda?

Michał Szum
Pasjonat muzyki, wielbiciel sportu, miłośnik nauki, kucharz amator. W wolnych chwilach publicysta na All About Music :)

Popularne