Lady Gaga o nowym filmie „Narodziny Gwiazdy”, akcji #MeToo oraz dekadzie z muzyką. Tłumaczenie artykułu z Vogue USA (10/18)

Lady Gaga pojawiła się na okładce październikowego Vogue USA. Mamy dla Was pełne tłumaczenie tekstu z tego wydania magazynu.

Dom Lady Gagi w Malibu znajduje się przy względnie nieciekawej ulicy, na zwykłym (jak na Malibu), podmiejskim osiedlu. Kiedy bramy jej posiadłości się otwierają, należy jechać prosto długą, żwirową drogą, która przecina kompleks położony na sporym terenie, i wiedzie obok ogrodzonego padoku, gdzie wokalistka jeździ na swojej klaczy Arabelli, obok stodół i stajni, i ogromnych szczekających psów o imionach Grandpa i Ronnie. Prowadzi wreszcie do zbudowanego z kamienia polnego domu, który na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakby pochodził z południowej Francji. Radosny młody chłopak wita mnie, gdy siedzę jeszcze w samochodzie, wyjaśnia, że jest szefem ochrony i prosi o podpisanie umowy poufności. Wokoło stoi kilkanaście samochodów, należących w większości do ludzi pracujących na tym terenie. Ich zadaniem jest opieka nad posiadłością lub jej właścicielką. Całość robi wrażenie, ale jest jednocześnie bezpretensjonalna, przynajmniej jak na dom światowej gwiazdy w Malibu.

Kiedy Gaga schodzi ze schodów i wychodzi na gorące, leniwe, sierpniowe powietrze, ma na sobie prześwitującą suknię o fioletowym kolorze, z marszczonymi wykończeniami, którymi zamiata podłogę. Pod spodem jedynie pasujący biustonosz i stringi, a na nogach buty kitten heels w kolorze nude. Do tego diamentowa biżuteria godna szyi Elizabeth Taylor.

Gaga, co nietypowe, jest opalona, po długich wakacjach z chłopakiem na jakiejś odległej tropikalnej wyspie. Kiedy prowadzi mnie przez francuskie drzwi do ogrodu, widzę przez prześwitujący materiał niemal każdy z jej wielu tatuaży (a także zarys jej kształtnej pupy). Róże chyboczą się na wietrze, a długi, pochyły trawnik, prowadzący do basenu i dalej, nad Ocean Spokojny, mieni się w wysokim, popołudniowym słońcu. „To jest moje sanktuarium. Moja oaza spokoju. Nazywam to moim cygańskim pałacem.” – mówi Gaga.

Kupiła ten pałac około cztery lata temu, kiedy zarówno psychicznie, jak i fizycznie, przechodziła trudny okres. Ostatnio spędza tu coraz więcej czasu. „Pozbyłam się mojej posiadłości w Nowym Jorku. Każdy dzień był tam dla mnie nerwowy, jak tylko wychodziłam na ulicę” – wyjaśnia piosenkarka. Kiedy tak stoimy i patrzymy na ocean, pytam, czy jest szczęśliwa. „Tak. Skupiam się na rzeczach, w które wierzę. Przekraczam własne granice. Stawiam stopę na nowym terytorium – z obawą, ale i ekscytacją.” (Gaga ma śmieszny zwyczaj dobierania właściwych słów przy każdej okazji.) „To ciekawy czas w moim życiu. Jest to z pewnością moment przełomowy. Minęła już cała dekada.”

W kwietniu Gaga napisała na Instagramie, że minęła dziesiąta rocznica jej pierwszego singla „Just Dance”. To była piosenka wakacji 2008 roku– ostatnie godziny złotych lat, tuż przed załamaniem się gospodarki. Gaga niemal natychmiast stała się największą gwiazdą pop na świecie. Nawiedzała marzenia senne i koszmary wraz ze swoimi potworami, sukienkami z surowego mięsa i jednymi z najbardziej wpadających w ucho melodii wszech czasów (GA-GA U-LA-LAAA!). Kiedy pytam, co się zmieniło przez ten dziesięć lat, trzydziestodwuletnia dziś Gaga mówi: „Wszystko. Zmieniło się właściwie wszystko.” Na chwilę się zamyśla. „Nazwałabym to nieprzerwanym tornadem. Kiedy wpadam w ten kreatywny proces albo zaczynam marzyć, to czuję, jakby mnie porywały sanie ciągnięte przez tysiąc koni i wtedy pracuję na okrągło.” Kolejne zamyślenie. „Zyskiwałam i traciłam przyjaciół, zawężałam więzi z tymi, których znałam od dziecka, ale w tym wszystkim pojawiało się dużo bólu emocjonalnego. Nie rozumiałam za bardzo, co się dzieje. Musiało minąć aż dziesięć lat.”

Piątego października Warner Bros. Pictures wypuści w USA czwartą odsłonę tragicznej historii miłosnej z muzyką w tle: „Narodziny gwiazdy” z Bradleyem Cooperem i Lady Gagą. Pierwsza wersja powstała w 1937 roku i grali w niej Janet Gaynor oraz Fredric March, następnie Judy Garland i James Mason w 1954 i Barbra Streisand z Krisem Kristoffersonem w 1976 roku. Gaga nie określa filmu jako remake, tylko jako „podróżująca spuścizna”. W roli reżysera zadebiutował Bradley Cooper i udało mu się stworzyć film, który jest bardzo poruszający na wielu płaszczyznach: jako romans, dramat, musical, i coś jeszcze zupełnie innego, jakby nagranie live albo dokument o starym dobrym rock and rollu. Cooper mówi: „Chciałem opowiedzieć historię miłosną i dla mnie najlepszym nośnikiem była muzyka. Przy muzyce niczego nie da się ukryć. Każda tkanka Twojego ciała się budzi, kiedy śpiewasz.” Jak ocenił Sean Penn po kilkukrotnym obejrzeniu tego filmu: „To najlepszy, najważniejszy komercyjny film od wielu lat.” Cooper i Gaga (opisywani przez niego jako „cudowni”), a także sam film, będą najprawdopodobniej nominowani do wielu nagród.

Cooper całkowicie przeobraził się w tym filmie w gwiazdę rocka, która ma problem z narkotykami i alkoholem. Nauczył się grać na gitarze, przez półtora roku pracował z nauczycielem emisji głosu i gry na fortepianie, a nawet napisał trzy piosenki. „Wszystko dzięki Lady Gadze” – mówi. „To ona dała mi tę pewność siebie.”

Jego wokal jest zaskakująco dobry. Gaga, której dotychczasowe doświadczenie aktorskie ograniczało się do teledysków (np. długa wersja „Telephone” albo „Marry the Night”), kilku odcinków „American Horror Story” i paru epizodów w filmach Roberta Rodrigueza, nie tylko dorównuje Cooperowi, ale też gra w taki sposób, że można zapomnieć, że to Lady Gaga, co jest nie lada wyczynem. Ale to, co decyduje o sukcesie tego filmu, to niezwykła chemia pomiędzy dwiema gwiazdami, a w szczególności pierwsze sceny, w których się spotykają i zakochują w sobie. To jedne z najbardziej poruszających, wiarygodnych i czułych scen pomiędzy dwojgiem aktorów, jakie kiedykolwiek widziałem.

Wchodzimy do środka i rozsiadamy się na sofach w stylu boho-chic w pokoju obok kuchni. Gaga otwiera butelkę rosé. Na stole stoją świeczki i cięte kwiaty.

Gaga po raz pierwszy spotkała Coopera przy okazji „Saturday Night Live” około pięć lat temu, ale tylko przez krótką chwilę, a później w 2016 roku, gdy zgadzała się na występ w „Narodzinach gwiazdy”. „Miała włosy zaczesane do tyłu i śpiewała „La Vie en Rose” a ja po prostu… lewitowałem. Jej głos przeszywał mój mózg jak diament. Niesamowicie podobała mi się ta barwa, jej ruchy.” Cooper zadzwonił do agenta Gagi i już następnego dnia pojechał do Malibu. „W chwili, gdy go ujrzałam – mówi Gaga – miałam wrażenie, że znam go od dziecka. Momentalnie zaiskrzyło, od razu się rozumieliśmy.” Cooper wspomina: „Zeszła ze schodów i poszliśmy na patio. Ujrzałem jej oczy i serio, po prostu coś kliknęło. Pomyślałem sobie: wow. W skrócie po prostu dałem jej rolę. Gaga odpowiedziała na to: „Jesteś głodny?” i przyznałem, że burczy mi w brzuchu, więc poszliśmy do kuchni na spaghetti i klopsiki”.

Gaga: Ani się obejrzałam, a już gotowałam mu obiad i gadaliśmy. A potem zarzucił: „Chciałbym spróbować zaśpiewać z Tobą ten numer.

Cooper: Trochę się ze mnie śmiała, że to proponuję, ale powiedziałem, że wyjdzie tylko, jeśli zaśpiewamy razem. Ona na to: „Co to za piosenka?” A ja: „Midnight Special”, taka stara piosenka ludowa.

Gaga: Wydrukowałam nuty, a on na telefonie miał słowa. Usiadłam do pianina i zaczęłam grać, a Bradley śpiewać. Przerwałam i wykrzyknęłam „O mój Boże, Bradley, jaki Ty masz niesamowity głos!

Cooper: Spytała, czy ktokolwiek wcześniej mnie słyszał i przyznałem, że nie.

Gaga: On śpiewa prosto z serca, wkładając w to całego siebie! Od początku wiedziałam, że ten facet poradzi sobie z rolą gwiazdy rocka. A moim zdaniem niewielu aktorów z Hollywood by to potrafiło. W tym momencie zrozumiałam, że ten film będzie naprawdę wyjątkowy.

Cooper: Powiedziała „Powinniśmy to nagrać!” Więc wyciągnąłem telefon i zaczęliśmy śpiewać. To było niesamowite. Po prostu poszło. Pokazałem ten filmik Warner Bros i stał się on jednym z powodów, dla których dali nam zielone światło.

Co ciekawe, reżyserem filmu miał być początkowo Clint Eastwood i na pewnym etapie w roli kobiecej miała zostać obsadzona Beyoncé, a męskiej Cooper (z wyboru Eastwooda). „Miałem wtedy 38 lat i czułem, że nie dam rady” – mówi czterdziestotrzyletni dziś Cooper. „Nagrałem wtedy z Clintem „Snajpera” i pograłem „Człowieka Słonia” przez rok na Broadwayu i pomyślałem sobie „Teraz już jestem gotów.” Fala sławy zalewa zazwyczaj młodych ludzi, ale „Narodziny gwiazdy” to opowieść o dorosłych. „Często powtarzałem Gadze, że to jest film o ludziach, którym się udało odnieść sukces dopiero w wieku 31, a nie 21 lat. Rozmawialiśmy dużo o jej początkach na Lower East Side; opowiadała mi o barze drag queen, gdzie spędzała czas i pomyślałem sobie „rety, to jest dopiero czadowy motyw dla tej historii.”

Faktycznie, jedna z najlepszych scen filmu pojawia się na samym początku, kiedy Jack, spragniony drinka, wtacza się do baru dla gejów w noc poświęconą drag queen. Ally jest jedyną kobietą, której tłum pozwala występować na ich scenie. Kiedy śpiewa „La vie en rose”, Jack zakochuje się w niej. Gaga twierdzi, że chemia między nią a Cooperem tak dobrze wypadła w filmie, ponieważ jest prawdziwa. Ale uważa też, że Cooper świetnie dał sobie radę z pokazaniem, co się dzieje, kiedy do gry wchodzą miłość i sława. „Obydwa te zjawiska są bardzo skomplikowane, złożone, mają wiele emocjonalnej głębi. Jemu udało się to pokazać. Moim zdaniem dzięki temu film wyszedł tak dobrze, ponieważ wszystko było autentyczne. Ja sama przeżyłam coś takiego, więc mogę potwierdzić, że naprawdę tak jest” (Kolejna rzecz, która nadaje filmu autentyczności: Cooper znalazł w obsadzie miejsce dla kilku drag queens, które znał z Filadelfii, a także prawdziwych tancerzy, choreografów, fryzjerów i makijażystów Gagi, którzy pojawiają się w kilku scenach.)

W grudniu byłem w domu Coopera w Los Angeles, żeby obejrzeć wstępny materiał do filmu. Siedzieliśmy w sali kinowej, którą zaprojektował we własnym garażu, otoczeni gitarami i starym pianinem, a jego montażysta pracował nad scenami. To co od razu mnie zaskoczyło, to jak niezwykle ekspresywne były sekwencje muzyczne. Cooper wyjaśnił, że na życzenie Gagi, wszystkie były nagrywane na żywo. „Muzyka jest tak prawdziwa, jak to tylko możliwe” – powiedział mi tego dnia. Niektóre ze scen koncertowych były nagrywane na festiwalu muzyki country Stagecoach w Kalifornii, a inne na festiwalu Glastonbury w Anglii. „Na Stagecoach, cztery minuty przed tym jak Willie Nelson zaczynał koncert, wskoczyliśmy na scenę” – wspomina Cooper. „To było coś. Na Glastonbury występowałem przed 80 000 ludzi. To było szaleństwo. Lady Gaga jest w tym tak świetna, że jeżeli ja nie tworzyłbym autentycznych sytuacji, to moja postać momentalnie by odstawała. We wszystkim musiałem się starać dorównać do jej poziomu.”

Niektóre fakty z życia Gagi nie są przez wszystkich znane. Kiedy miała cztery lata, zaczęła grać na pianinie, a w wieku jedenastu lat – pisać piosenki. Mimo to bardziej chciała zostać aktorką, niż piosenkarką. W wieku dwunastu lat, zaczęła chodzić na zajęcia z aktorstwa w Lee Strasberg Theatre & Film Institute, a później w School of the Arts na Uniwersytecie Nowojorskim. „Uwielbiałam to – wspomina Gaga – ale byłam beznadziejna na przesłuchaniach. Bardzo się stresowałam i nie potrafiłam być sobą.” Więc postanowiła zostać muzykiem i po roku miała już zgodę na album.

Czy denerwowała się kręcąc film? „Oczywiście, ale wiedziałam w głębi serca, że mam to, czego potrzeba, żeby zagrać autentycznie.”

Największym wyzwaniem dla Gagi było stworzyć postać sceniczną, która nie przypominałaby… Lady Gagi. „Chciałam, żeby publiczność była zanurzona w czymś kompletnie innym. Ciężko to wytłumaczyć, ale po prostu tak jakby stałam się Ally.” O ile role Garland i Streisand są świetne, o tyle czasem oglądając je ma się wrażenie, że ogląda się… Garland i Streisand. Rola Alice nie mogła zatem trafić lepiej, niż w ręce Gagi. „To taki zaszczyt. Judy Garland jest bezkonkurencyjnie moją ulubioną aktorką wszech czasów. Oglądałam jej występ w „Narodzinach gwiazdy” i to było niesamowite. Jest tam taka naturalna, tak bardzo pasuje. Jej oczy się szklą i już widzisz jej pasję, siłę i emocje, które słychać także w jej głosie.” Pewnego dnia Streisand przyszła na plan. „To była magiczna chwila. Czułam się, jakby przekazywała mi pałeczkę.” Kiedy wspominam o głosie Streisand, Gaga mówi: „Jej śpiew jest nie z tej ziemi, ale to, co zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie, to jej niezwykłe zaangażowanie, widoczne we wszystkim, co robiła. Współtworzyła ten film. To że podeszliśmy do tego filmu od dobrej strony, dodało mi otuchy.”

Soundtrack zostanie wydany w Stanach tego samego dnia, co film, a ponieważ za jego produkcję odpowiada Lady Gaga, to miała ona największy wpływ na jego kształt. Wielu tekściarzy i producentów pracowało nad poszczególnymi piosenkami, ale mózgiem procesu byli Gaga i Cooper.(…) Gaga postanowiła przepleść niektóre nagrania fragmentami dialogów. Na soundtracku pojawią się również piosenki, które nie trafiły do filmu, określane przez Gagę jako „prezenciki”.

Pyta, czy chcę usłyszeć, co stworzyli, więc idziemy do maleńkiego pomieszczenia za kuchnią – czegoś w rodzaju mini biura ze stołem, komputerem i dwoma bardzo mocnymi głośnikami. Podłącza swój telefon i wybiera żwawą piosenkę z akompaniamentem pianina, o tytule „Look What I Found”. Od pierwszych nut zaczyna tańczyć i śpiewać na całe gardło, stojąc jakiś metr ode mnie. Nagle czuję się trochę jak James Corden w nowej produkcji: Kitchen Karaoke. Nie mogę się powstrzymać, więc też zaczynam tańczyć. „Nasza mała, prywatna dyskoteka” – mówi Gaga.

Wybiera kolejną piosenkę – ogromną, smutną balladę z udziałem orkiestry w pełnym składzie, zatytułowaną „Before I Cry”. Jest to pierwszy utwór, do którego Gaga stworzyła aranżację na smyczki i przy którym dyrygowała orkiestrą w studiu. Inspiracją była wstrząsająca scena z filmu, kiedy Jack wraca do picia i robi awanturę Ally, kiedy ta siedzi w wannie. Na soundtracku, rozpoczyna się dialogiem:

  • Ally: „Dlaczego się jeszcze nie napijesz?? Możemy się najebać do tego stopnia, że po prostu znikniemy! Hej! Masz te pigułki w kieszeni?”
  • Jack: „Masz obleśną mordę.”
  • Ally: „Co mam?”
  • Jack: „Masz obleśną mordę i tyle.”

Piosenka leci, a my stoimy na przeciwko siebie w tym małym pokoiku i już po chwili oboje mamy łzy w oczach. Gaga mnie przytula, idziemy do kuchni po więcej wina, a ona mówi jakby do siebie: „To cudowne, że tańczymy i płaczemy. Zupełni jak Włosi.” „To mój naturalny stan – odpowiadam. – Taniec i łzy”. „Mój też” – mówi Gaga.

Jedną z wielu nieznanych cech Lady Gagi jest jej skrytość. O jej nowym partnerze Christianie Carino wiemy tylko, że ma 48 lat i jest jej agentem, ponieważ Gaga nie lubi o nim opowiadać. Całkowicie milczy na temat materiału, który przygotowuje na nową płytę albo scenariuszy, które zalegają na biurku. Wie lepiej niż inni, że odrobina tajemnicy i magii jest na wagę złota w świecie, w którym wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Jej granice mogą się wydawać niezrozumiałe: nie zdradzi, gdzie spędzała wakacje, ale otwarcie opowie o tym, że była molestowana seksualnie jako nastolatka.

Jej piosenka z 2015 roku „Til it Happens to You”, którą napisała wraz z Diane Warren do dokumentu o molestowaniu „The Hunting Ground”, była nominowana do Oscara. Na gali z 2016 roku Gaga wystąpiła na scenie z 50 innymi ofiarami przemocy seksualnej, jakby przewidując kampanię #metoo, która ku jej zdziwieniu rozpoczęła się rok później. „Czuję się jednocześnie jak głos w debacie i jak zszokowany obserwator, śledząc ruch #metoo. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Ja nigdy nie powiedziałam, kto mnie molestował, ale każdy inaczej radzi sobie z taką traumą.”

Wciąż nosiła nazwisko Germanotta, kiedy w wieku 19 lat została zgwałcona przez producenta muzycznego. Nikomu o tym nie powiedziała. „To mi zajęło lata. Nikt nie wiedział. Próbowałam to wymazać z pamięci. A kiedy w końcu wyszło na jaw, to przybrało postać wielkiego, obrzydliwego potwora. Musiałam mu stawić czoła, żeby się z tym uporać.” Pod koniec 2016 roku, Gaga wyjawiła w rozmowie z „Today”, że po tym wydarzeniu cierpi na zespół stresu pourazowego. „Mam pewne problemy z psychiką. Na początku czułam się źle z tym, że okłamywałam cały świat, bo nikt nie wiedział, ile bólu w sobie noszę. Dlatego postanowiłam o tym opowiedzieć, bo nie chciałam ukrywać więcej niż musiałam.” Kiedy pytam o objawy, odpowiada: „Czuję się skamieniała. Albo struchlała. Znasz to uczucie, kiedy jedziesz na roller coasterze i zbliżasz się do wierzchołka, i wiesz, że za chwilę zjedziesz ostro w dół? Ten strach, to uczucie w żołądku? Moja przepona się zaciska. Nie mogę oddychać, a moim ciałem wstrząsają spazmy. Zaczynam płakać. Tak się czuje ofiara traumatycznych doświadczeń każdego dnia. To jest beznadziejne. Zawsze powtarzam, że trauma ma mózg. I tym mózgiem obejmuje wszystko, co robisz.”

We wrześniu 2017 roku, Gaga ogłosiła na Twitterze, że cierpi na ostry ból nerwowy wywołany przez fibromialgię – złożony i wciąż nie do końca rozumiany syndrom, który jej zdaniem pojawił się u niej w wyniku napastowania seksualnego. Przez rygory życia w trasie i ciężar sławy, jego objawy zaczęły się nasilać. Na początku tego roku właśnie z tego powodu musiała skrócić trasę europejską o dziesięć koncertów. W dokumencie dostępnym na platformie Netflix o tytule „Gaga: Five Foot Two”, który podobnie jak „Narodziny Gwiazdy” został wyprodukowany przez Live Nation Productions, Gaga zezwoliła kamerom na sfilmowanie swojej choroby, żeby ułatwić zrozumienie tego syndromu. „Bardzo irytują mnie ludzie, którzy uważają, że fibromialgia to zmyślona choroba. Dla mnie, i zapewne dla wielu innych osób, jest to nieprzerwany ciąg strachu, depresji, traumy, paniki. To wszystko atakuje system nerwowy i skutkuje bólem nerwowym. Ludzie powinni być bardziej empatyczni. Ból chroniczny to nie żart. Budzę się każdego dnia z niepokojem, jak dziś się będę czuć.”

W dniu naszego spotkania Lady Gaga jest okazem zdrowia; ma błyszczące oczy i opaloną skórę. „Każdego dnia jest coraz lepiej, bo mam wspaniałych lekarzy, którzy się mną opiekują i przygotowują mnie do występów.”
Jeśli mowa o występach, to Gaga podpisała ostatnio kontrakt z MGM Resorts International opiewający na kwotę stu milionów dolarów, żeby stworzyć salę koncertową w Las Vegas gotową pomieścić 5300 osób. Będzie się nazywać „Lady Gaga Enigma” i w ciągu dwóch lat gwiazda zagra tam 74 koncerty (pierwszy 28. grudnia). Takie tempo wydaje się rozsądne – Gaga będzie miała czas grać w filmach i jednocześnie dbać o siebie. „Nigdy nie podobało mi się to, co ludzie mówią o Las Vegas – że jest to miejsce, do którego się przenosisz, kiedy Twoja kariera upada. Bycie „dziewczyną z Las Vegas” to dla mnie spełnienie marzeń. To coś, co zawsze chciałam robić”.

Kiedy tak patrzę na nią siedzącą na przeciwległej kanapie we fioletowych szyfonach ociekających diamentami, to bardzo pasuje mi do Vegas. Zawsze była mistrzynią w mieszaniu nostalgii z nowoczesnością i tworzeniu czegoś całkowicie nowego i odkrywczego. Praca nad koncertami w „Lady Gaga Enigma” zjednoczyła oczywiście na nowo „Haus of Gaga” – team jej stylistów i sztukmistrzów ds. potworów. „Tworzymy coś zupełnie nowego, trzymając się ikonografii, z którą zawszy byliśmy kojarzeni. Chcemy, żeby fani czuli się na naszych koncertach jak w domu.”

A propos ikonografii! Jakoś nie zauważyłem, że od kilku godzin siedzę obok manekina, który ma na sobie ciężką, metalową uprząż, która przypomina klatkę piersiową gada i kręgosłup. Dzieło wykonał Shaun Leane, designer biżuterii, który współpracował regularnie z Alexandrem McQueenem. Gaga podnosi inny przedmiot, również autorstwa Leane’a, przypominający okrągłe metalowe nakrycie głowy – część wystawy „Savage Beauty” z Met Gali. Wokalistka delikatnie kładzie to na swoich włosach i mówi: „Kupiłam na aukcji.” Chce mi pokazać jeszcze coś innego, do czego szuka klucza. Znajduje go w kuchni i po drodze do tego czegoś, szybko oprowadza mnie po domu. W jej salonie wielkości sali balowej znajduje się wielki fortepian, gigantyczna różowa sofa i jeszcze większy różowy dywan. „Lubię róż. To odprężający kolor”. Zauważam też statuetkę Golden Globe (którą zdobyła za „American Horror Story” w 2016 roku) i oprawioną w ramkę fotografię Patti Smith stojącą obok zdjęć synów Eltona Johna i Davida Furnisha, których Gaga jest matką chrzestną. Na kominku stoi oprawiony list od Davida Bowiego („Droga Lady, Niestety przez kilka miesięcy nie będzie mnie w Nowym Jorku, ale bardzo dziękuję za ciasto.”). Na ścianie wisi ogromny obraz George’a Condo przedstawiający kobietę w sukni balowej. Jej twarz pokryta jest smugami i plamami. „Przypomina mi mnie samą” – mówi Gaga, puszczając do mnie oko. „Piękna, ale niepozbawiona skaz.”

Znalezione obrazy dla zapytania Lady Gaga Vogue Cover Photographed by Inez and Vinoodh

Wreszcie docieramy do zamkniętych drzwi. Gaga przekręca klucz i moim oczom ukazuje się… pokój mody! Dwa pokoje! „Jest to głównie Saint Laurent autorstwa Hediego Slimane’a.” – wyjaśnia. „Jestem ciekawa, co będzie robił u Céline. Tu jest peleryna McQueen’a, która została wykonana specjalnie dla mnie do teledysku ‘Alejandro’. A tam…”– przechodzimy do kolejnego pomieszczenia, do głębszej części garderoby, gdzie kłębią się pióra i cekiny, a wszystko przykrywa dużo czarnej skóry. „To wszystko Gianni Versace z lat dziewięćdziesiątych. Część z tego wciąż noszę, ale większość przechowuję, żeby pewnego dnia przekazać muzeum. Kocham tych projektantów.” Pauza. „Tu jest mój kapelusz z Joanne!” To różowa fedora, którą nosiła w prawie każdym teledysku i na każdym występie na trasie „Joanne”, kiedy stylizowała się na… siebie.

Kiedy skończyła się era tych szalonych, błyszczących, maskujących kostiumów? „Moda, sztuka i muzyka zawsze były dla mnie rodzajem zbroi. Wymyślałam coraz więcej fantazji, w które mogłabym uciec. Zawsze, kiedy zrzucałam z siebie ten pancerz, czułam się jak po zimnym prysznicu: pozbywałam się wszystkiego, co brudne, co sztuczne i znów byłam sobą.” Zastanawiam się na głos, od czego to się zaczęło. „Wściekałam się tak bardzo na myśl, że muszę być „normalna” albo udawać kogoś, kim się nie urodziłam. Dlatego miałam taką satysfakcję z radykalnego manifestowania tego, kim jestem.” Śmieje się. „To był miły sposób na powiedzenie „odpierdolcie się”. Nigdy nie chciałam wyglądać perfekcyjnie. Chciałam po prostu być sobą. I chyba każdy z moich fanów też tego pragnął. To była forma ochrony, nasz sekret. Jak mrugnięcie ze sceny – jestem potworem i wy też nimi jesteście.”

Zamyka drzwi i wracamy do salonu się pożegnać. Gaga wyciąga rękę w stronę wazy ze świeżo ściętymi różami z ogrodu i mi je podaje: „Taki drobiazg.” – mówi. Mimo całej teatralności i tajemnicy, jaką otoczona jest Lady Gaga, większość ludzi postrzega ją jako kobietę z sercem na dłoni, choć ona sama mawia, że jej żyłach płynie beton. „Nie jestem marką” – mówi. „Jestem unikalną jednostką i tak jak każdy wiodę wyjątkowe życie. Łączy nas nasze człowieczeństwo – nasze ciała i biologia. To stanowi źródło empatii i zrozumienia i właśnie na tym najbardziej mi zależy. Na dobroci! Czasem można oszaleć. Ktoś bardzo istotny w moim życiu często mi powtarza: „Nie można cały dzień przyglądać się rzezi”. A ja sobie myślę… do pewnego stopnia trzeba, bo jeśli tego nie robimy, to stajemy się obojętni i ślepi na niesprawiedliwość. Zadowalamy się staniem po złej stronie. Ale…” Gaga waha się dłuższą chwilę. „Jeśli spojrzymy sobie w oczy i utrzymamy ten kontakt, ten „kontrakt”, to wierzę, że świat stanie się lepszy.”

Nagle obie słyszymy dźwięk muzyki dochodzący z oddali, jakby ktoś otworzył pozytywkę. To samochód z lodami.

Jeździ koło plaży” – wyjaśnia Gaga. „Ale wyobrażasz sobie? Dźwięk dociera aż tu!”

Mówię, że ten dźwięk brzmi nieco przerażająco.

Albo – odpowiada Gaga – brzmi po prostu jak dzieci jedzące lody na plaży.” Oboje się śmiejemy. To przypomina mi coś, o czym rozmawialiśmy wcześniej – że o ile muzyka Gagi jest często zabawna, ona sama jest poważną osobą. „To była bardzo poważna rozmowa.” – podsumowuję. „Owszem.” – odpowiada Lady Gaga. – „Czy to nie zabawne?

Znalezione obrazy dla zapytania Lady Gaga

Cały tekst jest tłumaczeniem artykułu napisanego przez Jonathana van Metera, który pojawił się w październikowym wydaniu Vogue’a.

Oryginał dostępny pod linkiem: https://www.vogue.com/article/lady-gaga-vogue-cover-october-2018-issue

Tłumaczenie: Marta Umiejewska

Ostatnio opublikowane

Michał Szpak wystąpił we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol. Relacja Dariusza Kozery.

W miniony poniedziałek miałem przyjemność być częścią najnowszej trasy Michała Szpaka. Przed Wami moje krótkie podsumowanie tego wieczoru.

Krzysztof Krawczyk wydaje płytę z synem

Krzysztof Krawczyk już niebawem wyda swój najnowszy album, który nagrał we współpracy z synem. Płyta Nasz cały świat, muzyki świat, po licznych...

19 grudnia w muzyce. Kalendarium All About Music

Do Świąt coraz bliżej, na świecie obchodzimy dzisiaj Dzień Wiecznie Zielonych Roślin. Do takich roślin należy między innymi jodła, którą część...

Oscary 2019. Kto ma szansę na statuetkę?

  Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej opublikowała skrócone listy najlepszych piosenek oraz najlepszej muzki filmowej, które będą miały...

Eurowizja 2019: Polska faworytem bukmacherów

Wielkimi krokami zbliża się nowy rok, a tym samym coraz więcej uwagi poświęca się nadchodzącej edycji Konkursu Piosenki Eurowizji. Mimo, że polski...