Znalezione obrazy dla zapytania lb one

Francuski DJ L.B. One po ogromnym sukcesie „Tired Bones” przyjeżdża do Polski, żeby nakręcić teledysk do swojego nowego singla „Trust Me”. Spotykamy się dzień przed nagraniami, żeby porozmawiać o dzieciństwie, pracy i planach na najbliższe miesiące.

Marta Umiejewska: Masz ponad 6 milion wyświetleń „Tired Bones” i ponad 260 tysięcy fanów na Facebooku. Za 2 tygodnie kończysz 30 lat. Czy czujesz się już spełniony?

L.B. One: Kompletnie nie wierzę w to, co się dzieje, ten rok jest szalony. Chciałbym tylko uściślić, że spośród tych 6 milionów wyświetleń, 4 miliony pochodzą z Polski.

MU: To prawda, że największą popularność zdobyłeś w naszym kraju, ale także na Ukrainie czy w Rosji. Z czego to wynika?

L.B. One: Nie potrafię tego wyjaśnić. Zaczęło się to w połowie roku 2016, kiedy wydałem mój poprzedni singiel „Across The Water”. Piosenka okazała się ogromnym hitem w Rosji, a potem także w takich krajach, jak Kazachstan czy Bułgaria. Singiel „Tired Bones” również zyskał wielką popularność w Rosji, ale też w Polsce. To niesamowite, że Polacy jako pierwsi odkrywają wielkie hity. Jak spojrzysz na światowy przebój „Tuesday” autorstwa Burak Yeter, to zobaczysz, że większość komentarzy pod teledyskiem jest po polsku. Tak jakby Polacy przeczuwali, że dana piosenka odniesie sukces.

MU: Mam wrażenie, że Polacy bardzo emocjonalnie podchodzą do muzyki.

L.B. One: Cieszę się, że to mówisz, bo dla mnie od początku najważniejsze było właśnie dzielenie się emocjami poprzez moje piosenki. „Tired Bones” jest dla mnie niezwykłe, bo udało nam się osiągnąć coś, co udaje się czasami tylko raz w życiu. Bardzo rzadko ma się takie poczucie. Nawet wielcy DJ-e, tacy jak David Guetta, na początku kariery stworzyli niesamowite hity, ale już nigdy później nie udało im się powtórzyć tego sukcesu, znaleźć tych samych emocji. To jest w pewien sposób magiczne.

MU: Czy zakładasz w takim razie, że nie uda Ci się już powtórzyć sukcesu „Tired Bones”?

L.B. One: Ależ nie! Parę tygodni temu wydałem singiel „Trust Me” i dostałem bardzo pozytywny feedback. Jutro (30.05.2018 – przyp. red.) będziemy kręcić do niego teledysk tu, w Warszawie. Teledysk do „Tired Bones” był nagrany w Paryżu, ponieważ stamtąd pochodzę i chciałem w nim pokazać Wieżę Eiffla. Jako modelkę wybrałem wtedy Rosjankę, żeby w pewien sposób podziękować Rosjanom za ciepłe przyjęcie poprzedniego singla. Teraz, po sukcesie „Tired Bones” w Polsce, chciałbym podziękować Polakom, dlatego „Trust Me” nakręcę w Warszawie. Tym razem także ja wystąpię w nagraniu, wraz z modelką z Warszawy.

MU: To pewnie bardzo dobrze znasz już to miasto.

L.B. One: Tak! Dzisiaj lataliśmy helikopterem nad Warszawą. Wybraliśmy najpiękniejsze miejsca. Nagrywaliśmy już na Starym Mieście i na jednej ze stacji metra, gdzie jest cudowne oświetlenie. Warszawa jest bardzo ładna, więc i teledysk taki będzie.

MU: Wróćmy na chwilę do Twoich starszych kawałków. Mają one takie tytuły jak „Psycho”, „Make Me High” i „I’m Addicted”. Ciekawi mnie, co je inspirowało…

L.B. One: (śmiech) O, wow. Większość z nich jest bardzo stara. W międzyczasie wiele się zmieniło. „Psycho” był jednym z moich pierwszych utworów. Ale właściwie sam nie wiem. Czasami po prostu podoba mi się jakiś tytuł. To, co jest dla mnie ważne, to dobre emocje. Zawszę staram się stworzyć coś pozytywnego. Nie lubię smutnych piosenek.

MU: Niektórzy uważają, że DJ-e nie tworzą muzyki. Przekonują, że ta praca jest bardziej techniczna niż twórcza. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

L.B. One: Trzeba rozróżnić dwie rzeczy. DJ to osoba, która puszcza muzykę, ale DJ, który jednocześnie jest producentem, tworzy własną muzykę. Ja komponuję utwory wraz z innymi producentami. Staram się zaplanować każdy projekt w 95%. Wokalistkę z „Tired Bones”, Laenz, znaleźliśmy na SoundCloud i to my ją wybraliśmy. Chciałem, żeby śpiewała po angielsku, bo moim zdaniem w tym języku łatwiej się wyraża uczucia. To również ja nadzorowałem nagrywanie wideo w Paryżu. Staram się decydować o najważniejszych elementach tego artystycznego procesu.

MU: Domyślam się, że ten ogrom pracy ma znaczący wpływ na Twoje życie prywatne.

L.B. One: Ja nie traktuję tego jak pracy. Muzyka to dla mnie pasja, potrzebuję jej. Każdy moment tego procesu jest ekscytujący – od pomysłu na singiel, aż do wywiadu po jego wydaniu. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak to tak naprawdę wygląda od środka. Może w przyszłości nagram jakiś film, żeby wyjaśnić, jak to działa.

MU: Kiedy postanowiłeś zostać DJ-em?

L.B. One: To chyba było mi pisane jeszcze przed narodzeniem. Czuję, jakby to była moja misja. Kiedy miałem 10 lat, poprosiłem mamę o pierwszy mikser. Wtedy DJ-owie w ogóle nie byli popularni, więc nie mam pojęcia, skąd wziąłem ten pomysł. Teraz moi młodsi kuzyni grają na PlayStation albo oglądają telewizję. Ja, gdy dostałem pieniądze na urodziny, to poszedłem kupić właśnie mikser i płytę winylową. Pamiętam dokładnie – maj 1997 roku, to było już dawno temu. Później kupiłem jeszcze jeden i ćwiczyłem przez trzy lata. W wieku trzynastu lat zacząłem tworzyć, miksować. W ten sposób się uczyłem – codziennie po szkole sam, we własnym pokoju.

MU: Nigdy nie miałeś nauczyciela?

L.B. One: Nie, nigdy. Dlatego mówię, że musiałem się z tym urodzić. Przez 4 lata ćwiczyłem codziennie. Kiedy miałem 14 lat, odkryłem muzykę elektroniczną i od tego momentu jestem wierny temu gatunkowi.

MU: Występowałeś już w Polsce. Jaka była reakcja tłumu?

L.B. One: To niesamowite być w kraju, w którym wszędzie słyszy się swoją muzykę: w taksówce, w telewizji czy w hotelu. Ludzie tutaj są niezwykle pozytywnie nastawieni. Wydaje mi się, że każdy, komu podoba się „Tired Bones”, jest pozytywnym człowiekiem. Bardzo cieszy mnie taka reakcja na moją muzykę.

MU: W takim razie miłego pobytu i powodzenia z nowym singlem!

 

Poprzedni artykułTo oni zamykają line-up Off Festivalu!
Następny artykułPete Yorn i Scarlett Johansson wydali EP-kę