Dział PublicystykaRelacje

Kuba Badach w formie jak nigdy dotąd. Relacja Pawła Markiewicza

Ponad dwadzieścia lat aktywności scenicznej. Ogrom pobocznych projektów i w końcu jest – po tylu godzinach, dniach, miesiącach i latach doczekaliśmy się pierwszej w pełni solowej płyty – Oldschool. To podróż przez ambitny pop, do której po raz kolejny zaprosił Kuba Badach zebraną publicznośc w lubelskim Centrum Spotkania Kultur. 

Druga trasa koncertowa w ramach promowania tej samej płyty i drugi sukces. O ile pierwszy koncert w lubelskim Centrum Spotkania Kultur, na którym miałem okazję również być, był naprawdę bardzo dobry, to ten… co tu dużo mówić – był conajmniej genialny. Gra świateł, wokal w punkt, synchronizacja i zgranie z zespołem, anegdoty i żarty sytuacyjne rzucane jak z rękawa, który dopięty był na ostatni guzik. Ostatnio Kuba Badach nie był w takiej formie. Może inaczej. Był, ale dziś przekroczył wszelkie granice.

Od otwierającego całe przedsięwzięcia Życia uwagę zwróciło nie tylko genialne rozgrzanie głosu, wyszlifowana rytmika i wyczucie muzyczne, falsety, które pojawiały się i znikały na zawołanie, ale przede wszystkim fenomenalna gra świateł – przedostatnia zwrotka w Pusto i podświetlenie do niej wywarło na mnie największe wrażenie. Dość dużo przymiotników określających stan rzeczy, ale uwierzcie mi, że koncerty Kuby Badacha dopracowany jest (i tu znowu dość słodko) perfekcyjnie. A i sam wokalista to kawał gościa, który nie tylko sprawdziłby się w roli wodzireja na weselu – bo nikt tak jak on nie potrafi rozgrzać publiczności na siedzącym koncercie, ale także profesjonalista w każdym calu. Artysta wykazał się szacunkiem do swojego zespołu i każdemu z jego członków odstąpił kilka minut solówek. Genialnych solówek na gitarach, perkusji, klawiszach czy trąbce. Wszyscy jak zaczarowani wpatrywali się w tych, którzy prezentowali swoje możliwości w danym momencie.

Znalazło się też trochę czasu na tribute Prince’aKiss i Zbigniewa Wodeckiego na bis. Ale tutaj nie ma co się rozpisywać, to trzeba po prostu zobaczyć i usłyszeć.

Trochę obawiałem się, że drugi występ w tym samym mieście, w tym samym miejscu i w tak krótkim odstępie czasu może się nie udać. Że dla tych, którzy udali się ponownie na to wydarzenie, będzie to doświadczenie na miarę zjedzonego kolejny, który został odgrzany już któryś raz. Innymi słowy – drugie wydarzenie będzie powielało schemat tego sprzed kilku miesięcy. Nic z tych rzeczy. Żarty i historie (np. te z neonem „OLDSCHOOL”) znalazły swoją kontynuację.

I tutaj na koniec mały apel. Jeżeli do Waszego miasta przyjedzie Kuba Badach, to nie zastanawiajcie się nawet minuty. Kupujcie bilet dla siebie, dla swojego partnera/partnerki, mamy, taty, dziecka (bo byli i tacy, co przyszli z najmłodszymi pociechami). Warto. To trochę podróz przez Opole lat 70 i 80, ale także wycieczka po ambitnym popie, która okraszona jest klasą, elegancją i dobrym humorem.

Tags
Show More


Paweł Markiewicz

Student III roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *