Na ten dzień czekali wszyscy fani ostrzejszego brzmienia. Dokładnie tak jak w tamtym roku organizatorzy postanowili dodać jeden dzień extra do rozpiski festiwalu. I w ten oto sposób w Krakowie na zakończenie tegorocznej edycji Kraków Live Festival wystąpił zespół Muse.

Dzień trzeci (21.08)

Organizatorzy tak jak w tamtym roku zadbali o niespodzianki i postanowili dodać jeden dzień extra do festiwalu. Tym razem ku uciesze fanów zaprosili do Krakowa kultowy zespół Muse. Na support zaś wybrano polską grupę sygnowaną przez Tomasza Organka. Od samego początku dało się wyczuć niesamowitą ekscytację wymieszaną ze zniecierpliwieniem. Ludzie dosłownie przeskakiwali z nogi na nogę byle wyczekać do 20:30 i zacząć bawić się na koncercie Brytyjczyków. Nic dziwnego więc, że publiczność była trochę niemrawa, gdy na scenę wyszła grupa Organek. Cały band dwoił się i troił – dawał z siebie dosłownie wszystko. Festiwalowicze byli jednak nieugięci i dość chłodno przyjęli toruński zespół. Taka wielka szkoda! To mój drugi koncert Tomasza i spółki, w związku z tym z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dali czadu kolejny raz. Materiał studyjny wykonywany na żywo zyskał nowy mocniejszy wydźwięk, a energia, która od nich biła była wręcz nie do podrobienia. Kompozycje takie jak Kate Moss, Stay, Głupi Ja czy O, Matko! wykonane na żywo brzmią wprost fenomenalnie! Moim zdaniem idealny wybór na support dla tak wielkiego zespołu jakim jest grupa Muse.

W końcu nadszedł ten moment. Pod Main Stage zgromadził się dosłownie tłum, a deszcz, który od czasu do czasu uprzykrzał ludziom odbiór występów magicznie zniknął w mgnieniu oka. Wrzaski, krzyki, a wręcz histeria ogarnęła publiczność, gdy na scenę zaczęli wchodzić członkowie zespołu Muse. Matthew, Christopher i Dominic na półtorej godziny zawładnęli wszystkim czym tylko się dało. Trochę myślałam jak opisać ten koncert żeby oddać jego znakomitość i niestety poległam, bo cokolwiek bym nie napisała (to tak samo jak w przypadku Sii) nie oddam w pełni tej magii, energii i genialności ich wykonań live. Panowie w Krakowie pojawili się by promować swój najnowszy album zatytułowany Drones, a koncert w ramach dnia specjalnego KLF był ostatnim występem na ich obecnej trasie koncertowej. Set lista była idealnie ułożona. Oprócz najświeższych piosenek nie zabrało także kompozycji za które fani ich pokochali. Uprising, Dead Inside, Madness, Starlight, Mercy i wiele innych utworów dosłownie poderwało publiczność do świetnej zabawy. Ludzie skakali, śpiewali, tańczyli, krzyczeli – chyba nie było ani jednej osoby, która słuchając w tamtej chwili Muse źle by się bawiła.

Matt po raz kolejny udowodnił jak świetnym jest wirtuozem gitary. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego solowych poczynań na tym instrumencie. Nie dziwię się, że dla młodych adeptów tej sztuki jest niedoścignionym autorytetem. To jak włada gitarą po prostu zapiera dech w piersiach! Ale Matt to nie tylko gitara i wokal. Swoją wszechstronność pokazał w momencie, gdy zaczął grać na „przeźroczystym” fortepianie. Całość robiła naprawdę ogromne wrażenie.

Na osobną uwagę zasługują także piękne wizualizacje puszczane na telebimach. Wszystkie były dopracowane, różnorodne i adekwatne do granych w danym momencie piosenek. Oprócz tego zespół zaskoczył publiczność wielkimi balonami wypełnionymi konfetti, które bez wątpienia dostarczyły wiele radości i zabawy uczestnikom koncertu. Drugie zaskoczenie nadeszło przy wykonywaniu ostatniej piosenki zatytułowanej Knights of Cydonia. To właśnie wtedy w trakcie refrenu pod sceną dosłownie wybuchły kłęby dymu z których wyłoniło się konfetti wraz z różnymi serpentynami. Całość zrobiła na mnie oszałamiające wrażenie. I nie tylko na mnie, bo tłum stojący przed Main Stage wpadł w jeszcze większą euforię żywo okazując swoje zadowolenie.

Bardzo podobał mi się moment w którym po zakończonym koncercie grupa rzuciła w publiczność dosłownie wszystko co miała – pałeczki od perkusji, kostkę, harmonijkę i jeszcze kilka innych rzeczy, których niestety z dwudziestego ósmego rzędu nie zdołałam zauważyć. Osoby, które cokolwiek złapały – odezwijcie się! Oddam miliony za kostkę Matta!

Nie da się ukryć, że takie zakończenie festiwalu to jest coś. I tu należą się brawa organizatorom, którzy przez większość skazani na porażkę w momencie ogłaszania line-upu dali sobie ze wszystkim względnie radę. Idealnym rozwiązaniem było podłożenie darmowych autobusów dla festiwalowiczów, które kursowały w stronę centrum Krakowa. Sama skorzystałam z nich każdego dnia i jestem wraz z ogromną liczbą chętnych na miejsce w autobusie bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw.

Kraków Live Festival 2016 dobiegł końca, a wraz z nim piękne chwile spędzone z muzyką różnych gatunków, z gwiazdami różnego formatu i z ludźmi, którzy zgromadzili się na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego by razem z innymi celebrować muzykę. To były niezapomniane trzy dni o których jeszcze długo będzie się mówić i wspominać. Osobiście mam nadzieję, że za rok krakowska publiczność dostanie szansę na przeżywanie równie niesamowitych emocji.

Galeria zdjęć dnia trzeciego