Khalid to jeden z najgorętszych debiutantów ostatnich miesięcy. Platynowe hity, świetnie oceniany pierwszy album, popularność w serwisie YouTube i kilka nominacji do prestiżowej nagrody Grammy. O takim starcie kariery marzy wielu młodych artystów. Międzynarodowy sukces Amerykanina pozwolił mu na zorganizowanie lutowej trasy koncertowej po Europie. Jednym z przystanków była Warszawa i klub Palladium. Czy muzyczny talent 19-latka objawia się także w trakcie koncertów na żywo? Sprawdziliśmy to.

Występ zagranicznych artystów w Polsce to często świetna okazja do przypadkowego poznania naprawdę interesujących i mało znanych muzyków. Niejednokrotnie już okazywało się, że support ma do zaoferowania mnóstwo świetnej muzyki. Tak też było w przypadku poniedziałkowego koncertu Khalida w warszawskim Palladium.

Amerykanina supportowała Liv Dawson, młodziutka londyńska artystka z naprawdę ciekawym wokalem. Piosenkarka zaprezentowała swoją mocno elektroniczną twórczość, którą pomogli jej stworzyć m.in. Disclosure oraz Olly Alexander z Years & Years. Jak widać, Brytyjka już od samego początku uczy się od najlepszych. I było to wyraźnie słychać. Ładne, wyraziste kompozycje sprawdziły się jako muzyczna rozgrzewka przed gwiazdą wieczoru.

Khalid rozpoczął koncert w wypełnionym po brzegi Palladium chwilę po 21:00. Wystarczyła pierwsza sekunda z 19-letnim artystą na scenie, aby ogromny tłum wpadł w euforię, zaczął krzyczeć i filmować niemal każdy moment spędzony wspólnie z wokalistą. Tak, jego koncert uświadomił dobitnie, że żyjemy w czasach, gdzie wielu widzów skupia się bardziej na dobrej fotce lub nagraniu, aniżeli na spotkaniu twarzą w twarz z żywą muzyką. Jest jak jest.

Duża część polskiej publiczności pokazała jednak młodemu muzykowi, że już na starcie swojej kariery ma mnóstwo oddanych fanów w naszym kraju. Nie zabrakło akcji koncertowych, własnoręcznie narysowanego portretu gwiazdora, wspólnego śpiewania i głośnych okrzyków radości.

Khalid odwdzięczył się widzom niemal natychmiast. Zarażał swoją pozytywną energią, cały czas się uśmiechał, skakał i tańczył jak szalony. Tego wieczoru nie tylko sala pękała w szwach – tak dobrej zabawy nie wytrzymały nawet spodnie 19-latka. W pewnym momencie artysta uciekł ze sceny i wrócił rozbawiony z nową parą dresów, przyznając się jednocześnie, że z tego wszystkiego pękła mu niespodziewanie dolna część ubrania.

Młodemu wokaliście z powodzeniem udało się wprowadzić na deski stołecznego Palladium prawdziwy amerykański klimat. Nic dziwnego, bowiem jego płyta nieprzypadkowo zwie się American Teen. W Warszawie nie mogło więc zabraknąć flagi Stanów Zjednoczonych i słynnych za oceanem cheerleaderek.

Było głośno, energicznie, mocno tanecznie, ale również akustycznie i spokojnie. Khalid idealnie zbalansował ze sobą różnie brzmiące kompozycje. Świetnie słuchało się na żywo chociażby 8TEEN, Saved, Winter, Angels czy hitowych już Young Dumb & Broke, Silence oraz Location. Mimo że czasami nagłośnienie pozostawiało wiele do życzenia, to dało się usłyszeć głęboki i chropowaty wokal Amerykanina.

Obserwowanie debiutanta na scenie to świetna sprawa. Tak naprawdę nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. Khalid udowodnił, że ma pomysł na swoje koncerty, a jego opowieści o nastoletnim życiu wypełnionym miłosnymi rozterkami, zabawą oraz przyjaciółmi, bez problemu porywają tłumy widzów. Od tego wyluzowanego 19-latka bije dojrzałość i kreatywność, a jego twórczość mieszająca w sobie R&B, elektronikę i delikatny pop idealnie sprawdza się na żywo. Ten chłopak ma talent!