Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że koncert holenderskiego grupy Kensington w warszawskim klubie Progresja będzie muzycznym wydarzeniem 2017 roku. W końcu występy z jakich słyną to solidny zastrzyk rockowo-popowej energii, a muzycy z płyty na płytę poszerzają grono swych zwolenników. Ale czy ktoś spodziewał się niespodzianki jaką Holendrzy zgotowali dla niezawodnej polskiej publiczności? Fani w Polsce dawno nie poczuli się tak wyróżnieni, ale sami też nie pozostali dłużni. Macie ochotę poznać szczegóły lub przeżyć to jeszcze raz?

Od samego początku piątkowy wieczór upływał pod znakiem pewnej dozy tajemniczości. Koło klubu kręcili się kamerzyści zagadując fanów holenderskiej grupy z Utrechtu. Jednak dopiero montowane na scenie kamery zaczęły wzbudzać konkretniejsze podejrzenia. Zanim wszystko się wyjaśniło w roli supportu wystąpił polsko-francuski zespół BeMy i od tej pory nie było mowy o chwili wytchnienia. Twórcy takich hitów jak Time czy Oxygen skutecznie rozgrzali zgromadzoną w Progresji publiczność zaostrzając przy okazji apetyt na więcej.





Kiedy o 21.00 w głośnikach dało się usłyszeć elektroniczny kawałek Regret z płyty Control nie było już wątpliwości kto zagościł na warszawskiej scenie. Chłopaki z Kensington wystartowali, by po chwili dołączył do nich Eloi z polską flagą. Noc niespodzianek właśnie się rozpoczęła, a widownia oszalała. Przechodząc do kolejnych pozycji z setlisty nie trudno zgadnąć, że w Warszawie królowały dwie płyty: hitowa Rivals oraz cały czas świeża Control z jednym odstępstwem na album Vultures. Panowie postawili na sprawdzone formuły, gdy podczas przebojów War i Streets zachęcali publikę do wspólnego odśpiewywania szlagowych już tekstów: We won’t go to war! czy Where do we go when the streets are calling?. Podczas piosenki Bridges wreszcie na jaw wyszła największa niespodzianka wieczoru. Eloi przyznał, iż postanowili nakręcić teledysk do swojego najnowszego singla w Warszawie przy udziale polskiej publiczności. Czy można było się spodziewać lepszego prezentu? Podczas Don’t Walk Away zgodnie z instrukcjami wokalisty podnieśliśmy swoje komórki do góry i nagrywaliśmy występ. Wszystko oczywiście na potrzeby przyszłościowego clipu. Do kolejnych piękniejszych momentów wieczoru z pewnością należy zaliczyć zaplanowaną przez polski fanpage małą akcję. Po wykonaniu piosenki War publiczność odśpiewała dla zespołu Sto Lat. Chłopaki nie kryli zaskoczenia połączonego z radością. Jak Casper słusznie zauważył ta piosenka pojawiła się już podczas ich zeszłorocznego występu na Woodstocku. W ramach rewanżu następny utworu zostal zadedykowany specjalnie dla ich drugiego domu – Polski! Home Again zabrzmiało i publika po raz kolejny poddała się urokowi zespołu. Nie można również zapomnieć o morzu światełek, które niczym gwiazdy rozświetlały kawałek Little Light, czy wspólnym zdjęciu z chłopakami. Całość dopełniła wykonana na bis mocno rockowa St. Helena, w której swoje umiejętności gitarowe-wokalne wyróżnił Eloi.





Niech żałuje ten kto wraz z zasłonięciem kurtyn wyruszył do domu. Bo niespodzianki jeszcze się nie skończyły, a każdy wytrwały fan został wynagrodzony. Najpierw w okolicy fosy pojawił się Niles i niewiele trzeba było aby zachęcić pozostałą część publiki do ruszenia w stronę perkusisty. Po chwili do kolegi dołączyli: Casper, Jan oraz Eloi. Autografom i zdjęciom, a nawet tańcom nie było końca, a to wszystko przy dźwiękach muzyki rockowych wyjadaczy tj.: Jon Bon Jovi, ACDC, Guns’n’Roses czy nawet Kings Of Leon. Wyobrażacie sobie lepszą formę after party?





W czym tkwi siła tego zespołu? Bez dwóch zdań w pracowitości i w świetnym kontakcie z fanami. Kiedy dwa lata temu pojawili się pierwszy raz w Polsce, w swoim rodzinnym kraju Holandii już byli traktowani jako prawdziwe gwiazdy. U nas startowali z pozycji mało znanego zespołu indie-rockowego z zadatkami na większy kaliber. Pierwszy koncert w Warszawie odbył się w nieco mniejszym klubie Hybrydy. Natomiast w piątek można było ich posłuchać w już dwa razy większej Progresji. To jednak nie przypadek, w końcu swoją muzyczną pozycję skutecznie budują od 2005 roku. A tegoroczne koncerty w większości wyprzedane w Europie potwierdzają ich rosnącą popularność. Pozostaje tylko nadzieja, że skoro ich trasa Control dopiero się rozpoczęła, zawitają u nas jeszcze nieraz, czy to przy okazji letniego festiwalu muzycznego, czy też kolejnego samodzielnego koncertu. W końcu sami obiecali, że do Polski jeszcze wrócą!

Pełną fotorelację z wydarzenia znajdziecie na naszym Facebooku pod tym linkiem.




  • Magdalena Jagintowicz

    Bardzo sympatyczna relacja :) miło sobie przypomnieć zeszłotygodniowe show!
    Mały błąd wkradł się jednak do tekstu. Pierwszy koncert w Warszawie Kensington zagrali w Hard Rock Cafe w styczniu 2015 roku ;)

    • Justyna Rojek

      Dzięki za cenną uwagę! ;)