Energiczne występy Kensington w połączeniu z niezwykłymi akacjami polskich fanów zwykle nie mają sobie równych. W Palladium chciałam przeżyć to jeszcze raz, dostałam coś więcej – najlepszy z dotychczasowych koncertów zespołu w naszym kraju!

Supportowanie holenderskiej gwiazdy tym razem przypadło w udziale zespołowi Swiernalis. Pięcioosobowy skład z Pawłem Swiernalisem na czele zaprezentował melancholijne granie z domieszką elektronicznych i gitarowych smaczków. Utwór NGC 4388, na start, podstępnie wprowadził publiczność w stan uspokojenia, a potem znienacka przyniósł rozkręcenie. Mocne, gitarowe granie kontynuowała singlowa Sierść, czy wykonany na końcu Pergamin z budującymi napięcie zwrotkami i eksplodującymi refrenami.

Kiedy o dwudziestej pierwszej Kensington zawitali na scenie Palladium już na starcie postawili sobie jeden cel – jak najszybciej rozkręcić warszawski koncert. Mocne przywitanie w postaci ich pierwszego wielkiego hitu All For Nothing było strzałem w dziesiątkę. Druga pozycja z setlisty Bridges jeszcze bardziej podgrzała atmosferę, przywodząc ze sobą nutkę sentymentu (zeszłym roku panowie nagrywali do niej teledysk w Warszawie). Dopiero po tym odpowiednio solidnym wprowadzeniu Casper zapytał fanów czy są gotowi na imprezę. Nikogo dwa razy nie trzeba było namawiać, a kolejne kompozycje jak Fiji, Slicer czy coraz bliższy kontakt Eloi’a z publiką tylko uskuteczniły cel zespołu.

Niektóre pozycje z setlisty choć bardzo dobrze znane fanom Kensington zyskały więcej pikanteri. Moją uwagę zwróciły rozbudowane początki Regret z mocnym, perkusyjnym akcentem zaserwowanym oczywiście przez Nilesa czy piękne, przestrzenne gitarowe brzmienie na All Before You. Do pełnego efektu nie mogło zabraknąć fantastycznej gry świateł oraz listy niekończących się komplementów ze strony zespołu dla szalonej publiki Palladium. Jak słusznie zauważyli Holendrzy jest to najlepszy tłum koncertowy i jednocześnie ich najlepszy występ podczas trasy. Z tej okazji ze specjalną dedykacją została wykonana piosenka Riddles, a chwilę później pamiątkowe zdjęcie.

Atrakcjom nie było końca tym bardziej, że Kensington Polish fanpage przygotował dwie wyjątkowe akcje koncertowe. Przed wykonaniem piosenki Storms niczego nieświadomy Eloi poprosił publiczność o całkowitą ciszę, tak aby mógł słyszeć tylko ich oddechy. Wtedy cała sala nie dość, że zamilkła to jeszcze usiadła, aby wysłuchać utwór w pełnym skupieniu. Storms, z bardzo osobisty tekstem, wykonana w tak niezwykłych okoliczności i w tak emocjonalny sposób, na długo jeszcze pozostanie w mojej pamięci. Zespół nie krył wzruszenia, a podziękowaniom nie było końca. Drugi jeszcze mocniejszy punkt programu miał miejsce podczas Home Again – kompozycji, która już na stałe wiąże się z Polską jako drugim domem Kensington. Tym razem w połowie piosenki zostały wypuszczone balony. Reakcja zespołu była oczywiście bezcenna i trzeba ją po prostu zobaczyć. Eloi słusznie zaważył, że fani nawet zadbali o kolor balonów, który nawiązuje do ich rodzinnego kraju – Holandii. Podziękowania i ukłony należą się bezwzględnie Kensington Polish fanpage.

Powrót zespołu na bis przypieczętowały cztery utwory. Tradycyjnie już na Little Light pojawiły się światełka z komórek. Podczas Streets z wyciągniętymi pięściami w górę publiczność wykrzykiwała samodzielnie refren piosenki. Ponownie w ruch poszły balony. Zostały zwrócone publiczności i na początku piosenki Let Go wykorzystane we wspólnym wyskoku. Przed ostatnim utworem St. Helena wokalista przyznał, że spotkał tutaj prawdziwych fanów, pełnych pasji i szaleństwa. Fanów których kocha z całego serca, a z którymi już tradycyjnie Holendrzy spotkali się po występie.

Pomimo kontynuowanej od 2017 roku trasy Control Kensington nie stracili nic ze swojej charyzmy, a dynamiczne gitarowe granie mają po prostu we krwi. Również setlista, mocno odświeżona po zeszłorocznym występie w Progresji, porwała publiczność do wspólnej zabawy. W tym roku zespół pojawił się w Polsce dopiero pierwszy raz, mam nadzieję, że już niebawem spotkam się z nimi podczas letnich festiwali.