Ósmy album, nowa wytwórnia, świeży początek. Kelly Clarkson wydała nowy, znakomity album. Przeczytajcie dlaczego.

We come into this world unknown
But know that we are not alone
They try and knock us down
But change is coming, it’s our time now
People Like Us z albumu Greatest Hits – Chapter One; tekst bardzo przewidujący przyłość

Kelly Clarkson nikomu przedstawiać nie trzeba. Wielu aspektów jej kariery, kłótni z wytwórniami itp. również nie. Jesteśmy w 2017 roku, Kelly Clarkson wydaje album Meaning of Life. Pierwszy w nowej wytwórni, pierwszy tak prawdziwy. Jak sama mówi, nigdy nie była tak szczęśliwa w życiu i zadowolona z tego, co stworzyła.

Co prawda Kelly zawsze nagrywała dobre albo bardzo dobre albumy, jednak przy okazji poprzedniego Piece by Piece coś jakby umarło. Artystka dotarła do momentu, w którym – moim zdaniem – jej muzyka była już dziwna, bez serca, bez uczucia. Zdawało się, że owy krążek powstał już tylko po to, by jak najszybciej zakończyć kontakt płytowy z wytwórnią płytową RCA Records. Gdy tylko Clarkson znalazła „nowy dom” w postaci Atlantic Records (w Polsce Warner Music Poland) natychmiast zaczęła nagrywać. Pierwszy smak „nowej Kelly” to utwór It’s Quiet Uptown na składance The Hamilton Mixtape.

Na początku września Kelly Clarkson zaprezentowała utwór Love So Soft, pierwszy przedsmak nowego krążka zatytułowanego Meaning of Life. Jest to ósmy studyjny album w karierze Amerykanki, a pierwszy w nowej wytwórni. To tutaj Kelly dostała swobodę pracy, mogła nagrać to co chciała, jak chciała, z kim chciała. Miała czasu tyle ile chce, miała pełną wolność twórczą. Do studia zaprosiła m.in. osoby, z którymi pracowała wcześniej, ale również to tego grona dołączyli nowi artyści. Jest i Greg Kurstin, jest i James Morrison czy Audra Mae, jak i nazwiska mniej znane. Jest też oczywiście i Kelly Clarkson, która nie tylko śpiewa, ale jest głównym producentem całego albumu oraz współautorką czterech tekstów (Whole Lotta Woman, Would You Call That Love, Don’t You Pretend, Go High).

Dwie rzeczy w tym albumie naprawdę błyszczą – to one wyróżniają ten album spośród całej dyskografii artystki. Pierwszy to wokal. Nie od dziś wiadomo, że Kelly ma znakomity głos, jednak to tutaj został on podkreślony w każdym utworze, wyeksponowany i wysunięty na pierwszy plan. Clarkson wybrała się w podróż po klasycznych gatunkach, pełnych soulu czy R&B. Dodała do tego mieszankę instrumentów: smyczki, bębny, przeróżne gitary. Jednak nad tym wszystkim pierwszy „skrzypce” gra wokal Kelly Clarkson. On tu jest głównym aktorem, a wszystko inne to – dobre, bo dobre – ale tło.

Druga sprawa – moim zdaniem najważniejsza – to dusza. Ten album ma duszę. Tak jak wcześniej wspomniałem, teraz Clarkson mogła robić to chce, i to właśnie słychać. Ten album jest cały „jej”, widać, że to właśnie tu oddała cząstkę siebie. Słychać szczerość, widać radość. Słuchając tego krążka – mimo że teksty nie zawsze opowiadają o rzeczach wesołych – czuć radość, szczęście, zadowolenie. Nie ma nic piękniejszego niż słuchanie albumu, z którego artysta jest naprawdę zadowolony. A Kelly jest, nie da się jej tego odmówić.

Dawno nie byłem aż tak bardzo zadowolony z całości albumu. Zwykle, da się wskazać swoje ulubione utwory, a także kilka przekreślić i nazwać je filerami. Nie tym razem. Wielbię singlowe Love So Soft, ale również znakomite Medicine, gorące Heat, uczuciowe I Don’t Think About You czy Move You. Bardzo często lubię wracać do szalonego Whole Lotta Woman, porusza mnie Meaning of Life (gdyby ktoś stał przy mnie z pistoletem przy głowie i na siłę kazał wskazać ulubieńca to miałbym dylemat między właśnie Meaning of Life – za tekst, i Love So Soft). Każdy utwór ma coś w sobie, każdy jest inny, a jednocześnie wydawnictwo jest bardzo spójne.

I was broke down so alone in the dark
Until you showed me the light (baby)
Cause when you kiss me, I know who I am
And when you let me feel it I understand
When I’m lost I just look in your eyes
You show me the meaning of life Meaning of Life

Ciężko nawet jest porównać ten album do poprzedniej twórczości Clarkson. Na pewno jest to jedno z jej najlepszych dzieł, ale to także nowy start. To zupełnie nowa Kelly. W wywiadzie u Ellen artystka stwierdziła, że czuje się jakby Love So Soft było jej debiutanckim singlem. I trochę tak jest. Nowa wytwórnia, nowa jakość. Nowa Kelly. I to jaka. Zdecydowanie musicie tego posłuchać!