Dział PublicystykaRecenzje

Katy Perry – Witness (2017), recenzja Łukasza Mantiuka

Oh słodka Katy Perry, oh Katy. Najpierw wszyscy krzyczeli, że powinna wydać mroczny, ciemny album, ale ta zdecydowała się na wydanie Prism. Gdy Perry stwierdziła, że zmienia wizerunek i nagra coś innego niż zwykle – wszyscy się odwrócili. Zdecydujcie się, bo Witness to krążek bardzo dobry.

q8FLTgV.gif

Witness jest czwartym studyjnym albumem Katy Perry (jako Katy Perry). Krążek promowany przez trzy single, które szumnie zostały odrzucone przez zwykłych słuchaczy, rozgłośnie radiowe, sporą ilość fanów Katy. Praktycznie jedynie Chained to the Rhythm odniosło jako-tako znośny sukces (szczególnie w Polsce). Bon Appétit skrytykował praktycznie każdy, a Swish Swish okrzyknięto zbyt kontrowersyjnym, nie potrzebnym i wydanym za późno – bo w jego miejsce, kilkanaście miesięcy temu powinno zostać wydane Walking on Air. Tymczasem Katy Perry wydała Witness, które może albumem doskonałym nie jest, ale zadowala. Ale po kolei.

To zabawne, że przed premierą Prism, większość tak bardzo chciała, aby Perry nagrała coś mroczniejszego i odrzuciła słodki popik. Gdy takiego popiku już nie wydaje, zmienia image i nagrywa dojrzalsze Witness – wszyscy psioczą. Ja nie. Dla mnie Witness jest krążkiem bardzo dobrym – i to on powinien zostać wydany zamiast Prismu. Z Prismu wziąłbym jedynie single + Legendary Lovers i dorzucił do Witness.

Witness jest albumem dojrzalszym, może nie do końca dojrzałym, może nie idealnym i złożonym z samych arcydzieł (jak chociażby ANTi Rihanny, Lemonade Beyoncé czy… o tak, postawię tu jeszcze to: Glory Britney Spears), ale dobrym i zasługującym na atencję. Katy Perry w końcu podąża w odpowiednim kierunku, gdzie akceptowalna jest większość albumu, a nie tylko dwie czy trzy piosenki (jak było z Prism).

Na uwagę przede wszystkim zasługuje doskonała produkcja. Widać, że do tego albumu przyłożono się i poświęcono każdemu utworowi bardzo dużo uwagi. Podkreślono najważniejsze aspekty wokalu Katy, ukryto to, co niepotrzebne – nie poprzez autotune, a inne, lepsze i nowsze techniki. Najbardziej zachwyciła mnie produkcja w utworze Power, a także tytułowym Witness. Bon Appétit również jest ciekawe – inne i niepowtarzalne. Aczkolwiek trio Migos totalnie bym stamtąd usunął – jako solo ta piosenka spisałaby się znakomicie (i taka wersja istnieje w Internecie, jak dobrze poszukacie, to znajdziecie).

giphy.gif

Wielokrotnie narzekałem, gdy dany artysta publikuje album, na którym znajdziemy 9 czy 10 piosenek. Czeka się ileś tam lat na owe wydawnictwo, a potem dostajemy tak mało utworów. Słuchając krążka Katy Perry trochę rozumiem, to na co tak narzekam. W przypadku Witness pierwsza część wydawnictwa jest niesamowita, słucha się tego bardzo dobrze. Jednak gdzieś pod koniec jakość i ciśnienie siada, wszystko się rozmywa i nie do końca mamy ochotę dobrnąć do końca. Wyrzucenie tych 3-4 piosenek i zrobienie z tego jedenastoutworowego albumu wyszłoby mu na korzyść. Witness, Hey Hey Hey, Roulette, Swish Swish, Déjà Vu i Power – cała pierwsza szóstka utworów należy do moich ulubionych. Szczególnie tytułowe Witness. Nie ukrywam, że znam je już trochę dłużej – bo wyciekło do sieci – a teraz oficjalna wersja tylko nadała połysku i jakości tej piosence. To zdecydowanie jedna z najlepszych piosenek w karierze Katy – i w tym roku. Przy Mind Maze czy Miss You More spada prędkość albumu, co jest niekorzystne. Nie jestem do końca przekonany do wszystkich ballad. Byłbym w pełni zadowolony, gdy był to w całości album taneczny, szybki. Dalej mamy Chained to the Rhythm, które wielbię, czy Bon Appétit, które lubię. Nawet Tsunami siedzące między nimi jest znośne – takie swobodne, trochę się wlekące – ale w pozytywnym znaczeniu. Cztery ostatnie piosenki z krążka – nie wiem jak Wy, ale ja w tym momencie wyłączam już ten album. Nie mogę się przekonać do tej czwórki. Już Act My Age i Dance With the Devil z wersji deluxe (w Polsce, Target w USA) spisuje się znacznie lepiej.

Z nieznanych mi powodów wszyscy nagle rzucili się na Katy Perry. Ja nie. Ja lubię wszystkie single, które wydała, po przesłuchaniu krążka uważam, że powinna wybrać inne kawałki do promowania tego wydawnictwa, ale stało się jak stało. Uważam Witness za krążek bardzo dobry, szczególnie wielbię tytułowy kawałek. Dajcie jej szansę, przesłuchajcie, wyróbcie opinię sobie sami. Na pewno każdy sobie coś znajdzie.

Tags

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Łukasz Mantiuk
7.5/10
Dariusz Kozera
7.5/10
Paweł Markiewicz
6.5/10
Zuzanna Janicka
5.5/10
Show More

Łukasz Mantiuk

Wydawca i redaktor naczelny All About Music, na stałe (i z miłości) osiedlony w najpiękniejszym mieście Polski, Gdańsku. Miłośnik mainstremu oraz wszystkiego, co niemainstremowe. Lubi proste rzeczy i eksperymentalne, ciekawe i nudne, nowe i stare. Beyoncé i Marylę Rodowicz, Years & Years ale i Evanescence. Popowo i rockowo, soulowo i elektronicznie.

Podobne artykuły

11 thoughts on “Katy Perry – Witness (2017), recenzja Łukasza Mantiuka”

  1. Mino że za Katy Perry za bardzo nie przepadam to jednak utwory z tej płyty : Power , Deja Vu i Witness bardzo mi się podobaj. Oby tak dalej Katy.

  2. Pierwszy raz w pełni rzetelna recenzja albumu. Zgadzam się z każdym zdaniem. Pierwszy album Katy, który da się w całości przesłuchać. PRISM był rozczarowaniem, ten natomiast jest doznaniowo ciekawszy.

  3. Czy wstęp ma sugerować, że Witness jest tym mrocznym albumem, którym Prism nie było? Niezadowolenie fanów, w tym mnie wynika nie dla tego, że eksperymentuje i daje coś innego, ale wprost przeciwnie – zapowiadany był purposeful pop, dojrzałe teksty m.in polityce, a taki jest tam wyłącznie Chained To The Rythm. Dostaliśmy za to znowu trywialny popik, poszła utartym szlakiem i niestety te same chwyty używane któryś raz z kolei wreszcie znudziły słuchaczy. Co z tego, że jest parę całkiem spoko utworów, skoro ponad połowa jest mierna, a żadna z ballad autentycznością nie urasta do tych z Prism?

  4. Dobra recenzja. Ten album nie jest dla różowego flaminga a bardziej rozczochranej kaczki. Katy nagrała bardzo dynamiczny album, gdzie końcówka jest z odrzutów poprzednich albumów. Ja jestem za tym albumem. Dobre trzeba wspierać.

  5. Ja przesłuchałem i szczerze mówiąc, to bardzo zmęczyłem się tym materiałem :( A to oznacza, że na pewno do niego nie wrócę, dla mnie wszystko brzmi na jedno kopyto, to samo mam z nowym krążkiem Margaret

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close