Dział Publicystyka Jimek × Miuosh × NOSPR - 2015 (2015), recenzja Michała Szuma

Jimek × Miuosh × NOSPR – 2015 (2015), recenzja Michała Szuma

Rap jeszcze jakiś czas temu kojarzył się raczej z muzyką uliczną. Jednak dzięki twórcom, którzy próbują go poddać fuzji z innymi gatunkami, staje się on bliższy szerszemu gronu odbiorców. Wcześniej głośno było o projekcie Pawbeatsa pt. Utopia, a ostatnio na popularności zyskuje Radzimir Dębski. Orkiestra symfoniczna i rap? To musiało się…

…udać? Niekoniecznie. Pomyślmy na początek logicznie nad taką koncepcją. Ani rap, ani tym bardziej muzyka klasyczna nie są zbyt popularne wśród mas. Tam króluje pop i od czasu do czasu rock, a dwóch powyższych gatunków jest jak na lekarstwo. Co więcej, oba te środowiska czyt. betonowe osiedla i filharmonie, nie idą raczej często ze sobą w parze. Jakby tego było mało, to ostatnie miesiące stoją pod znakiem hejtu (lekko mówiąc) Miuosha, co powinno być gwoździem do trumny całego przedsięwzięcia. Tak się jednak nie stało i ostatecznie Jimek, czyli Radzimir Dębski, postanowił wyjść z propozycją realizacji płyty 2015 we współpracy ze wspomnianym Miłoszem Boryckim oraz Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia.

Po pierwsze: szacunek za determinację. Realizacja tak wielkiego projektu nie mogła należeć do rzeczy łatwych, gdyż zadbanie o każdy szczegół wymagało zapewne anielskiej cierpliwości i wielkiego serca włożonego w ich dopracowanie. Co prawda wcześniej nie znałem Jimka, więc nie wiedziałem czego się mogę po nim spodziewać, ale po zrobieniu małego researchu w kierunku poznania jego osoby stwierdziłem, że ma chłop łeb na karku.

Po drugie: szacunek za tak skrajne podejście do tematu. Wspomniałem wcześniej o niejakim Pawbeatsie, który swoją Utopią namieszał w polskim rapie i poza nim. Jego koncepcja albumu też niejako otarła się o muzykę klasyczną, jednak w porównaniu z płytą 2015 stanowi ona jedynie ułamek całej gamy gatunków, które tworzą album. Nie mówię, że to źle, bowiem Paweł jest w mojej opinii najlepszym producentem muzycznym w tym kraju, lecz pójście 100% w klasykę jest chyba czymś o oczko wyżej. Apeluję jednak po raz kolejny, że nie ujmuję tutaj żadnych zasług Pawbeatsowi – chcę po prostu pokazać jak różne wizje łączenia gatunków mogą stwarzać rap i co w wyniku tych połączeń powstaje. Także systematyzujące akapit: Jimek – ambitniej, Pawbeats – bardziej wszechstronnie.

Po trzecie (wracając już stricte do Radzimira): muzycznie płyta jest GE-NIAL-NA. Wiadomo, że wielu z Was może stwierdzić, że darcie ryja Miuosha nijak ma się do wzniosłości filharmonii, jednak pozwólcie, że o tym za chwilę. Najpierw chciałbym napisać parę ciepłych słów odnośnie aranżacji kawałków z płyt Miłosza na płytę 2015. Jimek wykonał całą robotę samodzielnie (jeżeli dobrze pamiętam), więc pomyślcie sobie ile czasu i pracy musiało go to kosztować. Nie mógł przecież przerobić tego tak po prostu, nazwijmy to „z marszu”, jednak musiał on spisać całość w sposób profesjonalny, czyli przy użyciu nut i pięciolinii. Filharmonia ma to do siebie, że grają w niej ludzie umiejący czytać nuty, więc „3 akordy-darcie mordy” nie wchodziły w grę. Biorąc pod uwagę, że na albumie znalazło się 12 kawałków z płyt Miuosha i że każdy trzeba było przerobić indywidualnie, to zaczyna nam się z tego robić niezła „zabawa” na dłuuuuuuugie godziny. A wykonanie tak kapitalnych aranżacji wymaga zapewne dziesięć razy tyle pracy.

Na koniec została do rozwiązania jeszcze jedna kwestia: Miuosh. Mi osobiście nigdy nie przypadł on do gustu i nie przepadam za jego twórczością, dlatego też przyłożyłem sporo uwagi do kwestii jego występu na całym projekcie. Po tej bacznej obserwacji muszę przyznać, że w większości przypadków nie wypadł źle. Zdarzyło się parę wtop, które nieco popsuły niektóre piosenki, jednak ogólnie rzecz biorąc nie rozczarowałem się tak, jak myślałem, że się rozczaruję. Co więcej, momentami Miłosz naprawdę bardzo umiejętnie i przyjemnie akcentuje pewne słowa tudzież wersy, co nadaje wzniosłości niektórym piosenkom, które wcześniej aż tak dużo jej nie miały. Swoją robotę w tej kwestii robi też orkiestra, to fakt, ale wokal podkręca atmosferę na podobnym poziomie.

Nie chcąc dłużej zanudzać dodam tylko, że cieszę się z faktu powstawania takich wydawnictw. Nie jestem jakimś mega fanem rapu, regularnie słucham zaledwie paru raperów, jednak dzięki takim projektom coraz chętniej otwieram się na ten gatunek. Lubię, kiedy zamiast lub obok normalnego bitu słychać coś jeszcze, coś ekstra. Takich emocji na pewno doświadczyć można podczas słuchania płyty 2015. Polecam do porannej kawki czy śniadania, gdyż na pobudzenie album sprawdza się idealnie. #Potwierdzone_info.

Michał Szum
Michał Szum
Pasjonat muzyki, wielbiciel sportu, miłośnik nauki, kucharz amator. W wolnych chwilach publicysta na All About Music :)

Popularne

3 KOMENTARZE

  1. Bardzo ciekawa muzyczna propozycja i po dwóch kawałkach, które zostały dodane do recenzji, stwierdziłam, że chcę więcej! :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.