Jidenna - The Chief
  • Data premiery:
    17 02 2017
  • Wytwórnia:
    Wondaland, Epic Records
  • Gatunek:
    Hip hop, R&B
  • Single:
    Long Live the Chief, Chief Don't Run, Little Bit More, The Let Out
Najlepsze utwory:
Helicopters, Chief Don't Run, White Niggas
Najsłabsze utwory:
Adaora, Safari

Przyznaję, że niezmiernie zaintrygowała mnie – bardziej nawet niż zawadiacka okładka, oddająca hołd Bozowi Scaggsowi – informacja prasowa promująca album. „Nazywany milenijną wersją Andre 3000, z tekstową przenikliwością Kendricka Lamara i światowością Stromae, Jidenna uprawia gatunek muzyczny, jaki sam nazywa swank – elegancką, funkującą odmianę hip-hopu z socjopolitycznymi wątkami.” Po takiej zapowiedzi czym prędzej sprawdziłem debiutancki album protegowanego Janelle Monae, który wkroczył na scenę jakiś czas temu z chwytliwym singlem Classic Man… Czy The Chief usprawiedliwia porównania z najlepszymi tej branży?

Na pewno ukazuje rozeznanie Jidenny w aktualnych muzycznych trendach i chęć eksperymentowania z brzmieniem. Jidenna praktycznie na każdym utworze bawi się gatunkami i stylistykami – rozpoczyna intensywnym rapem na „plemiennych” bębnach w A Bull’s Tale, by za chwilę poczęstować nas klubowym bangerem Trampoline, zaserwować zastrzyk EDM w postaci Some Kind of Way, zahipnotyzować kołysanką Bambi, porwać podniosłą trapową balladą (nie żartuję) Helicopters, przypominającą nieco dokonania innego znakomitego artysty rodem z Afryki – K’naana (ktoś wie, co w ogóle się z nim dzieje?)…

Szczególnie dobre są momenty, gdzie Jidenna wplata w utwory wpływy muzyki afrykańskiej, tworząc ciekawe amalgamaty dwóch kultur – tak jak chóry w Little Bit More czy wspomniane Some Kind of Way czy Bambi. Niestety, nie we wszystkich gatunkach Jidenna porusza się z gracją – na Adaora na przykład jego ostry wokal zupełnie gryzie się z urokliwym akompaniamentem gitar, nie do końca J odnajduje się także na niemal industrialnym Long Live the Chief… Porażką jest też minimalistyczne – i przez to po prostu nudne – Safari (o ironio).

Wracając do wspomnianych amalgamatów – Jidenna urodził się w Stanach, przez pewien czas mieszkał jednak w Nigerii (jego ojciec był Nigeryjczykiem, założycielem pierwszej w Afryce uczelni informatycznej do tego – autentycznym wodzem plemienia; stąd tytuł albumu, który Jidenna zadedykował właśnie ojcu). Dziecko dwóch kontynentów, dwóch zupełnie różnych światów, Jidenna zawiera w swych tekstach mnóstwo nawiązań do afrykańskiej kultury, snuje też swoistą historię, której bohaterem jest tytułowy Wódz. Najlepsze numery na The Chief to te, w których Jidenna podejmuje wspomniane we wstępie „socjopolityczne wątki” – z perspektywy owego Wodza obserwuje otaczające go amerykańskie społeczeństwo. A Bull’s Tale, opowiadający o dzieciństwie w Nigerii, podbija adrenalinę niczym dobry film sensacyjny, Helicopters/Beware to fascynujące porównanie społeczeństw Ameryki i Nigerii, a wieńczący album Bully of the Earth… nie będę zdradzał, wysuńcie własne wnioski.

Jednym z najciekawszych numerów jest przedostatni White Niggas (czy powinienem ocenzurować ten tytuł…?) – osadzona na korzennym, przypominającym nieco klasyki conscious rapu beacie opowieść prezentująca alternatywną rzeczywistość, gdzie to biali obywatele są ofiarami uprzedzeń, stereotypów, nieuzasadnionych ataków policji – i w końcu niewolnikami białego proszku… Alegoria dająca do myślenia, niepozbawiona też jednak specyficznego, ironicznego humoru (plus stanowiąca ciekawe quasi-wprowadzenie do Bully of the Earth).

I choć koncept wyjściowy – „obcy w obcym kraju” – jest wyśmienity, w praktyce Jidenna nie wykorzystał go w pełni. Jidenna zna się na swym fachu, jest świetnym, utalentowanym performerem, potrafiącym – z różnym skutkiem – odnaleźć się w różnorodnej stylistyce – nie zdołał jednak zadbać o spójność materiału pod względem muzycznym. The Chiefmimo ciekawego ogólnego konceptu – słucha się bardziej jako zbioru singli niż jednolitego albumu -historii Wodza. To dobry materiał (rzekłbym, że takie Helicopters czy Chief Don’t Run są wręcz genialne), jednak mógł być czymś o wiele więcej. Niemniej jest dobrym prognostykiem – wierzę, że na kolejnych albumach nasz elegancki Wódz – classic man jeszcze pokaże, na co go stać.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 123)
Następny artykułReedycja koncertowego albumu zespołu Perfect z 1987 roku już w sklepach