Ulubienica polskiej publiczności powraca. Jessie Ware wystarczyły jedynie dwa albumy, aby rozkochać w sobie fanów nieco bardziej eleganckich, ale wciąż popowych brzmień. Bo tak właśnie można między innymi określić twórczość Brytyjki. W ciągu kilkuletniej kariery pokazała, że posiada niezwykłą zdolność łączenia lekkiej, bardzo przyjemnej elektroniki, soulu, r&b i popu. Po trzech latach artystka, która została niedawno mamą, powraca z trzecim wydawnictwem Glasshouse.

Elegancja, nastrojowość, wdzięk – tak można w skrócie scharakteryzować dotychczasowy dorobek Jessie Ware, jednej z najpopularniejszych współczesnych wokalistek wśród Polaków. Można by rzec, że to czym dzieli się ze słuchaczami, jest zawsze przygotowane z klasą. Faktycznie, płyty Devotion oraz Tough Love przyniosły kolekcję wyrafinowanych kawałków z wyższej popowej półki. Fani muzyki pokochali jej matowy wokal, który świetne sprawdza się zarówno w ciepłych balladach, jak i muśniętych przyjemną elektroniką utworach.

Brytyjski przemysł muzyczny jest znany z naprawdę mocnej reprezentacji artystów nagrywających muzykę soulową. Taki repertuar przypasował kilka lat temu także Jessie. Piosenkarka potrafi z wielkim wyczuciem zaadaptować do swojej twórczości elementy soulu i R&B. Nic więc dziwnego, że już na początku kariery zaczęto porównywać ją do królowej zmysłowych dźwięków Sade. Najnowszy album Glasshouse tylko potwierdza, że Ware to muzyczna ekstraklasa, a takie porównania nie były na wyrost.

Jej nowy krążek czaruje klimatem, dojrzałością i co najważniejsze równością. Każda piosenka zawarta na płycie posiada odrębną estetykę. Mimo że przez blisko pięćdziesiąt minut artystka łączy ze sobą różne środowiska muzyczne, nie można zarzucić jej braku integralności. Brytyjce udało się skonstruować dzieło różnorodne brzmieniowo w taki sposób, aby w żadnym momencie nie doszło do zaburzenia tak ważnej przy długim wydawnictwie spójności. Idealnie pokazuje to singlowe trio, czyli mocne Midnight, romansujące z latynoskimi rytmami Selfish Love oraz balladowe Alone. Każdy z tych utworów, mimo że są kompletnie różne, świetnie wpasowuje się w całą atmosferę albumu.

Ware zaprezentowała płytę bardzo osobistą, pełną ciepła i subtelności. To ten typ piosenkarki, która dokładnie wie, jak wzbudzić w słuchaczu całą paletę emocji. Jej świetnie wyprodukowane ballady po raz kolejny zachwycają wokalnymi oraz dźwiękowymi momentami. Nawiązujące do debiutu First Time, poruszające Hearts, wyjęte niczym z lat dziewięćdziesiątych Slow Me Down, flirtujące z twórczością Alicii Keys Stay Awake, Wait For Me czy dopieszczone wokalnie Last Of The True Believers. Żadnej z tych kompozycji nie można odmówić czarującego klimatu. Przy tych utworach chcesz się po prostu położyć na wygodnej kanapie w towarzystwie ciepłego koca oraz lampki dobrego wina. Spokój, błogość i relaks w długi, jesienny wieczór.

Nie da się też przejść obojętnie obok akustycznego Sam, które zamyka standardową wersję albumu. To autobiograficzna, pełna uroku opowieść stworzona wspólnie z Edem Sheeranem. Zachwyca prostotą, intymnym nastrojem oraz emocjonalnym wydźwiękiem. Wokalistka postanowiła w piękny sposób zaśpiewać o sprawach obecnie dla niej najważniejszych – początkach macierzyństwa, swojej rodzinie i miłości.

Na krążku znalazło się również miejsce na lekkie odstępstwa od typowego dla Jessie Ware repertuaru. Mowa chociażby o wspomnianym już singlu Selfish Love czy Your Domino, jednym z najbardziej popowych utworów w dotychczasowej karierze Brytyjki. Mimo że to ciekawa kompozycja z elektronicznymi elementami, jej obecność na płycie jest tak naprawdę niepotrzebna. Kawałek wytrąca nieco z klimatu dzieła.

Glasshouse to naprawdę udana i elegancka muzyczna paczka od Jessie Ware, która balansuje obecnie pomiędzy byciem jednocześnie matką, życiową partnerką i stuprocentową artystką. Brytyjka po raz kolejny zaprezentowała solidny popowy album, na którym kompozycje rozkwitają z minuty na minutę. Mimo że nie znajdziesz na nim wielu dźwiękowych zaskoczeń, nie jesteś w stanie mu się oprzeć. Mało kto dziś potrafi tak pięknie opowiadać o wzlotach, upadkach i najróżniejszych momentach swojego życia.

Jessie Ware - Glasshouse
  • Data premiery:
    20 10 2017
  • Wytwórnia:
    Island / Universal Music Polska
  • Gatunek:
    pop, soul, r&b, electronica
  • Single:
    Midnight, Selfish Love, Alone
Najlepsze utwory:
Selfish Love, Midnight, First Time, Sam, Alone, First Time, Last Of The True Believer, Hearts
Najsłabsze utwory:
Your Domino, Finish What We Started
  • 8/10
    Ocena końcowa - 8/10
8/10
Sending
User Review
4.25 (4 votes)

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Piotr Krajewski
8/10
Dariusz Kozera
9/10
Łukasz Mantiuk
8/10
Marta Mrowiec
8/10
Antonina Tucka
8/10
Zuzanna Janicka
7/10
Poprzedni artykułPo Tytule #49 – Boy(s)
Następny artykułKonkurs na październik. Wygraj najnowszy album Pauliny Przybysz, Chodź Tu