Gdyby się tak zastanowić, to w tym roku czekałam na sporą ilość płyt. Na jedne ze względu na bycie fanem danego artysty, na drugie z czystej ciekawości. Na jeszcze inne dla zasady. Ot tak, ponieważ jest to ktoś, z czyją twórczością warto się zapoznać. Ostatnim przypadkiem właśnie jest James Blunt i jego najnowszy krążek The Afterlove. Nie miałam wobec niego żadnych konkretnych oczekiwań, ale już bez przesłuchania całości wiedziałam, że spora część płyty skradnie moje serce. Sam James zapowiedział w zeszłym roku, że „Jeśli myślicie, że 2016 rok był zły, to informuję, iż w 2017 ukaże się moja nowa płyta”.

James Blunt, a właściwie James Hillier Blount, to 43-letni, brytyjski piosenkarz. Jego przeszłość jest warta wspomnienia, ponieważ był on oficerem armii brytyjskiej. W 1999 roku stacjonował w Kosowie. Mimo, że dzisiaj już mało ma z tym wspólnego, nadal wraca do wspomnień i zawiera je w tekstach swoich kawałków. Będąc już w branży muzycznej od paru lat, stara się również równolegle działać na rzecz organizacji, zajmujących się ochroną środowiska. Za debiut Blunta można uznać jego krążek z 2004 roku zatytułowany Back To Bedlam. Pierwszym singlem było słynne You’re Beautiful, które plasowało się na pierwszych miejscach list przebojów w Europie, Australii czy USA. Sama w sobie płyta również okazała się strzałem w dziesiątkę. James Blunt to wyjątkowo uzdolniony artysta, który gra na takich instrumentach jak gitara, pianino, organy, marimba czy melotron. Dotychczas udało mu się wydać cztery płyty. Aktualna, The Afterlove jest piątą. Do jej powstania cegiełkę dołożyli tacy artyści jak Ed Sheeran, Ryan Tedder z OneRepublic czy Stephan Moccio, pracujący z Miley Cyrus i The Weeknd.

Całość składa się z 13 utworów. Pierwszym na płycie jest Love Me Better. To piosenka, która już stała się hitem tego albumu. Jako pierwszy singiel, spotkała się z pozytywnym odbiorem. Według niektórych jest to kompozycja, która przypomina utwory Eda Sheerana. Bartender to spokojna piosenka, w której gitara odgrywa największą rolę. Refren nabiera tempa i bardziej rozkręca całość. Utwór wpadł mi w ucho, jako że jest bardzo pozytywny i właśnie stonowany. Lose my number zdecydowanie mój ulubiony utwór z tej płyty. Jestem pod wrażeniem, jeśli chodzi o muzykę. Delikatnie przypomina mi brzmienia Kygo. Jeśli chodzi o całokształt, to wydaje mi się, że to coś zupełnie nowego od Jamesa. Nie jest to podobne do jego wcześniejszych utworów. Nic dodać, nic ująć. Don’t Give Me Those Eyes jest wzruszającym utworem. Wyjątkowo przejmujący w swej prostocie. Bardzo wyraźnie słychać pianino co nadaje jeszcze większego klimatu. Someone Singing Along to kolejny utwór z płyty, w którym słychać idealny duet. Gitarę i głos Blunta. Tekst z przekazem, ale to tak jak w większości przypadków. Płyta jest bardzo przemyślana pod tym względem.

California to dość ciekawy utwór. Jest to jednak kolejny, który coś mi przypomina. Może odrobinę Zayna, Taylor Swift? Kolejne dwa utwory, a mianowicie Make Me Better oraz Time Of Our Lives zupełnie mnie nie porwały. Stwierdziłabym nawet, że są dość nudne. Spokojne, proste, ale… właśnie. Jest to”ale”. To samo tyczy się piosenki Courtney’s Song. Heartbeat z kolei jest następnym utworem, który wpadł mi w ucho najbardziej. Idealnie nadałby się do jakiegoś filmu. Tekst również jest bardzo dobry. Paradise nazwę utworem Bluntowym. Bardzo mi pasuje do jego twórczości. Może nie plasuje się na samym przodzie ulubionych kawałków z tej płyty, ale jest bardzo przyjemny. 2005 to w moim odczuciu bardzo wyjątkowa piosenka. Z pewnością dla Jamesa również. Sama w sobie jest niesamowicie nastrojowa, romantyczna. Tekst nadaje jej jeszcze większej magiczności. Utwór Over kończy całą płytę i nie zawiódł mnie ani trochę. Zaskoczył mnie podobnie jak Lose My Number.

Podsumowując całość, uważam, że album jest naprawdę dobry. Nie zostanie moim ulubionym, ani w moim odczuciu najlepszym z tego roku, jednak jest przyjemny. Tak jak napisałam na samym początku, James to artysta, którego warto znać. Lubię i doceniam. Swoim głosem i artyzmem łapie za serca. Z pewnością nie raz do niego wrócę kiedy będę chciała po prostu odpocząć i posłuchać czegoś spokojnego. Takie utwory właśnie ma krążek The Afterlove. Bardziej się skupię na tych, które plasują się na liście ulubionych, a które każdemu serdecznie polecam!

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Sara Karaszewska
6.5/10
Dariusz Kozera
6/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRozdajemy Spotify Premium! Wygraj jeden z 5 trzymiesięcznych kodów Spotify Premium
Następny artykułNowy utwór: The Chainsmokers – The One