Dział PublicystykaRecenzje

Imagine Dragons – Evolve (2017), recenzja Łukasza Mantiuka

Not a Yes Sir, Not a Follower

Na trzeci studyjny album Imagine Dragons czekałem z niecierpliwością. Zebrało się na to wiele aspektów m.in.: znakomity album Smoke + Mirrors, koncert w Łodzi promujący właśnie to wydawnictwo, znakomite Believer i Thunder zapowiadające Evolve, a także w końcu koncert na Orange Warsaw Festival 2017, który był dla mnie apogeum oczekiwania. Tydzień później przesłuchałem cały album i… lekko się zawiodłem.

Mam wrażenie, że panowie się gdzieś pogubili, po czym szybko wrócili na odpowiedni tor. No i nadali mu bardzo nieodpowiedni tytuł. Ponowie zapowiadali ewolucję. Ale czy była potrzebna? Trzy utwory wyprodukował Alex da Kid, współautor megahitu Radioactive, piosenki dzięki której w ogóle poznaliśmy kim są Imagine Dragons. Jednak większość krążka to współpraca z duetem Mattman & Robin. Dwójka szwedów w przeszłości stworzyła lub współtworzyła m.in. All You Had to Do Was Stay Taylor Swift, Close Nicka Jonasa, Do You Wanna Come Over? czy Slumber Party Britney Spears czy nowe single Gwen Stefani. Sami popowi artyści, a dodanie do tego Imagine Dragons wydaje się dziwne, nietypowe i przerażające.

I wszystko to wyszło bardzo dziwnie. Nie mogę zganić za ponowną współpracę z Alexem da Kidem, ponieważ to on współprodukował Thunder, które wielbię. Nie mogę również stwierdzić, że pomyłką był produkcyjny romans z Mattmanem i Robinem, ponieważ wspólnie stworzyli Believer, a także znakomite I Don’t Know Why i Walking the Wire. Joel Little, współtwórca hitów Florence and the Machine (What Kind of Man) czy Shakiry (Can’t Remember to Forget You) współodpowiada za doskonałe Rise Up. Ale jednocześnie Alex Da Kid stworzył bardzo dziwne Dancing in the Dark, a nijaki Tim Randolph przyczynił się do powstania I’ll Me It Up to You czy Mouth of the River. A ta trójka wypada już dosyć blado.

Żebyśmy się zrozumieli. Lubię za równo I’ll Me It Up to You czy Mouth of the River. Start Over to znakomity letni hit, a Yesterday brzmi ciekawie, inaczej. Jednak cała ta czwórka totalnie nie wpisuje mi się w zespół o nazwie „Imagine Dragons”. Mam wrażenie, że stać ich na coś ciekawszego, a te utwory na pewno nie są zapowiadaną ewolucją. Takie utwory mogliby nagrać Maroon 5 czy „nowe” Linkin Park. Imagine Dragons pokochałem za interesujące kombinacje – ale mocne, charakterystyczne, z pazurem. Takie jest Believer, I Don’t Know Why czy Rise Up. Tu czuć i słychać ducha „smoków”. Jednak tytułową ewolucję dla mnie najbardziej ukazuje piosenka Thunder. Posiada ona pazur, zadziorność „smoków”, a jednocześnie interesujący romans z elektroniką i nowymi technologiami.

Wydaje mi się – mimo miłości do I Don’t Know Why, Believer i Rise Up, które współtworzyli Mattman & Robin – że Imagine Dragons najlepiej dogadują się jednak z Alexem Da Kidem. I to z nim za wszelką cenę powinni utrzymać dalsze kontakty. To współpraca Imagine Dragons + Alex Da Kid dała nam najlepsze efekty: Radioactive, Demons, Monster, Battle Cry, Warriors, Gold, I Bet My Life czy teraz Thunder.

Krążek o tytule Evolve wydaje mi się dosyć chaotyczny i na pewno nie jest zapowiadaną ewolucją. Z jednej strony posiada doskonałe Thunder, Believer czy I Don’t Know Why, z drugiej strony słuchalne i znośne, ale totalnie bezduszne Dancing in the Dark czy Mouth of the River. Da się tego słuchać, da się niektóre kawałki kochać i nadwyrężać przycisk replay. Ale jednak oczekiwałem dużo, dużo więcej. Evolve brakuje duszy, składu i ładu – wydaje się zlepkiem różności. Wydawnictwo Smoke + Mirrors nadal jest dla mnie najlepszym dziełem w dyskografii panów. A na album numer cztery życzyłbym sobie pójścia w stronę Thunder.

Ocena końcowa - 7

7

User Rating: Be the first one !
Tags

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Łukasz Mantiuk
7.5/10
Łukasz Mantiuk
6.5/10
Zuzanna Janicka
6/10
Show More

Łukasz Mantiuk

Wydawca i redaktor naczelny All About Music, na stałe (i z miłości) osiedlony w najpiękniejszym mieście Polski, Gdańsku. Miłośnik mainstremu oraz wszystkiego, co niemainstremowe. Lubi proste rzeczy i eksperymentalne, ciekawe i nudne, nowe i stare. Beyoncé i Marylę Rodowicz, Years & Years ale i Evanescence. Popowo i rockowo, soulowo i elektronicznie.

Podobne artykuły

7 thoughts on “Imagine Dragons – Evolve (2017), recenzja Łukasza Mantiuka”

  1. Z przykrością muszę się zgodzić. Cały album znacznie zyskuje po kilkukrotnym przesłuchaniu. Nie można powiedzieć, że jest słaby ale czegoś tu zabrakło. Jest za spokojnie, za popowo, nie ma tego pazura i tej energii, którą czuć na całym „Smoke + Mirrors”. Jestem jak najbardziej za zmianami i eksperymentami ale liczyłam bardziej na zmiany w kierunku mocniejszych brzmień i większej dozy elektroniki a nie na złagodzenie całości.
    PS. Dancing in the Dark akurat bardzo lubię ;-)

  2. Ograniczanie adekwatności tytułu do materiału do spojrzenia na niego tylko pod aspektem dźwiękowym jest bardzo powierzchownym i płytkim spojrzeniem na jakikolwiek temat. Evolve jest bardzo spójnym terminem z zawartością albumu, bo Imagine Dragons znani są z tekstów o motywacji,samodoskonaleniu się, wstawaniu po najgorszym możliwym upadku i to do tego najbardziej nawiązuje tytuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close