Dział PublicystykaRecenzje

Honorata Skarbek – Sunset (2018), recenzja Maksymiliana Kluziewicza

W przeciągu siedmiu lat od swojego debiutu, udało jej się wylansować kilka radiowych przebojów, zagrać support przed koncertem Justina Biebera w Łodzi i zgromadzić liczbę obserwujących liczoną w setkach tysięcy. O kim mowa? O Honoracie Skarbek! Właśnie wydała swój czwarty longplay zatytułowany „Sunset” i…

Kiedy w październiku zeszłego roku po raz pierwszy usłyszałem singiel Na Koniec Świata, od razu pomyślałem sobie, że Honorata Skarbek może nas mocno zaskoczyć, jeśli chodzi o brzmienie swojego następnego krążka. I to pozytywnie! W dorobku 25-latki nie było wcześniej równie nowoczesnego, tanecznego utworu, w którym tak ciekawie modulowałaby swoim głosem. Z pewnością duża w tym zasługa osób, które wokalistka zaprosiła do pracy nad swoim czwartym krążkiem, m.in.: Lanberry oraz Sarsy.

Słuchając albumu, nie sposób nie poczuć, a raczej usłyszeć, że to właśnie Lanberry była mocno zaangażowana w jego produkcję. Jej obecność słychać w szczególności w utworze Zły Sen, który jest jednym z najlepszych na całej płycie, jak również w kawałku Euforia i we wspomnianym już Na Koniec Świata. Na uwagę zasługuje tytułowa kompozycja, otwierająca cały krążek, czyli Sunset, będąca efektem współpracy z Sarsą. Tak dobrego wejścia Honorata Skarbek nie miała jeszcze nigdy. W przypadku jej poprzednich płyt, w roli utworów, które miały zachęcić słuchacza do wyruszenia z nią w muzyczną podróż, pojawiały się wcześniej wydane single. Tym razem postawiono na w pełni premierowy kawałek, który z powodzeniem mógłby zostać wydany jako któryś z kolei singiel promujący wydawnictwo.

Zostając przy temacie kompozycji całego albumu, trzeba przyznać, że jest on naprawdę spójny. Zgodnie z zapowiedziami ze strony samej Skarbek, opowiada pewną historię – żadna z piosenek nie została tu umieszczona przypadkowo. Początkowo towarzyszymy wokalistce w jej rozterkach życiowych, aby z każdym kolejnym utworem odkrywać, że czuje się ona ponownie zakochana i szczęśliwa. To właśnie taką zmianę symbolizuje tytuł płyty – przejście od zachodu słońca do ponownego wschodu.

Wydając Sunset, Honorata Skarbek zaserwowała połączenie modnej obecnie elektroniki z nastrojowymi balladami, a nawet rapowanymi zwrotkami, bowiem w lirycznym utworze Chora, co zapewne zaskoczy wielu fanów obu artystek, gościnnie pojawiła polska raperka o pseudonimie Wdowa. Pomimo tego, w przeciwieństwie do wydanego trzy lata temu albumu Puzzle, nie mamy tu do czynienia z ciężkostrawnym, muzycznym bigosem. Oczywiście pojawiły się też słabsze punkty, a jednym z nich, moim zdaniem, jest wybrany na drugi singiel utwór Zasady, któremu – co prawda – nie można odmówić pewnej przebojowości, ale brzmieniem przypomina mi bardziej klimat płyty Puzzle, a w szczególności pochodzący z niej kawałek Damy Radę, jednakże utwory takie jak Sunset, Zły Sen, Na Koniec Świata, czy Zabierz Mnie utwierdzają mnie w przekonaniu, że Sunset to bezsprzecznie najlepszy album w dyskografii Honoraty Skarbek i wyraźny sygnał, że nareszcie odkrywa ona swoją artystyczną drogę.

Tags
Show More


Related Articles

3 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *