Dział Publicystyka Honorata "Honey" Skarbek - Million (2013), recenzja Zuzanny Janickiej

Honorata „Honey” Skarbek – Million (2013), recenzja Zuzanny Janickiej

Nowa płyta Honey jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Myślałam, że dziewczyna da sobie spokój ze śpiewaniem i zajmie się modą. Nic z tego. Dwa lata po debiucie otrzymujemy album Million. Włączyłam go pełna obaw, bo nie mam dobrych wspomnień związanych z poprzednim krążkiem polskiej wokalistki.

Płyta Honey jest straszna. Pełna tanecznych utworów zrobionych na jedno kopyto. Żadna z piosenek się nie wyróżniała. Żadna nie zapadła w pamięć. Wadą albumu była również sama Honey, której wokal pozostawiał wiele do życzenia. Miała ciekawą barwę, ale nie była dobrze przygotowana technicznie. Wokalistce brakowało też własnego stylu. Była gorszą wersją Ke$hy. Czy w ciągu dwóch lat otworzyła się trochę i w swoich piosenkach pokaże nam siebie?

Największą inspiracją do powstania tej płyty była Wielka Improwizacja z 3 cz. Dziadów A. Mickiewicza. Wtedy właśnie z ust Konrada padły słowa „nazywam się milijon, bo za milijony kocham i cierpię katusze”. Podczas pisania piosenek na MILLION, czułam się skłócona z całym światem, ze wszystkim co mnie otacza, a przede wszystkim toczyłam wewnętrzną walkę z samą sobą.

tak powstanie tego albumu komentuje sama Honey. Uznałam to niedawno za największy obciach 2013 roku i zdania nie zmienię. Po prostu nie pasuje mi porównanie polskiej wokalistki do bohatera Mickiewicza. Tym bardziej, że słuchając Million zupełnie nie odczuwam buntu przeciwko całemu światu. Nie te problemy, sytuacja życiowa i otaczająca rzeczywistość.

Na Honey pełno było electropopwych koszmarków. Million jest miłym zaskoczeniem. Więcej tu spokojniejszych piosenek, mniej klubowych brzmień. Więcej przyjemnego dla ucha popu. Warto też dodać, że Honey zdecydowała się nagrać kilka piosenek po polsku. Poprzednia płyta była cała po angielsku. Widocznie wokalistka postanowiła pójść śladami Eweliny Lisowskiej, której sławę przyniosły single nagrane w ojczystym języku.

Krążek otwiera singlowy przebój LaLaLove. Nie kierujcie się tytułem – utwór jest po polsku. Mi podoba się średnio. Niby przyjemny, chwytliwy, ale brakuje mu lekkości i radości. Pod koniec słuchania Million nawet się go nie wspomina. Nieco lepszą piosenką jest drugi singiel z płyty – Nie powiem jak. Kawałek nie jest może tak bujający jak LaLaLove, ale słucha się go całkiem przyjemnie. Jedynym mankamentem piosenki są fragmenty, gdzie Honey nuci

oooo jejeje.

Czy tylko mi kojarzy się to z Endless Summer Oceany?

Z całego krążka najbardziej podoba mi się utwór zatytułowany Drama. To kawał porządnej, popowej muzyki. Wyczuwam w tym nagraniu sporo emocji i – co mnie cieszy najbardziej – szczerość i autentyczność. Dobre wrażenie zrobił na mnie także numer Sweet Drug. Gdybym nie wiedziała, kto ten utwór wykonuje, stawiałabym, że jest to demo dla Rihanny. Piosenka brzmi bardzo świeżo i ma fajny bit. Szybko polubiłam utwór Spadam, który wyróżnia się nie śpiewanym, ale recytowanym refrenem. To bardzo ciekawe rozwiązanie, nie spodziewałam się czegoś takiego po Honey. Na tle całego albumu uwagę na siebie zwraca też numer The Real Me. Może i bit oklepany, ale wielki plus za próbę stworzenia w Polsce kawałka na miarę najpopularniejszych światowych produkcji łączących w sobie pop i hip hop. Pojawiająca się gościnnie w utworze Ewa Pac nie jest kolejną Eve czy Lil’ Kim, ale jej rap prezentuje się całkiem dobrze. Trochę gorzej sama Honey, która w niektórych momentach ma głos przepuszczony przez auto tune. Powiem szczerze, że widziałabym ten kawałek na listach przebojów. Jeśli nie na całym świecie, to chociaż w Europie. Podobnie jak dynamiczne Listen to Your Heart i (niestety) mające w sobie coś ze starszych piosenek Honey Insomnia.

Z polskojęzycznych utworów znajdziemy tu jeszcze Uratuj mnie, który zrobił na mnie średnie wrażenie. Nudna, banalna kompozycja. Znacznie lepsze jest Po nocy przyjdzie dzień. Podszyte jest to trochę elektroniką, ale robi dobre wrażenie. Szczególnie szybszy refren. Myślę, że piosenka, gdyby Honey wydała ją na singlu, mogłaby być polskim hitem wakacji. W innym stylu jest natomiast zagrane na pianinie Wołam cię. Przyjemna, popowa ballada, która nieco rozkręca się podczas refrenu. Może i nie wzrusza ani nie skłania do refleksji, ale warto posłuchać.

W ciągu dwóch lat, jakie minęły od wydania debiutanckiego krążka Honey, polska wokalistka zrobiła ogromny postęp. Śpiewa lepiej, wydaje się być bardziej świadoma swojej wartości i tego, jak jej muzyka ma wyglądać. Nie naśladuje już tak bezmyślnie zagranicznych gwiazd. Teraz czerpie z ich twórczości to, co najlepsze. I chociaż na Million są utwory, przy których się krzywię (Insomnia, Uratuj mnie), są i takie, które wspominać będę bardzo ciepło (Spadam, The Real Me). Co tu jeszcze dodać  – dobra robota, Honey.

Zuzanna Janickahttp://www.the-rockferry.pl
Wielka pasjonatka muzyki, potrafiąca odnaleźć coś ciekawego w każdym gatunku. Autorka strony The-Rockferry, na której oprócz recenzji płyt znaleźć można całą masę innych muzycznych artykułów. Nałogowa uczestniczka koncertów. Wielka fanka Christiny Aguilery, Amy Winehouse, Kate Bush, Finka, Leonarda Cohena i zespołu The National.

Popularne