Dział PublicystykaRecenzje

Throwback Review: HEY – Fire (1993), recenzja Karoliny Karkowskiej

 

Są takie zespoły, które silnie oddziałują na życie odbiorcy. Są takie albumy, które budzą zainteresowanie słuchacza od pierwszych dźwięków. Albumy, od których wszystko się rozpoczęło. Dokładnie 25 lat temu zadebiutował zespołu Hey wydając Fire.

Moja miłość do zespołu co prawda nie rozpoczęła się od Fire, ale mam do tego albumu z perspektywy czasu ogromny sentyment. Jakieś 10 lat temu po raz pierwszy przesłuchałam debiutancki krążek. Nie spodobało mi się, że aż 10 na 18 piosenek jest obcojęzycznych. W porównaniu do poetyckości takich utworów jak pokoleniowa Moja i Twoja nadzieja czy nawet Teksański. Nie chciałabym się skupić na ogólnej recenzji albumu, tylko na poszczególnych utworach, które mimo upływu czasu, nie tracą na atrakcyjności i wciąż są aktualne.

Wrażliwość muzyczna każdego nas się zmienia. I tak po jakimś czasie zaczęłam wracać do obcojęzycznych numerów. Fate pewnego dnia wywoływało u mnie bezsenność. Brzmienie gitar, wokal, perkusja. Wszystko idealnie scala się w jedność i bardzo długo czekałam, by wykon usłyszeć na koncercie. Mnie wzrusza. W szczególności cieszyłam się, że ów utwór znalazł się na set liście trasy Fayrant. Zazdrość. Z pewnością każdy z nas był kiedyś zazdrosny. To bardzo poetycki opis, tego jakie pomysły roją się w naszej głowie, kiedy boimy się utraty bliskiej osoby. Schizophrenic Family. Początkowo utwór dla mnie bezużyteczny. Wokalistka drze się, występuje wyścig między nią a perkusją, gitarami. Z chwilową przerwą, by „złapać oddech”. Jako że szczególnie uzdolniona językowo nie jestem, nie zwracałam uwagi na tekst. Wszystko zmieniło się, kiedy zobaczyłam, że moja przyjaciółka bardzo lubi ten utwór. I machina ruszyła. Szybko nauczyłam się słów i żeby nadać dynamikę utworu, nie stać jak przysłowiowe sztywne pale Azji, po prostu zaczęłyśmy skakać, cały utwór. Wywijać włosami i krzyczeć. To jeden z utworów, które chce się usłyszeć na żywo. Pokazuje olbrzymie zdolności wokalne i mocny głos Nosowskiej. Zobaczysz. Jeden z moich ulubionych kawałków. Słowa nie są Kasi, tylko Edwarda Stachury, ale interpretacja moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. Lubię, kiedy twórcy odwołują się do innych.  Eksperyment. Nie wiem dlaczego, ale zawsze przypisywałam ten utwór innej płycie. Kiedyś czytałam wypowiedź, że tekst nie ma sensu i przedstawia okrutne działania kobiety:

Teraz pójdę z innym mężczyzną, a
potem zapytam co wtedy czułeś
a później wyznam publicznie,
że twoje uczucie nic dla mnie nie znaczy

Jednak jak to bywa z tekstem- nie można brać go dosłownie, bo taki zabieg tworzy przysłowiowe kwiatki. Tutaj pozostawiam kwestię do przemyślenia czytelnikowi. Moja i Twoja nadzieja. Utwór, który nie raz wywołał łzy u moich przyjaciół i u mnie. Jak już wspomniałam, utwór pokoleniowy. Nie ważne, czy ma się 20, czy 60 lat- myślę, że odbiór jest bardzo zbliżony.

Byłoby nietaktem nie wspomnieć o tak grubej rybie, jakim jest Teksański. Niemałą ilość koncertów mam za sobą, ale zawsze znajdzie się grupa, która będzie prosić o tę piosenkę. Ciekawostką jest to, że pewnego razu, po prośbie fanów, Kaśka w projekcie solowym, całkowicie spontanicznie wykonała Teksana. Kiedyś bardzo dobry, zabawny kawałek. Obecnie po prostu kiczowaty i „bekowy”.  Jednak bez niego jakoś pusto.

Jako fanka „nowszej” wersji Heya nie uważam, aby był to najlepszy ich album. Jednak gdyby nie on, być może nie miałabym tylu pięknych wspomnień, tylu pięknych słów, jakimi Nosowska karmiła nas przez 25 lat. Cieszę się, że doceniłam anglojęzyczne utwory. Jakby  nie patrzeć, to album kultowy.

Tags
Show More

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close