Dział PublicystykaRecenzje

Halsey – hopeless fountain kingdom (2017), recenzja Pawła Markiewicza

Halsey zdobyła rozgłos dzięki singlowi New Americana i Justinowi Bieberowi, z którym nagrała utwór The Feeling z płyty Purpose. Nie minęło dużo czasu i artystka zadebiutowała z krążkiem Badlands, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Ashley za sprawą alternatywnych i elektropopowych brzmień podbiła serca milionów fanów na całym świecie. Mamy rok 2017, a Halsey powraca do nas z drugą płytą, której tematem przewodnim jest Romeo i Julia.

Od pierwszego dnia promocji wokół hopeless fountain kingdom została stworzona magiczna otoczka, która była konsekwentnie realizowana. Pojawiły się symboliczne karty tarota, motyw przewodni oraz współczesna historia Romeo i Julii, w którą wprowadza nas pół mówione, pół śpiewane The Prologue.

Two households, both alike in dignity
In fair Verona, where we lay our scene
From ancient grudge break to new mutiny
Where civil blood makes civil hands unclean
From forth the fatal loins of these two foes
A pair of star-cross’d lovers take their life

Z całą pewnością można stwierdzić, że hopeless fountain kingdom jest wydawnictwem koncepcyjnym, gdzie spoiwem są słowa dotyczące destrukcyjnej miłości. Spod pióra Halsey wychodzą bardzo dobre teksty, w których momentami możemy dopatrzeć się głębszej metaforyki oraz intrygujących porównań. Z drugiej strony natkniemy się na warstwę liryczną, w której uczucia zostaną przedstawione w sposób bezpośredni i dosadny.

Przed oficjalną premierą zostały opublikowane trzy promocyjne utwory: Now Or Never, Eyes Closed i Strangers z gościnnym udziałem Lauren Jauregui. Pierwsza z nich, utrzymana w synthpopowych brzmieniach, jest typową piosenką, do której przyzwyczaiła nas Halsey z czasów Badlands. Refren, pod kątem modulacji głosu, do złudzenia przypomina Needed Me Rihanny. Ostatnia kompozycja utrzymana jest w klimatach lat 80. Wokalnie Ashley nie mogła dobrać sobie lepszej kolaborantki. Dawno nie słyszałem tak dobrze dobranych barw głosów w kobiecym duecie. Lauren i Halsey idealnie współgrają, i pięknie się dopełniają.

Oprócz Pani Jurequi, na hopeless fountain kingdom usłyszymy również rapera Quavo, który obecnie zapraszany jest przez wielu artystów do współpracy. Lie to podniosła piosenka, która swojej mocy nabiera w refrenie, kiedy to możemy usłyszeć tytułowe słowo w czterokrotnym powtórzeniu. Tak niewiele wystarczyło, żeby Halsey wywołała ciarki na mojej skórze za sprawą długich dźwięków, które wydobywa ze strun głosowych. To swoistego rodzaju amplituda, której wzrost możemy zauważyć w refrenie, a spadek we zwrotkach. Trzeba również zwrócić uwagę, że Lie dzięki ciągłej linii melodyjnej, wręcz perfekcyjnie zgrywa się z poprzednikiem (Good Mourning) i następcą (Walls Could Talk).

Na Badlands mieliśmy Control i Hold Me Down, a na hopeless fountain kingdom mamy Devil In Me. Wszystkie trzy piosenki nawiązują do zaburzeń psychicznych artystki i jej dwubiegunowej choroby. DIM jest jedną z najmroczniejszych kompozycji na płycie. Ponownie przewija się motyw demonów, które nosi w sobie nie tylko Halsey, ale każdy człowiek. Synthpopowa warstwa muzyczna została stworzona w jednym tempie i tonacji, jednak nie świadczy to o monotonii – wręcz przeciwnie, głos Ashley sprawia, że słuchacz jest zainteresowany i czeka na kolejną sekundę piosenki.

Halsey nie posiada pięciu oktaw, ale może pochwalić się czymś innym. Wyjątkową, niską i chrypliwą barwą głosu, która w połączeniu ze skrzypcami czy fortepianem (Sorry) działa cuda. Kontrastowo – okraszona bogatą produkcją (Don’t Play) również się broni. Czasami wkradają się syntezatory, dość rzadki zabieg na hopeless fountain kingdom, ale sprawia, że płyta, jak i poszczególne utwory nabierają dodatkowego klimatu.

Zawsze mówi się, że druga płyta, to „być albo nie być” wokalisty. Halsey płytą hopeless fountain kingdom udowodniła, że zalicza się do wąskiego grona artystów młodego pokolenia, które należy pisać przez wielkie A. Dwuletnia przerwa bez wątpienia wpłynęła na brzmienie wydawnictwa – słychać, że Ashley nie czuła presji związanej z kolejną płytą i trochę poeksperymentowała. Za sprawą motywu przewodniego – współczesnej historii Romeo i Julii możemy przenieść się do alternatywnej rzeczywistości. Jestem pewien, że hopeless fountain kingdom pojawi się w wielu zestawieniach najlepszych płyt w 2017 roku.

Tags

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Paweł Markiewicz
9.5/10
Dariusz Kozera
8.5/10
Piotr Krajewski
7/10
Łukasz Mantiuk
6/10
Show More

Paweł Markiewicz

Student III roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Podobne artykuły

1 thought on “Halsey – hopeless fountain kingdom (2017), recenzja Pawła Markiewicza”

  1. Poza błędem w nazwisku Lauren (poprawcie to) ze wszystkim się zgadzam. Świetny album. Nie umiem wybrać ulubionego utworu, bo lubię dosłownie każdy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close