Halestorm – ReAniMate 2.0: The CoVeRs eP (2013), recenzja Filipa Wiącka

Po wydaniu w 2011 roku ReAniMate: The CoVeRs eP – pierwszej EP-ki zawierającej przeróbki cudzych utworów – kariera grupy Halestorm bardzo się rozwinęła. Zdobyli pierwsze Grammy (Best Hard Rock/Metal Performance za Love Bites (So Do I)), Freak Like Me dotarło na szczyt Billboard Hot Mainstream Rock Tracks. I przede wszystkim nagrali fantastyczny, rewelacyjny album The Strange Case Of… Ich dobra passa trwa. Dziś prezentują drugą część EP-ki z coverami.

Od wydania singla Love Bites (So Do I) muzyka Halestorm stała się mocniejsza i drapieżniejsza. Tendencje tę zespół podtrzymuje na ReAniMate 2.0: The CoVeRs eP. Covery tu zawarte są ostrzejsze, ale i bardziej różnorodne od tych z pierwszej części. W dużej części także lepsze. Podobnie jak wcześniej otrzymaliśmy 5 coverów rockowych i metalowych utworów, a także przeróbkę jednego popowego hitu.

[su_divider top=\”no\” style=\”double\”]

Na pewno każdy z Was słyszał w tym roku choć raz hit Daft Punk pt. Get Lucky. Tak – to właśnie ten kawałek Halestorm wzięli tym razem na warsztat. Oryginał całkiem mi się podoba i byłem ciekawy, jak zespół przerobi ten utwór. Podobnie jak w przypadku Bad Romance z poprzedniej EP-ki Get Lucky w wersji Halestorm bardziej przypadło mi do gustu. Z oryginałem niewiele ma wspólnego. Przyjemny, dyskotekowy bit zastąpiły gitary elektryczne. Całą uwagę skupia na sobie jednak sama wokalistka – Lzzy Hale. Brzmi po prostu cudownie. Zwłaszcza w refrenie.

[su_divider top=\”no\” style=\”double\”]

Najbardziej byłem ciekawy, jak Halestorm poradzą sobie z 1996. Oryginał wykonuje zespół (zaznaczam – zespół, nie wokalista) Marilyn Manson. Ich twórczość jest dość specyficzna i trudna. Do mnie do końca nie trafia, choć akurat 1996 całkiem lubię. Wersja Halestorm jest jednak nieco lżejsza (choć nadal mocna i agresywna), bardziej przystępna. To właśnie ona bardziej przypadła mi do gustu.

Covery z ReAniMate 2.0: The CoVeRs eP mają jedną, dość specyficzną cechę. Zespół mógł zupełnie zmienić starsze utwory i przedstawić je po swojemu. Co jednak ciekawe interpretacje Halestorm zawierają główne cechy oryginałów, jednocześnie bardzo się od nich różnią. I tak – np. Gold Dust Woman zawiera partie gitary akustycznej brzmiącej niemal folkowo. Lzzy też brzmi delikatniej niż w innych utworach. To jedna z najspokojniejszych, a już na pewno najbardziej się wyróżniających pozycji grupy. Nawet wolę cover od oryginału (Fleetwood Mac). Zespół sięgnął także po kawałki gigantów: AC/DC oraz Judas Priest. Przyznam, że nieco obawiałem się przeróbki Shoot to Thrill AC/DC. Oryginał to świetny kawałek. Mocny, choć wpadający w ucho. Po prostu w stylu AC/DC. Cover jest całkiem podobny – czuć wręcz tego ducha lat 80. Od Judas Priest scoverowany został utwór Dissident Aggressor. Z oryginałem łączy go niesamowity, krzyczany refren. Ostatnią piosenką, po którą sięgnął zespół, jest Hell Is for Children. Charakteryzuje się (zarówno oryginał – Pat Benatar) stopniowo budowanym napięciem. Zwrotki i refren, choć gitar i perkusji, w nich nie brakuje, utrzymane są w mid-tempo. Dopiero pod koniec utwór się rozkręca. Nie umiem wybrać, które wykonanie bardziej przypadło mi do gustu. Oba są bardzo dobre.

Podobnie jak w przypadku ReAniMate: The CoVeRs eP zastanawiałem się, czego tu brakuje, a może raczej – co można by wymienić. Przychodzi mi na myśl jednak jedynie 1996. Na albumie Antichrist Superstar Mansona było więcej bardzo dobrych piosenek (The Beautiful People, The Reflecting God, Tourniquet) i właściwie każda z tych trzech nawet lepiej by się tu sprawdziła. Do pozostałych piosenek nie mogę się przyczepić. Starannie wybrali utwory do scoverowania. Wyszły im naprawdę świetnie. Może i ReAniMate 2.0: The CoVeRs eP nie przebiło The Strange Case Of…, lecz słucha się go naprawdę bardzo przyjemnie. Na pewno będę często do tego wracał. I jeśli ktoś nie wie, jak stworzyć dobry cover – niech uczy się od Halestorm.

[su_divider top=\”no\” style=\”double\”]

reanimatecd-ep-halestorm

1 Reply to “Halestorm – ReAniMate 2.0: The CoVeRs eP (2013), recenzja Filipa Wiącka”

  1. A ja podobno coverów nie lubię? Cóż są pewne wyjątki i to jest jeden z nich. Idealnie trafiona dziewiątka :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.