Ostatnio miałem niewątpliwą przyjemność przesłuchać i zrecenzować najnowszą płytę młodego bluesmana – Jonny’ego Langa. Być może pamiętasz, że było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Podobnie rzecz się ma z Guy’em Sebastianem, który kilka dni temu po raz pierwszy zagościł w moim odtwarzaczu. Na tym niestety podobieństwa między oboma tymi przeżyciami się kończą. Australijski wokalista nie sprostał oczekiwaniom, a na tle Langa wypada dość blado.

Na wstępie powinienem wspomnieć o jeszcze jednym podobieństwie pomiędzy wspomnianymi wcześniej  panami. Chodzi mianowicie o to, że obaj są stosunkowo młodzi (Guy Sebastian urodził się w 1981 roku) ale jak na swój wiek na koncie mają już pokaźną liczbę albumów. W przypadku Australijczyka Conscious jest jego ósmym studyjnym albumem, a poza tym wydał także trzy EP-ki, jedno nagranie DVD oraz płytę kompilacyjną.

W sferze lirycznej albumy dzielą się według mnie na dwie grupy. Pierwsza to ta, w której podejmowane są tematy uniwersalne, pojmowane jako całość, opisywane z szerokiej perspektywy lub zwracające uwagę na jakiś niezauważalny na pierwszy rzut oka szczegół. Druga to ta, w której opisywane są osobiste emocje, rozgoryczenia oraz radości artysty. Dużo w niej patrzenia w swoją stronę i zero wniosków płynących z opowieści. Conscious to niestety album należący do tej drugiej grupy.

Zdawało mi się, że tego typu teksty, jakie w dużej mierze zgromadzone są na tej płycie, to domena raczej kilkunasto czy nieco ponad dwudziestoletnich chłopaków, którzy nie mają jeszcze zbyt wiele do powiedzenia o świecie (co nie jest oczywiście regułą odnoszącą się do wszystkich). Okazuje się jednak, że i bardziej doświadczeni muzycy lubią w swoich piosenkach śpiewać o przeżyciach banalnych, stawiać siebie w pozycji ofiary i użalać się nad własnym losem. Gdybym miał sparafrazować tekst utworu Sober, to napisałbym, że Sebastian śpiewa mniej więcej tak: „Wiem, że jestem beznadziejny, głupi, brzydki, ale proszę pozwól mi cię kochać. Powiedz, co mam zrobić, żebyś obdarzyła mnie swoim uczuciem?” Nie chcę popadać w typową dla negatywnych recenzji przesadę, ale właśnie tak odbieram ten utwór.

Sober to nie jedyna piosenka, do której mam zastrzeżenia. Łatwiej by było wymienić te, do których zarzutów nie mam, ale Keep Me Coming Back, to kolejna kompozycja, która nie pozwala na obojętne przejście obok. Zdaję sobie sprawę, że takie teksty o miłości, jak właśnie w tej piosence, to nie jest przypadłość występująca tylko u Guy’a Sebastiana, natomiast w tym przypadku bardzo mocno zwróciło to moją uwagę. Sebastian stawia się w roli osoby, która nie potrafi panować nad sobą, swoimi emocjami i nad własnym ciałem. Wokalista kreuje tutaj postać ulegającą pożądaniu. „Wciąż myślę o tym, jak miałem twoje ciało na wyciągnięcie ręki. Pragnę smaku twoich ust. Robię rzeczy, których nigdy nie powinienem, ale nie obchodzi mnie to, bo one smakują tak dobrze.” I to jest właśnie piosenka o miłości w wykonaniu Guy’a Sebastiana.  Dlaczego osoby, które mają być pewnego rodzaju autorytetami dla swoich odbiorców, kreują sferę miłości tak jednowymiarowo?  Jakże daleko tej piosence, do jednej z moich ulubionych ballad podejmujących temat miłości – „Chcę położyć cię w łóżku usłanym różami. Sam prześpię się na łóżku z gwoździ. Chcę być tak blisko ciebie, jak Duch Święty.”- to fragment refrenu Bed of Roses zespołu Bon Jovi. Być może nie ma co porównywać jednego z drugim, ale z drugiej strony  mierzyć trzeba zawsze wysoko.

Muzycznie Conscious to płyta przyjemna choć niewyróżniająca się z tłumu innych. Klimatem Sebastian oscyluje wokół modern popu i R&B. Kompozycje są raczej proste i łatwo wpadające w ucho, choć niezbyt charakterystyczne – przy drugim odsłuchaniu tej płyty trudno jest rozpoznać któreś z nich. Niewątpliwym plusem tego albumu jest wokal Guy’a Sebastiana, który jest różnorodny, ma w sobie pewną pulę emocji, a szczególnie podobają mi się te momenty, w których śpiewa bardziej agresywnie i przy których pojawia się przyjemna chrypka.

Nie myśl, że czerpię dziką przyjemność z krytykowania jakiegokolwiek albumu. O wiele przyjemniej pisze się teksty pozytywne. O wiele milej jest, kiedy w podsumowaniu recenzji mogę napisać, że już nie mogę się doczekać kolejnej płyty danego artysty. O ile łatwiej pisze się recenzje pozytywne od negatywnych! Niestety, w tym przypadku musiało być inaczej. Mam jednak nadzieję, że to nie jest najwyższy poziom jaki Guy Sebastian może zaprezentować i kolejnym razem będzie po prostu lepiej.

Guy Sebastian - Conscious
  • Data premiery:
    03 11 2017
  • Wytwórnia:
    Sony Music Australia
  • Gatunek:
    pop, R&B
  • Single:
    High On Me, Bloodstone
Najlepsze utwory:
Bloodstone
Najsłabsze utwory:
Sober, Keep Me Coming Back

OCENA KOŃCOWA AUTORA RECENZJI

  • 5/10
    Ocena końcowa - 5,5/10
5.5/10
Poprzedni artykułUK Charts: Ed Sheeran ponownie na szczytach obu zestawień
Następny artykułNajgorsze piosenki 2017 według Esquire