Goldfrapp - Silver Eye
  • Data premiery:
    31 03 2017
  • Wytwórnia:
    Mute
  • Gatunek:
    elektronika, electro pop
  • Single:
    Anymore
Najlepsze utwory:
Tigerman, Faux Suede Drifter
Najsłabsze utwory:
brak

O tym, że w 2017 roku Goldfrapp wydadzą swoją siódmą studyjną płytę, dowiedzieliśmy się prawie dwa lata temu. O tym, że album ten będzie zawierać żywsze, bardziej elektroniczne utwory, wiedzieliśmy od premiery poprzedniego krążka, Tales of Us (2013 rok). Tworzony przez Alison Goldfrapp i Willa Gregory’ego duet jest dość dziwacznym, stojącym w sprzeczności projektem – z jednej strony tworzona przez nich muzyka jest przewidywalna, z drugiej zaś za każdym razem podobnie interesująca i atrakcyjna. 

Brytyjczycy od lat poruszają się jednym szlakiem, skręcając i trafiając na taneczne melodie, by za chwilę na innym zakręcie znaleźć spokój i brzmienie zbudowane z żywych instrumentów.

Ich poprzednie dziecko to album, w którym mimo upływu lat jestem tak samo zakochana. Tales of Us może brzmi niepozornie i skromnie, ale przynosi wiele emocji, kryjących się za poszczególnymi opowieściami. Klimat tego wydawnictwa jest nie do podrobienia. Jak wspomniałam, Alison z Willem nawet nie starali się stworzyć czegoś podobnego, chwytając za swoje elektroniczne zabawki i po raz pierwszy od czasów Head First zapraszając do współpracy producentów – The Haxan Cloak, Johna Congletona i Leo Abrahamsa. Wyrwani z różnych dźwiękowych światów muzyczni reżyserzy pokierowali duetem i pomogli w powstaniu płyty jak ulał pasującej do dyskografii Brytyjczyków.

Dziesięciotrackowe wydawnictwo otwiera piosenka, którą raz lubię mniej, a raz bardziej. Na potrzeby recenzji najwygodniej będzie mi napisać, iż Anymore plasuje się w drugiej połowie goldfrappowej stawki. Zarówno w całej dyskografii, jak i na Silver Eye. Electropopowa, seksowna kompozycja, wybrana przez duet na pierwszy singiel, to powrót do czasów Supernature. Osadzony na ciężkim bicie kawałek wpada w ucho. Lepiej wypada nie mniej zmysłowe Systemagic (uwielbiam tę grę słów), które charakteryzuje się słodkimi wokalizami Alison i glamowym błyskiem kojarzącym mi się z erą Black Cherry. Początkową ofensywą zachęcających do potupania nóżką numerów nagle przerywa mroczniejsze, rozmarzone Tigerman, będące jednym z moich ulubionych momentów Silver Eye. Inny highlight? Romansująca z ambientem ballada Faux Suede Drifter, w której Alison daje swojemu głosowi popłynąć po wysokich rejestrach. Dodatkowo przez cały utwór towarzyszy mi poczucie, jakby artystka komunikowała się z nami z odległej planety. Magia.

Na dłuższą chwilę w świecie mniej rozrywkowych melodii zostajemy także za sprawą przywołującego, z lekką przesadą to przyznam, echa Seventh Tree nagrania Zodiac Black, oraz jaśniejszego, dream popowego Beast That Never Was. Album dopełnia czwórka całkiem niezłych, choć nie wywołujących u mnie okrzyków zachwytów kompozycji. Rytmiczne Become the One zwraca uwagę poddanym obróbce wokalem Alison. W numerze tym Brytyjka brzmi nieco… złowrogo. Efekt ten jest największym atutem piosenki. Intryguje i sprawia, że utwór zostaje w pamięci. Żywiołowe, synth popowe Everything Is Never Enough jest ukłonem w stronę lat 80. i wydanego siedem lat temu albumu Head First. Ciekawie wypada końcówka płyty, w której Goldfrapp zestawili ze sobą dwie zupełnie różne piosenki – przenikliwe Moon in Your Mouth i niepozbawione nutki dramatyzmu czy nawet agresji Oceans.

W akapitach poświęconych samym kompozycjom przemyciłam wiele odwołań do starszych wydawnictw formacji. Nie bez powodu. Silver Eye, choć jest kolejnym krokiem w muzycznej podróży Goldfrapp, nie jest płytą do końca oryginalną i nowatorską. To raczej taki… okrojony best of. Duet jakby powrócił do swoich albumów (pomijając jednak Felt Mountain i Tales of Us), wybierając z nich pomysły i patenty, które, jego zdaniem, warto rozwinąć. Stąd nad niektórymi piosenkami unosi się delikatność i zwiewność Seventh Tree, przy innych ożywają wspomnienia electroclashowych, wyrazistych Black Cherry i Supernature, a gdzieniegdzie odgrzebane zostają energiczne, taneczne, synth popowe pamiątki po Head First. Mieszanka niezła, choć mam wrażenie, że Alison i Willa stać na więcej.

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Zuzanna Janicka
7/10
Łukasz Jaćkiewicz
8/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDalida. W muzyce odnosiła wielkie sukcesy, w życiu prywatnym była nieszczęśliwa
Następny artykułPoznaliśmy zwycięzców ACM Awards 2017
Zuzanna Janicka
Lat 22, studentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Wielka pasjonatka muzyki, potrafiąca odnaleźć coś ciekawego w każdym gatunku. Autorka strony The-Rockferry, na której oprócz recenzji płyt znaleźć można całą masę innych muzycznych artykułów.