George Ezra – Staying at Tamara’s (2018), recenzja Aleksandry Żeleźnik

George Ezra dał się poznać za sprawą singla Did You Hear the Rain? wydanego w 2013 roku. Od tamtej pory publiczność pokochała jego charakterystyczny głos, urzekający głębią barwy. Brytyjczyk poszedł za ciosem, sukcesywnie tworzył materiał i wydał debiutancki longplay, który został ciepło przyjęty przez krytyków. Po krótkiej przerwie powraca z druga płytą. Czy nowe utwory sprostały wysokim oczekiwaniom?

George Ezra to brytyjski piosenkarz, który zadebiutował w 2014 roku albumem Wanted on Voyage. Na krążku znalazło się kilka radiowych hitów (Budapest, Barcelona czy Blame It on Me), dzięki czemu twórczość Brytyjczyka mogła dotrzeć do szerokiej publiczności. Później, artysta koncertował i przygotowywał nowy materiał. Połączył siły z producentem Cameronem Blackwoodem, czego efektem był drugi album zatytułowany Staying at Tamara’s. Wydawnictwo zawierające 11 premierowych utworów swoją premierę miało 23 marca nakładem wytwórni Columbia Records.

Zaczynając omawianie tego albumu należy już na początku zaznaczyć, że Ezra miał pomysł na ten album. Sam niejako podzielił materiał na dwie części. Pierwsza – od początku płyty do ponad połowy – szybkie, żywiołowe, idealnie nadające się na radiowe hity kompozycje. Druga to zdecydowanie wolna, stonowana i wyważona końcówka płyty.

Pretty Shining People, Paradise, Don’t Matter Now, Get Away czy Shotgun. Te wszystkie utwory zostały utrzymane w żwawszej stylistyce. Ezra bawi się tempem, dodaje instrumenty dęte, tworzy refreny i melodie, które trudno wyrzucić z pamięci. Jednym zdaniem – pokazuje swoją taneczną stronę. Idealnie słychać to np. we wspomnianym już utworze Paradise, który aż ocieka dynamizmem i świetną zabawą. Cieszy, że artysta w dużej mierze postawił na tego typu kompozycje dopasowując je do swojego stylu. Dzięki temu bez problemu będzie w stanie podbić niejedną stację radiową.

[su_row]
[su_column size=”1/2″]

[/su_column]
[su_column size=”1/2″]

[/su_column]
[/su_row]
Nie zapominajmy, że głos George’a jest wprost stworzony do ballad! Artysta udowadnia to w takich kawałkach jak Hold My Girl, Only a Human czy zamykającym The Beautiful Dream. Potrafi przekazać emocje a jego głos urzeka w każdej wyśpiewanej sekundzie. Delikatne, spokojne melodie uzupełnione często osobistym, mocnym tekstem dodają im niewątpliwie autentyczności.

„You can run, you can jump, might fuck it up
But you can’t blame yourself, no, you’re just human”

Warto zwrócić uwagę na utwór Saviour, który został nagrany we współpracy z duetem First Aid Kit. Przepiękna, odrobinę mroczniejsza kompozycja, z charakterystycznymi dla Ezry dźwiękami gitary. Siostry Söderberg dodają ciekawego klimatu efektowi końcowemu. Głosy wokalistów bardzo dobrze się uzupełniają.  Zdecydowanie jedna z lepszych i pozytywnie wyróżniających się kompozycji na płycie.

[su_row]
[su_column size=”1/2″]

[/su_column]
[su_column size=”1/2″]

[/su_column]
[/su_row]

Podsumowując, album Staying at Tamara’s to kawał dobrego aczkolwiek bardzo bezpiecznego materiału. Ezra zdecydowanie pokazał jaką muzykę chce tworzyć – trzyma się konsekwentnie obranej ścieżki. Dał nam, słuchaczom, tego, czego mogliśmy się po nim spodziewać. Nie jest to album nader spójny, jednak w odbiorze całości nie można tego uznać za mankament. Artysta postanowił zagrać ostrożnie, co przełożyło się na lekko nużący, monotonny materiał. Jednakże bilans pomiędzy utworami dynamicznymi, a rzewnymi balladami, z jakich znany jest George wszystko zrekompensował. Słychać, że jest to dobre, sprawdzone rozwiązanie. A że przy okazji stworzył kilka potencjalnych radiowych hitów… dobrze dla niego.

Staying at Tamara’s to zdecydowanie udane wydawnictwo, jednakże niczym szczególnym nie zaskakuje. Czekam zatem na trochę szaleństwa w twórczości Ezry. Tymczasem, gratuluje udanego drugiego albumu.