Jeszcze nigdy nie czekałam na żaden album tak jak na ten, a Florence i maszyny wystawili cierpliwość swoich fanów na próbę. Cieszyłam się jak dziecko, gdy w czerwcu w końcu mogłam odsłuchać te 11 utworów z How Big, How Blue, How Beautiful. Jednak nowy album mojej ulubionej grupy zupełnie mnie zaskoczył.

Nota redaktorska: Recenzja została przesłana przez Dorotę podczas rekrutacji na All About Music. Postanowiliśmy ją opublikować, aby się nie zmarnowała.

Do Florence + The Machine mam ogromy sentyment, a zespół pokochałam już kilka lat temu, kiedy usłyszałam ich cover You’ve Got The Love. Zauroczyła mnie przede wszystkim niezwykła charyzma i głos Florence Welch, nadające kompozycjom bandu niepowtarzalnej magii. Ta wokalistka jest tak wyjątkową i barwną postacią, że nie sposób ominąć muzyki FATM szerokim łukiem. Welch przyciąga uwagę, a jednocześnie ma swój własny, artystyczny świat, w którym jest ogrom kwiatów, wianków i oryginalnych scenicznych kreacji. Koncerty tego zespołu to zawsze wydarzenie, show, którego nie sposób zapomnieć.

Pierwsze dwie płyty Florence, czyli Lungs i Ceremonials, osiągnęły wielki sukces, z czego pierwszy, debiutancki krążek Flo był bardziej niewinny, powiedziałabym, że nawet uwydatniał jej niedoświadczenie. Kompozycje zostały napisane pod wpływem silnego uczucia, a artystka sama przeżywała wzloty i upadki. Tak naprawdę dopiero odnajdywała siebie w muzyce. 2 lata później światło ujrzało drugie wydawnictwo zespołu, które było o wiele bardziej kobiece i trochę demoniczne, co można zaobserwować nie tylko w muzyce, ale też w samych teledyskach.

Po 4 latach na świat przyszedł najnowszy album, w którym najlepiej widać metamorfozę Florence, która zaskoczyła fanów zupełnie innymi piosenkami, niż by się spodziewali. Na HBHBHB utwory są dużo dojrzalsze. Muzyka i efekty nie przytłumiają już pięknego głosu Flo i mam wrażenie, że to tekst wysuwa się na pierwszy plan. Florence + The Machine wrócili na rynek muzyczny w wielkim stylu. Album wydała wytwórnia Island Records, której Flo jest wierna od samego początku. Produkcją zajęli się Markus Dravs i Paul Epworth, którzy odpowiedzialni są też za parę tekstów. Każdy utwór na tej płycie został przynajmniej częściowo napisany przez Florence Welch.

Dwa numery rozpoczynające album to jednocześnie dwa single z HBHBHB. Mowa oczywiście o Third Eye i What Kind Of Man. Kompozycja otwierająca płytę jest ciekawa, a melodia zapada w pamięć. Opowiada o niszczącej miłości, co spowodowało plotki, że teksty do utworów z tego albumu powstały dzięki nieszczęśliwemu uczuciu Florence. Z kolei What Kind Of Man, zaprezentowany jako pierwszy singiel z płyty, jest z początku tajemniczy, potem dochodzą charakterystyczne dla Flo chórki w tle. Wszystko otoczone jest świetną muzyką Dravsa.

W piosenkach z tego krążka bardzo zaintrygowała mnie linia melodyczna, która z kolei odgrywa bardzo dużą rolę w tytułowej kompozycji, czyli How Big, How Blue, How Beautiful, do której tekst Flo napisała razem ze swoją przyjaciółką Isabellą Summers, czyli Isą Machine. To właśnie w tym numerze zauroczyła mnie końcowa melodia – delikatna i stonowana.

Kolejnym utworem jest Queen Of Peace, który Welch połączyła z Long & Lost i zaprezentowała przepiękny dziesięciominutowy teledysk opowiadający smutną historię miłości. Dwie skłócone rodziny, Florence i jej ukochany, przemoc, od której nie można uciec, nawet gdyby się chciało i destrukcyjne uczucie przynoszące wiele cierpienia. Ten klip trudno jest zrozumieć, ale świadczy to o artyzmie Flo i jej wyjątkowej wrażliwości. Obie piosenki są idealnie zobrazowane.

Balladami, na które warto zwrócić uwagę są Various Storms & Saints, St Jude i Caught. W przypadku tej ostatniej jedynie w refrenie głos Flo jest trochę mocniejszy. Jednak wszystkie te piosenki są w miarę spokojne, można wsłuchać się w tekst. Śpiew Florence jest często cichy, stłumiony, doskonale nim operuje, aby wprowadzić słuchacza w melancholijny nastrój i inny świat.

Delilah i Mother to utwory, które są nieco bardziej rockowe. Pierwszy z nich to energiczny numer, do którego niedawno pojawił się teledysk. Widać w nim jednak tą starą Florence, która nigdy do końca się nie zmieni. Ta wokalistka jest nieco dziwna, ale ma w sobie coś prawdziwego, co sprawia, że uwielbiam jej słuchać.

How Big, How Blue, How Beautiful to według mnie album niezwykle dopracowany i spójny, na który opłacało się czekać 4 lata. Te wydawnictwo tworzy jedną całość, historię. To uczucia przelane na papier, wyśpiewane, wygrane w studiu i przekazane fanom. Nowa płyta FATM jest o wiele bardziej przyziemna od poprzednich. Tą normalność widać chociażby w klimacie teledysków i w samej Florence, która w nich występuje. W utworach z Ceremonials miała jeszcze makijaż, kreacje. A teraz pokazuje się ludziom jako zwykły, zmęczony człowiek. W klipach ukazuje często przemoc, dotyka codziennych problemów. Śpiewa o burzy i tonącym statku odnosząc to do życia i miłości. Myślę, że ten album jest wyjątkowy w swojej zwyczajności. I w żadnym wypadku nie jestem nim rozczarowana. Czekam na więcej takiej Flo.

  • Sebosz

    „Dwa numery rozpoczynające album to jednocześnie dwa single z HBHBHB. Mowa oczywiście o Third Eye i What Kind Of Man.”
    Czy pierwszym utworem na albumie nie jest przypadkiem „Ship to Wreck”?

  • Assisi

    Przyznam szczerze ze nie znam tego albumu, ale po tej recenzji z chęcią to zrobię, może jeszcze zalapie się na konkurs :D

  • A dla mnie najlepsza płyta roku 2015 <3

  • Pacaveli

    @xmaranwayx:disqus, ja też go nie znam, ale mnie ten album jakoś nie kusi, mimo tak znakomitych recenzji. :P
    Eee, po prostu nie lubię za bardzo głosu Florence, i muzykę, którą ona wykonuje razem z Maszyną. :P

  • Lacarnum

    Dravs nie napisał muzyki do „What Kind of Man”, był jedynie odpowiedzialny za produkcję.

    • Dominik Haba

      ” Wszystko otoczone jest świetną muzyką Dravsa.” to znaczy dokładnie tyle,ze to jego produkcja