Dział PublicystykaRecenzje

First Aid Kit – Ruins (2018), recenzja Zuzanny Rubaszewskiej

Tajemniczy folkowy duet wraca z nową płytą! Po czterech latach od ostatnich wydawnictw, First Aid Kit prezentuje nam swój najnowszy album Ruins. Ten zbiór 10 utworów to piękna podróż po muzyce folkowej, tylko jak wypada ona na tle wszystkiego co słyszymy w dzisiejszych czasach w radiu?

Znalezione obrazy dla zapytania first aid kit band ruins

First Aid Kit to szwedzki duet, który popularność zdobył w 2008 roku, dzięki coverowi, który na YouTube zdobył ogromną liczbę wyświetleń. Od tego czasu dziewczyny wydały trzy płyty i dwie EPki, które spotkały się z bardzo pozytywnym przyjęciem przez krytyków. Na początku nowego roku duet wydał nowe wydawnictwo – Runis, które co tu dużo mówić, zawiera w sobie wszystko za co kochamy muzykę folkową.

Album zaczyna się spokojnym Rebel Heart. Powiem szczerze, że taki początek nie do końca mnie zadowolił. Utwór wydał mi się trochę monotematyczny i po prostu nudny (mimo genialnych głosów sióstr!), a długość (ponad pięć minut) sprawia, że bardzo się dłuży. Na szczęście po Rebel Heart, przychodzi singlowe It’s a Shame. Żywszy, melodyjny utwór sprawił, że nabrałam ochoty na więcej. Szczególnie, że po nim przychodzi kolejny singiel – Fireworks, który choć jest swego rodzaju balladą to chwytająca za serce i eksponująca świetne głosy dziewczyn.

https://www.youtube.com/watch?v=bDdXe51yphI

Mały problem mam niestety z paroma utworami na tej płycie, bo nie mogę nazwać ich złymi – są po prostu nudne. Utworów To Live a Life, Wild Sweet Love czy Distant Star praktycznie już nie pamiętam. I nie chodzi tu o tekst, tylko nawet o samą melodie. Wszystkie są bardzo podobne i choć dobrze się ich słucha, to nie wywołują takich uczuć jak inne na tej płycie. A szkoda, bo mogłyby.

Natomiast utworami, które szczególnie mnie ujęły są Postcard i Hem of Her Dress. W pierwszym uwielbiam fortepianową melodię, idącą trochę w kierunku country i sprawiającą, że cała kompozycja jest jedną z najżywszych na albumie. W drugim natomiast świetną harmonię dziewczyn, delikatną melodię opartą prawie w 100% na gitarze, partii chóru, która bardzo dynamizuje kawałek. O tekstach obu piosenek już nie wspomnę, oba opowiadają o miłości, każdy w inny sposób, ale w tak samo chwytający za serce i poruszający sposób.

Całe wydawnictwo zamyka Nothing Has To Be True i szczerze mówiąc – lepszego zakończenia siostry napisać nie mogły. Po przesłuchaniu go miałam wrażenie domknięcia (rzadko mi się to zdarza), prawdziwego zakończenia podróży w którą nas zabrały. I być może wynika to z tego, że jestem zupełnie na świeżo po odsłuchu (dosłownie dwie minuty) i za kilka dni będę miała inne zdanie, ale mam nadzieję, że tak się nie stanie. Dlaczego? Bo Nothing Has To Be True to też, przede wszystkim, piękna kompozycja z genialna linią melodyczną, która jest bardzo różnorodna, ale też nienarzucająca się.

Podsumowując, First Aid Kit stworzyło świetny album z wieloma pięknymi i chwytającymi za serce utworami prezentującymi najlepsze oblicze folku. Przejmujące teksty, nienarzucająca się melodia i głębokie głosy dziewczyn – na tym zbudowana jest ta płyta. I choć wszystkie te trzy rzeczy uważam za niezbędne na każdym albumie, to choć Ruins jest jednym z najlepszych reprezentantów gatunku, niestety daje się w nim zauważyć monotematyczność i jednostajność, co dla osoby nieznającej twórczości duetu i nie interesującej się muzyką folkową może być męczące. Jest to jednak piękny punkt w muzyce pozwalający uwierzyć, że zdominowany przez elektronikę świat jest w stanie przyjąć tak alternatywne, powracające do korzeni dźwięki. Ja  kupuje Ruins takim jakim jest i czekam na kolejne wydawnictwa tych niezwykle utalentowanych dziewczyn.

Tags
Show More


Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *