Fink - Fink's Sunday Night Blues Club
  • Data premiery:
    10 03 2017
  • Wytwórnia:
    Universal Music Polska
  • Gatunek:
    blues
  • Single:
    Boneyard
Najlepsze utwory:
Boneyard, Keep Myself Alone Now, Hard to See You Happy, Hour Golden
Najsłabsze utwory:
brak

Ciężko powiedzieć, by album Fink’s Sunday Night Blues Club był wielką niespodzianką. Kiedy w ubiegłym roku, po kilkumiesięcznej przerwie od koncertowania, brytyjski wokalista, muzyk i autor tekstów Fink ogłosił serię wiosennych gigów odbywających się pod szyldem Sunday Night Blues Club, wiadomym było, iż samymi odgrzewanymi kotletami nie poczęstuje słuchaczy w miastach znajdujących się na trasie jego kolejnej muzycznej podróży. Pod znakiem zapytania stało jednak, czy nowe wydawnictwo przebije swojego poprzednika, czy spokojnie, choć nie bez kwaśnego uśmiechu, zajmie swoje miejsce w niższym szeregu.

Fink to mój numer jeden spośród śpiewających panów. Teoretycznie powinno ułatwić mu to sprawę i pozwolić zyskać pewność, iż żadne jego wydawnictwo nie zostanie przeze mnie skrytykowane. Tak dobrze moi ulubieńcy jednak nie mają, bo wymagam od nich znacznie więcej niż od reszty wykonawców. Daleko mi do osoby, która po kilku sekundach słuchania premierowej piosenki cenionego przez siebie artysty obwieszcza światu, że ma do czynienia z czystym geniuszem i song of the year. Fink wydaną w 2014 roku płytą Hard Believer zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Album jest pięknym, różnorodnym zbiorem piosenek, wśród których królują takie nagrania jak garażowe White Flag, refleksyjne, niosące wiele emocji Shakespeare czy powolne Two Days Later o nocnym wydźwięku. Sporo się dzieje, choć Finkowi udało się nad wszystkim zapanować.

Co ciekawe między Hard Believer a Fink’s Sunday Night Blues Club artysta zdążył zaprezentować jeszcze jeden krążek. Na Horizontalism Fink ujął swoje poprzednie kompozycje na elektroniczny sposób, nadając im mroczny, surowy wydźwięk. Tym samym przypomniał o swojej przeszłości, kiedy zamiast z gitarą zaprzyjaźniony był z… dj’skimi zabawkami. Na najnowszym wydawnictwie ostatecznie zdaje się zrywać ze starym życiem, proponując nam najbardziej osadzoną w bluesie płytę w swojej karierze.

Album składa się zaledwie z ośmiu kompozycji, dających łącznie czterdzieści minut muzyki. Zaczyna się od porządnego, choć dość cichego i granego jakby od niechcenia nagrania Cold Feet, któremu pojawiające się w drugiej części metaliczne dźwięki nadają chłodnego klimatu. Nie opuszcza on także minimalistycznego She Was Right – przestrzennej kompozycji wzbogaconej smyczkami. Prostotą charakteryzują się również takie propozycje jak Little Bump i cieplejsze, rozciągnięte na niemalże osiem minut Black Curls. Wystarczył jeden dzień z Fink’s Sunday Night Blues Club, bym wybrała dla siebie piosenki, które pewnie dołączyły do pokaźnego zbioru moich ulubionych piosenek sygnowanych pseudonimem brytyjskiego artysty. Pierwszą z nich jest szorstkie i wpadające w ucho Boneyard. Utwór towarzyszy mi już od stycznia i, co ciekawe, nie zdążył jeszcze się znudzić. Z mniej ogranej trójki szybko zachwyciła mnie gorzka kompozycja Hard to See You Happy o gęstej aranżacji, w której Fink dał sobie podkręcić głos, osiągając oldskulowy efekt. Na uwagę zasługują także rytmiczne Keep Myself Alone Now oraz ostrzejsze Hour Golden.

Fink’s Sunday Night Blues Club w formie przypomina mi wydawnictwa Distance and Time oraz Biscuits For Breakfast, na których Fink występował głównie z gitarą, jakby obawiając się tego, że większa liczba instrumentów niepotrzebnie przykryje te kompozycje. Na najnowszym krążku proponuje nam kompozycje z pozycji faceta, który na swojej robocie zna się świetnie, odważnie stawia kroki w bluesowej krainie i głębiej w ten gatunek nurkuje. W żadnym jednak wypadku nie kopiuje swych idoli. Fink to Fink. Wciąż tak samo wrażliwy, wciąż czarujący niskim, przenikliwym głosem. Bardziej jednak niż kiedyś kierujący swe piosenki na surowe, szorstkie drogi. Fink’s Sunday Night Blues Club może znudzić, ale osoby nieoczekujące chwytliwych refrenów, ceniące żywe brzmienie i lubiące czuć, że dany artysta jest obok nich, nie powinny być rozczarowane.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDo Torunia zawita światowa gwiazda
Następny artykułNowy teledysk: Stormzy – Cold
Zuzanna Janicka
Lat 22, studentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Wielka pasjonatka muzyki, potrafiąca odnaleźć coś ciekawego w każdym gatunku. Autorka strony The-Rockferry, na której oprócz recenzji płyt znaleźć można całą masę innych muzycznych artykułów.